- Odzyskam cię moja piękności, ale na razie muszę się napić. Z polowania nic nie wyszło, co prawda napiłem się trochę krwi dziewczyny, lecz to mi nie wystarczy, na szczęście jest jeszcze Brayan i to jego sumienie. Powinien mieć jakieś woreczki krwi w lodówce. - zszedłem na dół, w kuchni siedział mój współlokator ze szklanką w ręce
- Co tam Will ? - zapytał
- Potrzebuję krwi, a jak powszechnie wiadomo ty wolisz tę z woreczków niż prosto od ludzi więc pomyślałem, że mógł bym dziś skorzystać z twojego zapasu.
- Zapomniałem, że twoje dzisiejsze łowy nie do końca się udały. W lodówce są jeszcze dwa worki. A wracając do dziewczyny, wiesz chociaż jak ma na imię ?
- Nie ale dowiem się kim jest, pewnie ma dom gdzieś w okolicy. - odpowiedziałem przelewając wyciągniętą przed chwilą krew do kubka
- Jest aż tak wyjątkowa ?
- Owszem i nie chodzi tu tylko o wygląd. Poczułem jak jej dusza mnie przyciąga.
- Wiesz, że Kris nie odda dziewczyny po dobroci. Rozpęta się wojna, a twój brat ma wielu sprzymierzeńców.
- Ja też nie jestem sam, ale mimo to wolał bym walczyć z nim tylko w ostateczności. Na razie będę działać po cichu i mam nadzieję, że mi pomożesz Brayan. - powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Chwilę się zastanawiał, lecz w końcu powiedział :
- Zgoda pomogę ci, ale jeśli w którymś momencie będzie się to wiązało z rozlewem krwi niewinnych, nie będziesz już mógł na mnie liczyć. -odpowiedział z powagą w głosie
- Umowa stoi, nie karzę ci zabijać ludzi, chociaż nie pojmuję jak możesz woleć krew z worków zamiast pić bezpośrednio od nich.
- Ponieważ zachowałem część swojego człowieczeństwa. - kiedy Brayan to mówił poczułem ukłucie w środku, czyżby zabolały mnie jego słowa ? To niemożliwe ja nie mam uczuć.
- Tak, tak człowieczeństwo ... - zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem - to przereklamowane.
- Wcale nie, sam się przekonasz Will. Oby nie za późno. - powiedział Brayan i wyszedł z kuchni. Wróciłem do swojej sypialni i położyłem się na łóżku obmyślając plan działania.
***
- Twoje życie nie będzie już wyglądać tak samo. Będziesz musiała się wiele nauczyć Syntio, ale może najpierw chcesz się odświeżyć ?
- Chętnie, tylko jest jeden problem.
- Jaki ?
- Nie mam ubrań na zmianę.
- Nic się nie martw. Idź weź kąpiel, a ja w tym czasie skoczę do sklepu i kupię jakieś ubrania. - powiedziałem uśmiechając się do Syntii
- Dziękuję, powiedz mi jeszcze gdzie jest łazienka ?
- Jasne, jak wyjdziesz z pokoju pierwsze drzwi po prawej. Nie spiesz się, przeszłaś ciężką przemianę, powinnaś się zrelaksować i odpocząć. A ja znikam. - odpowiedziałem i przeniosłem się do centrum miasta
***
- Wow, naprawdę zniknął. Ciekawe czy ja też będę tak mogła ? - zastanawiałam się idąc do łazienki. Pomieszczenie było dosyć spore, wyłożone płytkami koloru kawy z mlekiem. Przy ścianie po prawej stała umywalka umieszczona w czarnej szafce z podwójnymi drzwiczkami, a nad nią wisiało olbrzymie owalne lustro. W lewym rogu łazienki stała również owalna wanna z wierzchu osłonięta czarnym drewnem. Nad nią wisiała półeczka z płynami do kąpieli. Wzięłam ten o zapachu fiołków i wlałam trochę do wanny. Podczas gdy woda się lała ja zdjęłam brudne ubrania i podeszłam do lustra aby jeszcze raz ocenić swój nowy wygląd. Moje włosy nabrały blasku, dostrzegłam również czerwone pasemka. Skóra była bledsza, na klatce piersiowej w miejscu serca widniał srebrny znak w kształcie trzech połączonych spirali.
Z pleców wyrastały krwisto czerwone skrzydła, które swoją drogą zniszczyły mi bluzkę, rozdzierając ją na plecach.
- Jak ja będę z nimi funkcjonować ? Są takie duże, ale całkiem ładne. - mówiłam do siebie. Kiedy zobaczyłam pierwszy raz swoje odbicie, przeraziłam się, lecz teraz jak ochłonęłam muszę stwierdzić, że wyglądam nieźle ... - przerwałam monolog dostrzegając, że wanna jest już wystarczająco wypełniona wodą. Weszłam do niej rozkładając skrzydła na zewnątrz. Było to niezbyt wygodne, gdyż nie mogłam się położyć.
- Mam nadzieję, że można chować te skrzydła. - siedziałam w wodzie rozkoszując się jej ciepłem i zapachem fiołków, lecz po pół godzinie zaczęła się ochładzać. Szybko umyłam włosy i ciało po czym wyszłam owijając się białym, miękkim ręcznikiem. Włosy zawinęłam w mniejszy. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam. Tak jak mówił Kris na progu stały trzy torby z ubraniami. Wzięłam je i weszłam z powrotem do środka. W pierwszej znajdowała się bielizna, oczywiście koronkowa.
- Faceci, wszyscy tacy sami. - powiedziałam pod nosem, ale nie miałam wyjścia musiałam ją ubrać. W drugiej torbie znajdowały się obcisłe, granatowe jeansy, a w trzeciej turkusowa bluzka z wyciętymi plecami i co mnie naprawdę zszokowało zrobiona z jedwabiu.
- Kris musi być naprawdę bogaty skoro stać go na takie ciuchy, znaczy to również, że musi obracać się w wyższych sferach. ciekawe czy wie kim jestem ? Jeśli nie, to nie będę mu na razie mówić, że jestem córką króla. - postanowiłam, wkładając spodnie i bluzkę, która dzięki wycięciu swobodnie leżała pod skrzydłami. Po wypuszczeniu wody, opłukaniu wanny i zabraniu starych ubrań wyszłam z łazienki. Na przeciwko niej stała Kris i uważnie mi się przyglądając powiedział :
- Wyglądasz znacznie lepiej, kąpiel i nowe ubrania czynią cuda.
- To prawda, ale z tą koronkową bielizną trochę przesadziłeś. - udałam złą
- Ładna dziewczyna, musi nosić ładną bieliznę. - odpowiedział uśmiechając się łobózersko
- Faceci ... - powiedziałam znowu, a Kris się zaśmiał po czym odezwał :
- Pewnie jesteś głodna, przygotowałem śniadanie.
- Chętnie coś zjem. - odparłam, ale nagle coś sobie uświadomiłam - Czekaj Kris, jeżeli ja jestem w połowie wampirem to nie muszę żywić się krwią ? - zapytałam, ostatnie słowo wypowiadając z odrazą
- Nie zauważyłem żebyś po przemianie odczuwała niepohamowane pragnienie. Podejrzewam, że dzięki temu, iż jesteś w połowie aniołem nie musisz pić krwi ale możesz. - odpowiedział
- Dzięki, wolę normalne jedzenie, a tak swoją drogą to co jest na śniadanie ?
- Naleśniki z czekoladą, sałatka owocowa i kawa.
- Kocham naleśniki. Prowadź do kuchni.
- Ok. - uśmiechnął się tylko i poszliśmy prosto korytarzem po drodze mijając pokój, w którym wcześniej byłam.
- Masz bardzo ładny dom. - stwierdziłam, siedząc przy stole kuchennym i przyglądając się jak ustawia talerze, sztućce i jedzenie
- Dziękuje choć podejrzewam, że nie widziałaś jeszcze wszystkiego. - odparł siadając na przeciwko mnie - Proszę częstuj się. - nałożył sobie na talerz naleśnik i trochę sałatki, zrobiłam to samo. Już po pierwszym kęsie stwierdziłam, że jest przepyszne.
- Widzę, że ci smakuje.
- Jeszcze jak ! - powiedziałam z pełną buzią sięgając po drugiego naleśnika a on się zaśmiał, co trochę mnie speszyło
- Nie krępuj się, bież ile chcesz, a kiedy zjesz oprowadzę cię po reszcie domu.
- Dobrze, w sumie to zaraz możemy iść bo już kończę. - odpowiedziałam dokańczając jeść sałatkę owocową. Kiedy odłożyłam widelec Kris pozbierał naczynia, włożył je do zmywarki i podszedł do mnie mówiąc :
- Na razie poznałaś dolną część posiadłości czyli mój pokój, łazienkę i kuchnie. Teraz zaprezentuję ci górę, a później przejdziemy do ogrodu.
- Ok, prowadź. - nie mogłam się już doczekać, a w szczególności ogrodu. Kocham kwiaty i inne rośliny ... tak jak mama. Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak :
- Jesteśmy na górze, oto twój pokój. - otworzył przede mną brązowe drzwi i wskazał ręką pomieszczenie za nimi. Widok mnie powalił.
- Kris to nie pokój tylko komnata !
- No cóż jest trochę duży, ale stwierdziłem że będzie dla ciebie idealny. - w jego głosie usłyszałam lekki zawód. Pewnie myśli, że mi się nie podoba.
- Jest wspaniały. - kiedy to usłyszał uśmiech wrócił mu na usta - Nie spodziewałam się tylko, że dasz mi jak sądzę najładniejszy pokój w domu.
- Chcę abyś czuła się tu dobrze i komfortowo. A i masz własną łazienkę.
- Dziękuję, wiesz jesteś pierwszą osobą od dłuższego czasu, którą interesuje moje dobro.
- Nie masz za co dziękować, lepiej zapoznaj się ze swoją, jak to ujęłaś "komnatą" - posłał mi ciepły uśmiech i zniknął zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Wystrój wnętrza mnie oczarował. Ściany miały dwa kolory : Blue jeans i limonkowa zieleń. Za drzwiami po lewej stronie stała dębowa szafa, otworzyłam ją ale tak jak się spodziewałam była pusta. Następnie przeszłam do dużego łóżka, zaścielonego jasno-zieloną pościelą w kwiaty. Usiadłam na jego skraju, było miękkie i bardzo wygodne. Siedziała bym tak w nieskończoność, lecz moją uwagę przykuły drzwi na przeciwko zapewne do łazienki. Zajrzałam do środka, była równie przestronna jak ta na dole. Również z dużą białą wanną, ogromnym lustrem i umywalką, lecz ściany miała koloru wrzosu. Po wyjściu z łazienki postanowiłam iść na balkon, który dostrzegłam wchodząc do pokoju. Kiedy uchyliłam drzwi, poczułam przyjemne i ciepłe powietrze. Widok, jaki ujrzałam zaparł mi dech w piersiach. Przede mną rozciągał się przepiękny ogród, pełen kwiatów, drzew i z krótko przyciętą trawą.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. - usłyszałam głos Krisa, który stał w ogrodzie i patrzył na mnie
- Jest niesamowity. - odpowiedziałam z zachwytem - Sam dbasz o te wszystkie rośliny ? - zapytałam po chwili
- Przeważnie zajmuje się nimi mój przyjaciel Nathan, który jest ogrodnikiem, ale czasem każe mi po podlewać niektóre kwiaty i krzewy.
-Musisz być bardzo bogaty skoro stać cię na taki dom, ziemię go otaczającą i jeszcze te drogie ubrania, które mi kupiłeś. - stwierdziłam
- Przez ten czas spędzony na Ziemi dużo pracowałem i udało mi się zgromadzić pewien majątek. Chciałem mieć pewność, że jeśli kiedyś założę rodzinę, to niczego jej nie zabraknie.
- Zaskakujesz mnie, nie każdy mężczyzna postępował by tak jak ty. - Kris delikatnie się uśmiechnął
- Dobrze, dość już o mnie, zejdź na dół oprowadzę cię po ogrodzie.
- Ok zaczekaj chwilę, zaraz będę.
- Syntio, po co będziesz szła schodami skoro masz skrzydła ?
- Ale przecież ja nie umiem jeszcze latać ! - powiedziałam wystraszona
- Masz okazję spróbować się nauczyć, to nic trudnego. Rozłóż skrzydła i zacznij nimi machać. - poinstruował mnie cały czas się uśmiechając, zrobiłam jak kazał i po chwili unosiłam się nad podstawą balkonu. - Teraz wznieś się wyżej, omiń balustradę i zleć do mnie.
- A jak spadnę ? - coraz bardziej się stresowałam, co nie umknęło uwadze Krisa
- Nie bój się, jestem tu w razie czego złapię cię.
- No dobrze. - poruszyłam mocniej skrzydłami, za linię balkonu i spojrzałam w dół co było błędem. Nagle wydało mi się bardzo daleko do ziemi. Spanikowałam i zaczęłam spadać. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć swojego końca. Byłam tak przerażona przez co zorientowałam się dopiero po chwili, że nie czułam zetknięcia z ziemią.
- Może już umarłam ?
- Raczej nie, bo nie mógłbym być z tobą w niebie. - w moje myśli wdarł się głos Krisa. Otworzyłam oczy, znajdowałam się w jego ramionach.
- Złapałeś mnie. - powiedziałam z ulgą, a strach powoli ulatywał
- Mówiłem, że to zrobię. - postawił mnie na ziemi
- Dziękuję. - powiedziałam cicho i pocałowałam go. Na jego ustach zagościł uśmiech. - Czemu ja go pocałowałam ? Przecież prawie go nie znam !!! - zganiłam siebie w myślach
- Muszę częściej kazać ci latać. - stwierdził z łobuzerskim uśmiechem
- Więcej to się nie powtórzy. - na moje policzki wstąpił rumieniec
- Ale co skok z balkonu czy pocałunek ? - uniósł brew w pytającym geście
- Ani jedno, ani drugie. - odpowiedziałam i roześmiałam się z jego niby to "smutnej miny"
Liczę na komentarze :)

Gratuluję! Roździał jest świetny.
OdpowiedzUsuńNigdy nie byłam przekonana do
opowiadań z wampirami i z aniołami,
ale twój jest poprostu superowy.
Masz talent.
Czekam z niecierpliwością na następny roździał ;).
Życzę kolejnych ciekawych pomysłów.
Bardzo dziękuję, że skomentowałaś moje opowiadanie, i że Ci się podoba. Postaram się jak najszybciej dodać kolejny rozdział. :)
OdpowiedzUsuń