Wszedłem do mieszkania, zamykając drzwi z impetem. Po chwili z salonu wyłonił się Brayan, który jest moim współlokatorem i wampirem.
- Już wróciłeś z polowania ? Zaskakująco szybko jak na ciebie. - powiedział z cwanym uśmiechem
- Mój brat Kris wrócił do miasta.
- Nie gadaj, serio ?
- Tak i drań odebrał mi coś mojego, ale odzyskam ją ! - odpowiedziałem, pewny siebie i zdeterminowany
- Ją ? Masz na myśli dziewczynę ?
- Nie byle jaką Brayan, tylko piękną szatynkę o zielonych jak młoda trawa oczach. Jej uroda mnie zahipnotyzowała, a krew mało nie zwaliła mnie z nóg. - opowiadałem mając obraz nieznajomej przed oczami
- Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że ta piękność staje się jedną z nas.
- Owszem, ale znając mojego brata będzie chciał zrobić wszystko aby nie dopuścić do przemiany.
- Co on może zrobić, jad krąży już w żyłach dziewczyny, nic na to nie poradzi.
- Kris to anioł, upadły ale jednak anioł do tego nie głupi. Spróbuje wszystkiego, aby ocalić jej duszę przed moim mrokiem. - ostatnie słowa wypowiedziałem bardziej do siebie.
***
Siedziałem przy nieznajomej już trzy godziny lecz nic się nie działo. Jedyne co pozwalało mi na razie być spokojnym to znak, który w pewien sposób łączył mnie teraz z nieprzytomną szatynką. Jakąś godzinę po tym jak umieściłem go na niej uświadomiłem sobie, że będę miał przez to niemałe kłopoty. Rada upadłych wyczuje nowego członka jak tylko przemiana się dokona. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk, natychmiast wstałem z fotela i podbiegłem do dziewczyny. Dotknąłem jej czoła, było rozpalone jak i reszta ciała. Poszedłem do łazienki po miskę z zimną wodą i ręczniki. Po minucie wróciłem i ułożyłem zimny okład na czole, jak przypuszczam siedemnastolatki. Pół godziny później temperatura zaczęła maleć. Krzyki również ustały. Po kolejnych trzydziestu minutach gorączka ustąpiła całkowicie, spokojniejszy usiadłem z powrotem w fotelu. Wiedziałem, że powinienem cały czas czuwać, ale zmęczenie wzięło górę i usnąłem.
***
Obudziłam się czując na sobie miękką pościel.
- Chwila, ale jak to możliwe ? Przecież byłam w parku i ... - przerwałam rozmyślania gwałtownie otwierając oczy i podnosząc się, co było błędem bo głowa rozbolała mnie tak jak bym dostała cegłą. Chwiejnym krokiem wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. To nie był mój pokój. Na przeciwko łóżka w fotelu siedział, a raczej spał chłopak. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale był bardzo przystojny. Miał krótkie blond włosy, dobrze zbudowane ciało i nawet będąc zgarbionym w fotelu wydawał się wysoki. Przeczesując dalej wzrokiem sypialnię dostrzegłam szafę z lustrem. Podeszłam do niej i krzyknęłam przerażona widząc swoje odbicie.
***
Zbudził mnie przeraźliwy krzyk. Zerwałem się z fotela. Spojrzałem na łóżko, lecz dziewczyny tam nie było, stała teraz przed lustrem z przerażeniem patrząc na swoje odbicie. Jej skóra była bledsza, w brązowych włosach pojawiły się czerwone pasemka, ale najbardziej zaskoczyły mnie skrzydła koloru krwi, które wyrastały z jej pleców.
- Jak to możliwe ? Przecież Bóg odebrał je upadłym. - pytałem siebie, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. - Nieważne, później poszukam odpowiedzi. - powiedziałem. Podszedłem do anielicy, ta dostrzegając mój ruch odwróciła się i ledwo dosłyszalnym, przestraszonym głosem zapytała :
- Co ty mi zrobiłeś ?
- Uratowałem twoją duszę.
- Niby przed czym ?
- Przed pochłonięciem jej przez zło, które zaszczepił mój brat William w tobie. - jego imię wypowiedziałem z pogardą, ale i smutkiem
- Zaszczepił ? Jak ? - była coraz bardziej przerażona
- Ugryzł cię, on jest wampirem. - w tym momencie dziewczyna, która i tak już przyciskała plecy do ściany, osunęła się po niej, zakrywając twarz dłońmi. Usłyszałem, jak cicho płacze. Przykucnęłam obok niej, zsunęła ręce z twarzy. Spojrzała na mnie i powiedziała :
- Boże jestem potworem. - jej głos przepełniała gorycz
- Wybacz, ale nie mogę się z tym zgodzić. Ludzie powiadają, że oczy są odzwierciedleniem duszy, w twoich nie zauważyłem czającej się bestii. - spojrzenie dziewczyny wyrażało tyle bólu i smutku, jednak to nie były nowe odczucia tylko od dawna skrywane
- Ty też jesteś wampirem ?
- Nie, upadłym aniołem.
- Twoja dusza nie wygląda na upadłą, raczej jest samotna i bardzo zraniona. - mówiła lekko spokojnym głosem. Posłałem jej delikatny uśmiech.
- Doskonale mnie rozszyfrowałaś. - podniosłem się i wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Chwilę się wąchała, ale w końcu podała mi swoją. Delikatnie lecz zwinnym ruchem podniosłem ją z ziemi.
- Mam na imię Kristopher.
- A ja Syntia.
- Twoje imię jest rzadko spotykane, ale równie piękne.
- Moja mama pochodziła z Meksyku, nadała mi takie imię, abym przypominała jej rodzinny dom. - kiedy wypowiadała te słowa, na jej twarzy znów było widać cierpienie
- Powiedziałeś, że jesteś upadłym aniołem, ze swojego wyglądu wnioskuję, że ja również. Nie rozumiem tylko jak to możliwe skoro ugryzł mnie wampir. - zmieniła temat, ewidentnie nie chciała mówić o matce, jednak czułem jaka jest prawda, zapewne dzięki wiążącemu nas znakowi, ale nawet głupi by się zorientował o co chodzi. Nie zamierzam jednak wypytywać Synti, jeśli zechce to sama powie.
- William jest bardzo złą osobą, poprzez ugryzienie każdy wampir przekazuje cechy swojego charakteru. Nie mogłem pozwolić, abyś stała się taka jak mój brat, więc w miejscu gdzie masz serce umieściłem znak upadłych. Czyniąc to poniekąd powiązałem swoją duszę z twoją, niestety nie zmienia to faktu że jesteś w połowie wampirem, ale przynajmniej niweluje zło Willa.
- Jak stałeś się upadłym aniołem ? Czuję w tobie dobro. - powiedziała z pewnością w głosie
- Popełniłem błąd, za który zostałem ukarany tak jak wielu innych upadłych. Nie oznacza to jednak, że są źli do szpiku kości.
- Jaki błąd ty popełniłeś ?
- Ocaliłem mojego brata. - odpowiedziałem beznamiętnym tonem
- To niesprawiedliwe, każdy na twoim miejscu pragnął by ocalić swoich bliskich bez względu na to jacy są. - powiedziała wyraźnie oburzona
- Przez moją głupotę wielu ludzi straciło życie lub stało się potworami. - głos zaczął mi się łamać. Syntia podeszła do mnie, położyła rękę na ramieniu i powiedziała :
- Wybacz ale nie mogę się z tobą zgodzić, jak sam powiedziałeś ocaliłeś mnie.
- Gdyby nie ja, William w ogóle by cię nie ugryzł.
- Wiesz z jaką myślą znalazłam się dzisiaj w parku ? Wnioskując z twojej miny pewnie nie, to ci powiem. Miałam dość swojego życia. Półtora roku temu moja mama zginęła w wypadku. Od tamtego czasu ojciec przestał żywić do mnie jakiekolwiek pozytywne uczucia. Mój brat odszedł ponieważ zakochał się w dziewczynie, której tata nie chciał zaakceptować. Żeby tego było mało mój chłopak całował się z moją najlepszą przyjaciółką. Po tym wszystkim chciałam umrzeć. Popełniła bym samobójstwo, tego dnia moje życie by się skończyło. To dzięki tobie Kris nadal żyję i mogę zacząć od nowa.
- To co mi powiedziałaś jest przykre, bardzo dużo przeszłaś.
- Owszem ale to wszystko należy już do przeszłości, bo dziś zaistniałam na nowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz