Witajcie.
Postanowiłam zawiesić bloga na jakiś czas.
Powodem jest brak zainteresowania ze strony czytelników, poza tym nie mam za dużo czasu na pisanie kolejnych rozdziałów mimo iż pomysłów mi nie brakuje.
Możliwe że powrócę do opowiadania i będę publikować nowe rozdziały.
Aylin
sobota, 27 grudnia 2014
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Rozdział 6
Od dwóch godzin pakowałam się na tą wycieczkę, spojrzałam na zegar musiałam się wcześniej położyć bo wyjazd z pod ratusza był o 4 nad ranem. Szczerze mówiąc cały czas miałam co do tego obawy ale nie miałam zamiaru aby to zepsuło mi zabawę. Wziełam jeszcze szybki pryśnic i poszłam spać. Budzik obudził mnie godzinę przed wyjazdem. Ubrałam się w ciemne spodnie rurki, białą tunikę ze srebrną różą i granatowe buty na średnim koturnie. W kuchni była już moja mama.
- Cześć kochanie. Wyspałaś się? - zapytała mama
- Cześć mamusiu, tak wyspałam się. - powiedziałam
- To dobrze. Zjedz śniadanie. Niedługo Elif powinna przyjechać.
- Tak wiem. - westchnełam
- Nie martw się. Damy sobie radę. - powiedziała z uśmiechem.
- Tak wiem. - powtórzyłam. Nie mineło dużo czasu i Elif wraz z rodzicami siedziała u nas w salonie. Po kilku minutach zaczeliśmy znosić walizki do samochodu. Auto ojca Elif było duże, miało spory bagażnik i było pięcioosobowe. O 3,40 byliśmy już pod ratuszem. Stał tam autokar który miał nas zawieść na lotnisko. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu była tam też Amber.
- Amber? Co ty tu robisz? - zapytałam
- Jadę z wami. - powiedziała blondynka
- Ale jak to? - zdziwiła się Elif.
- Tak to że jedna z moich koleżanek też wzieła udział w tej loterii i wygrała a jej siostra z którą miała jechać zachorowała i ona postanowiła zabrać ze sobą mnie. - wyjaśniła złotooka.
- Teraz wszystko jasne. - powiedziałam - Cieszymy się.
- Ja też się cieszę. - powiedziały chórem Elif i Amber.
- Chodźcie schować bagaże. - powiedziała moja mama. Po kilku minutach zjawiły się trzy kobiety i trzech mężczyzn, którzy byli naszymi opiekunami.
- Witamy wszystkich serdecznie. - powiedziała jedna z nich - Jesteśmy szczęśliwi że tylu młodych ludzi weźnie udział w wycieczce do Afryki na obóz dla młodzieży. Będziecie mieli zapewnione wyżywienie, nocleg w przytulnych domkach i wiele atrakcji. Mam nadzieję że wszyscy będziecie zadowoleni.
- Zapraszam młodzież do autokaru. Za chwilę odjerzdżamy. - powiedział jeden z opiekunów. Porzegnałam się z rodzicami i między ludźmi spostrzegłam Danna i Michała.
- Patrz! Dann i Michał tam są. - powiedziałam do Elif. Na jej twarzy pojawił się rumieniec. - Czy ja o czymś nie wiem? - zapytałam szturchając ją w ramię.
- Powiem ci w autokarze. - odpowiedziała i ciągnąc mnie za sobą ruszyła w ich stronę.
- Cześć - powiedziali widząc nas
- Hej. - odparłam przytulając się do nich. Ku mojemu zdziwieniu Dann pocałował Elif.
- Czyli na prawdę o czymś nie wiem. - powiedziałam na co moi przyjaciele się zaśmiali.
- Dann mi opowiedział co się działo. - pochwalił się Michał
- Ja zaraz się dowiem w autokarze. - chciałam mu dogryźć ale on się tylko uśmiechnoł.
- A tak w ogóle co wy tu robicie co? - zapytała Elif
- Nie cieszysz się na mój widok? - zapytał Dann
- Cieszę ale na pewno wam nie uwierzę że przyszliście tylko po o aby się z nami pożegnać. - powiedziała Elif
- Ja przyjechałem z Michałem. - powiedział szatyn
- A on tu po co? - zapytałam
- Dla twojej informacji ja też jadę. - powiedział obejmując mnie w pasie po czym przyciągnął mnie do siebie.
- Nie wspominałeś o tym wcześniej. - zauważyłam.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. - odparł brunet
- I zrobiłeś. - przytuliłam się do niego.
- Ekhem... - usłyszałam po czym się odwróciłam. Za nami stali nasi rodzice. Moja twarz oblała się intensywnym rumieńcem, szybko odsunełam się od Michała. Z resztą oni nie wyglądali lepiej.
- Czas na was. - powiedział ojciec Elif
- Już idziemy. - powiedzieliśmy. Wsiadając do autokaru jeszcze raz się pożegnałam z mamą i przytuliłam się do Danna a on i Elif pocałowali się po czym brunetka usiadła obok mnie w autokarze.
- Opowiadaj. - powiedziałam.
- W samolocie. - odparła zakładając słuchawki na uszy. Za nami siedzieli Michał i jego kolega Jack. Podróż trwała około dwóch godzin. Na miejscu szybko przesiedliśmy się do samolotu, siedziałam przy oknie.
- No to teraz gadaj. - powiedziałam gdy samolot już wystartował/
- Ok. - westchneła i zaczeła opowiadać mi wszystko począwszy od balu do wizyty w jego domu.
- Powiedział ci o Beatris prawda? - zapytałam.
- Tak... ale... skąd ty to wiesz? - zapytała ciemnooka z zdziwieniem malującym się na jej twarzy
- Kiedyś też z nim rozmawiałam i zwierzył mi się z tego co go dręczyło, myślę że dzięki temu lepiej to znosił.
- Ale dlaczego ci to powiedział?
- Nie wiem. Powiem ci że ja bardzo dużo wiem na temat wielu osób i one mogą mi zaufać, wierzę że tobie też bo inaczej nigdy nie poznałabyś tajemnicy ich rodziny.
- Czyli wiesz że oni są...
- Tak wiem. - przerwałam jej
- Skąd? - zapytała
- Od Ajane. - odparłam
- Jak to się stało że ci powiedziała?
- Jakiś czas temu szłam na spacer i spotkałam piękną dziewczynę którą atakowała grupa mężczyzn. Postanowiłam jej pomóc, podniosłam z ziemi kij i rzuciłam się na jednego z nich. Zostałam lekko draśnięta w prawe ramie, ale dziewczyna była mocniej poraniona. Później stało się coś zaskakująco dziwnego ale i wspaniałego, ona zaczeła używać swojej mocy, nie mogę ci powiedzieć jakiej ale pokonała ich wszystkich a jej rany zaczeły się regenerować na moich oczach. Usiadłyśmy na trawie i opatrując mi ramię opowiedziała mi to co mogła mi powiedzieć, mówiła głownie o sobie, trochę wspomniała o ich świecie i zasadach jakie nim rządzą. Po jakimś czasie zaprosiła mnie do siebie i wtedy poznałam jej męża. Wtedy długo rozmawialiśmy, ale głownie o błahych sprawach. Upłyneło kilka miesięcy i poznałam Danna. Zaczełam z nim rozmawiać, zaprzyjaźniliśmy się i po kilku wizytach w jego domu opowiedział mi o Beatris. Następnie dowiedziałam się że ma przyjaciela wśród ludzi i tak poznałam Michała. - krótko opowiedziałam
- A znasz więcej... takich jak oni? - zapytała Elif
- Tak, ale nie są tak przyjaźnie nastawieni do takich jak my czy Michał. - odparłam
- Mogę ich poznać? - zapytała nie pewnie
- Myślę że przyjdzie na to czas, ale proszę nie chodź nigdzie bez obecności Danna, Erika, Ajane czy mojej, bo to może być niebezpieczne. - poprosiłam ja
- Oczywiście. - powiedziała z uśmiechem
***
Ciekawe ile jeszcze wiesz? - zastanawiałam się patrząc na przyjaciółkę wpatrzoną w widoki za oknem - I kiedy ja się tego dowiem. I pomyśleć że gdyby nie mój związek z Dannem to nigdy bym się niczego nie dowiedziała. Ona na prawdę potrafi dochować tajemnicy, nawed nie było po niej widać że wie o czymś co dla ludzi jest bajką. Chciałavym mieć jej wiedzę na te tematy, chociaż jeżeli wampiry są niebezpieczne to ona chciała mnie chronić?
- Czy nie mówiąc mi tego wszystkiego tak jakby mnie chroniłaś? - zapytałam
- To niendo końca tak. Z jednej strony chroniłam osobę co mi o tym powiedziała a z drugiej nie narażałam nikogo innego na niebezpieczeństwo z powodu wiedzy na dany temat. - powiedziała odwracając się do mnie
- Czyli cały czas byłaś zagrożona. - powiedziałam - I nadal jesteś. - dodałam
- Terez przeze mnie i ty jesteś.
- Serio? A co nam grozi? - ciekawość wzieła górę. Aylin westchneła i zaczeła wpatrywać się w oparcie fotela przed nami. Przez chwilę panowała cisza.
- Trudno dokładnie powiedzieć. Istnieje możliwość że wampir wyższej klasy może zajrzeć nam w umysł i dowiedzieć się czegoś co może wykorzystać przeciw komuś innemu - powiedziała
- I to by było takie straszne?
- A jakbyś się czuła gdyby komuś się coś stało z twojej winy i gdyby ktoś dowiedział się o tobie czegoś co mógłby przeciw tobie wykorzystać?
- A co by mógł przeciw mnie wykorzystać. Przecież nic złego nie zrobiłam. Ty chyba też nie, prawda? - zapytałam
- Tak... - powiedziała bez przekonania
- Ej co jest? - zmartwiłam się
- Nic - odparła szatynka
- Tylko mi nie mów że zrobiłaś coś strasznego. - teraz to już na prawdę się o nią bałam
- Nie martw się nie zrobiłam.
- Czemu kłamiesz? - zapytałam
- Nie kłamię.
- To powiedz mi co takiego mogą przeciw tobie wykorzystać. - byłam uparta jak osioł
- Nie ważne. - powiedziała szybko i odwruciła się do okna.
- Aylin? - zapytałam ale nie odpowiadała. Powiedziałam jej imię jeszcze kilka razy ale to nic nie dało.
- Aylin do cholery! - krzyknełam. Kilka osób się na mnie spojrzało.
- Co? - zapytała zielonooka
- Czego nie chcesz mi powiedzieć? - zapytałam
- Nic istotnego.
- Gdyby to nie było istotne to byś się tak nie broniła przed odpowiedzią. - zauważyłam
- Nie chce o tym rozmawiać ok.
- Dobra, dobra dam ci spokój. - powiedziałam opierając się o oparcie fotela. Włożyłam słuchawki do uszu i przez kilka godzin zastanawiałam się nad tym co jest tak ważne że nawed ja nie mogę tego wiedzieć. Co jakiś czas rozmawiałyśmy ale nie wchodziłyśmy na wcześniejszy temat. Gdy w końcu lot samolotem zblirzał się ku końcowi- dowiedziałam się o tym gdy pilot kazał nam ustawić krzesła do pozycji wyjściowej czy jakoś tak i zakomunikował że zbliżamy się do londowania - ucieszyłam się gdyż szczerze mówiąc byłam lekko obrażona na Aylin. Gdy samolot wylądował i otworzyły się drzwi uderzyła w nas fala gorąca. Powoli, jeden za drugim schodziliśmy po schodach. Na dole stał dziwny facet ubrany na czarno. Pomyślałam że mu odbiło, taki żar a on na czarno, poza tym słońce leci do czarnego.
- Czubek. - powiedziała Aylin patrząc na tego mężczyzne. Mimo wolnie się uśmiechnełam
- Czyżbyś potrafiła czytać w myślach i tego też nie chciaaś mi powiedzieć dla mojego dobra? - zapytałam z sarkazmem
- Nie... a co? - zdziwiła się
- Nic bo myślałam o tym samym, a teraz myślę że mi nie ufasz. - starałam się jej dogryść ale pewnie nieświadomie to ona dogryzła mi
- Gdybym ci nie ufała to nie powiedziałabym ci niczego na temat Danna, jego rodziny i towarzystwa w którym się obraca ponad to raczej zapobiegłabym waszemu związkowi lub chociaż bym go opuźniła a ty dalej byś żyła w niewiedzy lub wiedziałabyś o tym co ci powiedział Dann ale niw wiedziałabyś że ja cokolwiek wiem bo dalej udawałabym idiotkę. Tak by było gdybym ci nie ufała. A to że nie chc3 ci czegoś powiedzieć dla twojego i mojego dobra i ty nie możesz się z tym pogodzić to już twój problem nie mój. - powiedziała wyprzedzając mnie gdy już zeszłyśmy po schodach. Szybkim krokiem weszła do autobusu który stał już na lotnisku gdy wylądowaliśmy. Dopiero gdy znikneła mi z oczu dotarł do mnie sens jej słów i poczułam się jakbym dostała w twarz i dopiero teraz włączyła swoje myślenie
- Cześć kochanie. Wyspałaś się? - zapytała mama
- Cześć mamusiu, tak wyspałam się. - powiedziałam
- To dobrze. Zjedz śniadanie. Niedługo Elif powinna przyjechać.
- Tak wiem. - westchnełam
- Nie martw się. Damy sobie radę. - powiedziała z uśmiechem.
- Tak wiem. - powtórzyłam. Nie mineło dużo czasu i Elif wraz z rodzicami siedziała u nas w salonie. Po kilku minutach zaczeliśmy znosić walizki do samochodu. Auto ojca Elif było duże, miało spory bagażnik i było pięcioosobowe. O 3,40 byliśmy już pod ratuszem. Stał tam autokar który miał nas zawieść na lotnisko. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu była tam też Amber.
- Amber? Co ty tu robisz? - zapytałam
- Jadę z wami. - powiedziała blondynka
- Ale jak to? - zdziwiła się Elif.
- Tak to że jedna z moich koleżanek też wzieła udział w tej loterii i wygrała a jej siostra z którą miała jechać zachorowała i ona postanowiła zabrać ze sobą mnie. - wyjaśniła złotooka.
- Teraz wszystko jasne. - powiedziałam - Cieszymy się.
- Ja też się cieszę. - powiedziały chórem Elif i Amber.
- Chodźcie schować bagaże. - powiedziała moja mama. Po kilku minutach zjawiły się trzy kobiety i trzech mężczyzn, którzy byli naszymi opiekunami.
- Witamy wszystkich serdecznie. - powiedziała jedna z nich - Jesteśmy szczęśliwi że tylu młodych ludzi weźnie udział w wycieczce do Afryki na obóz dla młodzieży. Będziecie mieli zapewnione wyżywienie, nocleg w przytulnych domkach i wiele atrakcji. Mam nadzieję że wszyscy będziecie zadowoleni.
- Zapraszam młodzież do autokaru. Za chwilę odjerzdżamy. - powiedział jeden z opiekunów. Porzegnałam się z rodzicami i między ludźmi spostrzegłam Danna i Michała.
- Patrz! Dann i Michał tam są. - powiedziałam do Elif. Na jej twarzy pojawił się rumieniec. - Czy ja o czymś nie wiem? - zapytałam szturchając ją w ramię.
- Powiem ci w autokarze. - odpowiedziała i ciągnąc mnie za sobą ruszyła w ich stronę.
- Cześć - powiedziali widząc nas
- Hej. - odparłam przytulając się do nich. Ku mojemu zdziwieniu Dann pocałował Elif.
- Czyli na prawdę o czymś nie wiem. - powiedziałam na co moi przyjaciele się zaśmiali.
- Dann mi opowiedział co się działo. - pochwalił się Michał
- Ja zaraz się dowiem w autokarze. - chciałam mu dogryźć ale on się tylko uśmiechnoł.
- A tak w ogóle co wy tu robicie co? - zapytała Elif
- Nie cieszysz się na mój widok? - zapytał Dann
- Cieszę ale na pewno wam nie uwierzę że przyszliście tylko po o aby się z nami pożegnać. - powiedziała Elif
- Ja przyjechałem z Michałem. - powiedział szatyn
- A on tu po co? - zapytałam
- Dla twojej informacji ja też jadę. - powiedział obejmując mnie w pasie po czym przyciągnął mnie do siebie.
- Nie wspominałeś o tym wcześniej. - zauważyłam.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę. - odparł brunet
- I zrobiłeś. - przytuliłam się do niego.
- Ekhem... - usłyszałam po czym się odwróciłam. Za nami stali nasi rodzice. Moja twarz oblała się intensywnym rumieńcem, szybko odsunełam się od Michała. Z resztą oni nie wyglądali lepiej.
- Czas na was. - powiedział ojciec Elif
- Już idziemy. - powiedzieliśmy. Wsiadając do autokaru jeszcze raz się pożegnałam z mamą i przytuliłam się do Danna a on i Elif pocałowali się po czym brunetka usiadła obok mnie w autokarze.
- Opowiadaj. - powiedziałam.
- W samolocie. - odparła zakładając słuchawki na uszy. Za nami siedzieli Michał i jego kolega Jack. Podróż trwała około dwóch godzin. Na miejscu szybko przesiedliśmy się do samolotu, siedziałam przy oknie.
- No to teraz gadaj. - powiedziałam gdy samolot już wystartował/
- Ok. - westchneła i zaczeła opowiadać mi wszystko począwszy od balu do wizyty w jego domu.
- Powiedział ci o Beatris prawda? - zapytałam.
- Tak... ale... skąd ty to wiesz? - zapytała ciemnooka z zdziwieniem malującym się na jej twarzy
- Kiedyś też z nim rozmawiałam i zwierzył mi się z tego co go dręczyło, myślę że dzięki temu lepiej to znosił.
- Ale dlaczego ci to powiedział?
- Nie wiem. Powiem ci że ja bardzo dużo wiem na temat wielu osób i one mogą mi zaufać, wierzę że tobie też bo inaczej nigdy nie poznałabyś tajemnicy ich rodziny.
- Czyli wiesz że oni są...
- Tak wiem. - przerwałam jej
- Skąd? - zapytała
- Od Ajane. - odparłam
- Jak to się stało że ci powiedziała?
- Jakiś czas temu szłam na spacer i spotkałam piękną dziewczynę którą atakowała grupa mężczyzn. Postanowiłam jej pomóc, podniosłam z ziemi kij i rzuciłam się na jednego z nich. Zostałam lekko draśnięta w prawe ramie, ale dziewczyna była mocniej poraniona. Później stało się coś zaskakująco dziwnego ale i wspaniałego, ona zaczeła używać swojej mocy, nie mogę ci powiedzieć jakiej ale pokonała ich wszystkich a jej rany zaczeły się regenerować na moich oczach. Usiadłyśmy na trawie i opatrując mi ramię opowiedziała mi to co mogła mi powiedzieć, mówiła głownie o sobie, trochę wspomniała o ich świecie i zasadach jakie nim rządzą. Po jakimś czasie zaprosiła mnie do siebie i wtedy poznałam jej męża. Wtedy długo rozmawialiśmy, ale głownie o błahych sprawach. Upłyneło kilka miesięcy i poznałam Danna. Zaczełam z nim rozmawiać, zaprzyjaźniliśmy się i po kilku wizytach w jego domu opowiedział mi o Beatris. Następnie dowiedziałam się że ma przyjaciela wśród ludzi i tak poznałam Michała. - krótko opowiedziałam
- A znasz więcej... takich jak oni? - zapytała Elif
- Tak, ale nie są tak przyjaźnie nastawieni do takich jak my czy Michał. - odparłam
- Mogę ich poznać? - zapytała nie pewnie
- Myślę że przyjdzie na to czas, ale proszę nie chodź nigdzie bez obecności Danna, Erika, Ajane czy mojej, bo to może być niebezpieczne. - poprosiłam ja
- Oczywiście. - powiedziała z uśmiechem
***
Ciekawe ile jeszcze wiesz? - zastanawiałam się patrząc na przyjaciółkę wpatrzoną w widoki za oknem - I kiedy ja się tego dowiem. I pomyśleć że gdyby nie mój związek z Dannem to nigdy bym się niczego nie dowiedziała. Ona na prawdę potrafi dochować tajemnicy, nawed nie było po niej widać że wie o czymś co dla ludzi jest bajką. Chciałavym mieć jej wiedzę na te tematy, chociaż jeżeli wampiry są niebezpieczne to ona chciała mnie chronić?
- Czy nie mówiąc mi tego wszystkiego tak jakby mnie chroniłaś? - zapytałam
- To niendo końca tak. Z jednej strony chroniłam osobę co mi o tym powiedziała a z drugiej nie narażałam nikogo innego na niebezpieczeństwo z powodu wiedzy na dany temat. - powiedziała odwracając się do mnie
- Czyli cały czas byłaś zagrożona. - powiedziałam - I nadal jesteś. - dodałam
- Terez przeze mnie i ty jesteś.
- Serio? A co nam grozi? - ciekawość wzieła górę. Aylin westchneła i zaczeła wpatrywać się w oparcie fotela przed nami. Przez chwilę panowała cisza.
- Trudno dokładnie powiedzieć. Istnieje możliwość że wampir wyższej klasy może zajrzeć nam w umysł i dowiedzieć się czegoś co może wykorzystać przeciw komuś innemu - powiedziała
- I to by było takie straszne?
- A jakbyś się czuła gdyby komuś się coś stało z twojej winy i gdyby ktoś dowiedział się o tobie czegoś co mógłby przeciw tobie wykorzystać?
- A co by mógł przeciw mnie wykorzystać. Przecież nic złego nie zrobiłam. Ty chyba też nie, prawda? - zapytałam
- Tak... - powiedziała bez przekonania
- Ej co jest? - zmartwiłam się
- Nic - odparła szatynka
- Tylko mi nie mów że zrobiłaś coś strasznego. - teraz to już na prawdę się o nią bałam
- Nie martw się nie zrobiłam.
- Czemu kłamiesz? - zapytałam
- Nie kłamię.
- To powiedz mi co takiego mogą przeciw tobie wykorzystać. - byłam uparta jak osioł
- Nie ważne. - powiedziała szybko i odwruciła się do okna.
- Aylin? - zapytałam ale nie odpowiadała. Powiedziałam jej imię jeszcze kilka razy ale to nic nie dało.
- Aylin do cholery! - krzyknełam. Kilka osób się na mnie spojrzało.
- Co? - zapytała zielonooka
- Czego nie chcesz mi powiedzieć? - zapytałam
- Nic istotnego.
- Gdyby to nie było istotne to byś się tak nie broniła przed odpowiedzią. - zauważyłam
- Nie chce o tym rozmawiać ok.
- Dobra, dobra dam ci spokój. - powiedziałam opierając się o oparcie fotela. Włożyłam słuchawki do uszu i przez kilka godzin zastanawiałam się nad tym co jest tak ważne że nawed ja nie mogę tego wiedzieć. Co jakiś czas rozmawiałyśmy ale nie wchodziłyśmy na wcześniejszy temat. Gdy w końcu lot samolotem zblirzał się ku końcowi- dowiedziałam się o tym gdy pilot kazał nam ustawić krzesła do pozycji wyjściowej czy jakoś tak i zakomunikował że zbliżamy się do londowania - ucieszyłam się gdyż szczerze mówiąc byłam lekko obrażona na Aylin. Gdy samolot wylądował i otworzyły się drzwi uderzyła w nas fala gorąca. Powoli, jeden za drugim schodziliśmy po schodach. Na dole stał dziwny facet ubrany na czarno. Pomyślałam że mu odbiło, taki żar a on na czarno, poza tym słońce leci do czarnego.
- Czubek. - powiedziała Aylin patrząc na tego mężczyzne. Mimo wolnie się uśmiechnełam
- Czyżbyś potrafiła czytać w myślach i tego też nie chciaaś mi powiedzieć dla mojego dobra? - zapytałam z sarkazmem
- Nie... a co? - zdziwiła się
- Nic bo myślałam o tym samym, a teraz myślę że mi nie ufasz. - starałam się jej dogryść ale pewnie nieświadomie to ona dogryzła mi
- Gdybym ci nie ufała to nie powiedziałabym ci niczego na temat Danna, jego rodziny i towarzystwa w którym się obraca ponad to raczej zapobiegłabym waszemu związkowi lub chociaż bym go opuźniła a ty dalej byś żyła w niewiedzy lub wiedziałabyś o tym co ci powiedział Dann ale niw wiedziałabyś że ja cokolwiek wiem bo dalej udawałabym idiotkę. Tak by było gdybym ci nie ufała. A to że nie chc3 ci czegoś powiedzieć dla twojego i mojego dobra i ty nie możesz się z tym pogodzić to już twój problem nie mój. - powiedziała wyprzedzając mnie gdy już zeszłyśmy po schodach. Szybkim krokiem weszła do autobusu który stał już na lotnisku gdy wylądowaliśmy. Dopiero gdy znikneła mi z oczu dotarł do mnie sens jej słów i poczułam się jakbym dostała w twarz i dopiero teraz włączyła swoje myślenie
niedziela, 23 listopada 2014
INFORMACJA
Założyłam drugiego bloga to adres : chwila-ktora-zmienia-zycie.blogspot.com
Mam nadzieję, że was zainteresuje. :)
Mam nadzieję, że was zainteresuje. :)
sobota, 22 listopada 2014
Rozdział 5
Gdy pierwszy raz spotkałem ją w parku byłem pod wrażeniem jej urody
i uroku osobistego. Ta dziewczyna miała coś w sobie, coś co kazało mi
do niej podejść. I te jej oczy... Niepotrzebnie jej to powiedziałem na
tym balu, ale nie mogłem się powstrzymać. Tylko co ona sobie teraz o
mnie pomyśli? Od razu poczułem szybsze bicie jej serca gdy na mnie
spojrzała, ale czyżby ona coś do mnie wtedy poczuła? Dobrze wiedziałem
że mnie szuka w tym parku, przychodziła codziennie, ale nie zawsze sama.
Co ja mam teraz zrobić? - zapytałem sam siebie siadając na łóżku w moim
przesadnie wielkim pokoju. Ściany koloru ciemnego marmuru z
krwistoczerwonymi paskami pod białym sufitem nadawały odrobiny
przytulności wśród przestrzeni. Pod jedną ze ścian stało wielkie łoże z
baldachimem w tym samych odcieniach co ściany, biurko, stolik do kawy,
kanapa i dwa fotele w odcieniu szarości i kilka szaf pełnych garniturów i
innych eleganckich ubrań, ale była też jedna z zwykłymi rzeczami
przeciętnego nastolatka jakim zawsze chciałem być, ale nie powiem
niektóre moje umiejętności jakie posiadam są przydatne między innymi do
szpiegowania pięknej nieznajomej. W ogóle po co ja wtedy za nią
polazłem? - pacnąłem się otwartą dłonią w czoło - przecież gdyby mnie
wtedy zobaczyła, nie w sumie by mnie nie zobaczyła bo mógłbym przy
pomocy swojej zawrotnej szybkości się schować, ale ty chodzi o sam fakt.
Ale dlaczego ja o niej ciągle myślę? Czyżbym się zakochał? Nie,
przecież minęło tyle lat nim kogokolwiek obdarzyłem tym uczuciem, a poza
tym nie jestem człowiekiem, a ona nim jest. Nie pozwolę sobie na
kolejny błąd! Zdenerwowany wstałem z łóżka.
- Coś cię gnębi kuzynie? - usłyszałem aksamitny głos mojej kuzynki.
- Nie, tylko myślę. - powiedziałem ze spokojem.
- Myślisz o czymś co cię denerwuje? - usiadła na kanapie a jej
piękne niebieskie oczy patrzyły na mnie oczekując szczerej odpowiedzi.
- Można tak powiedzieć...
- Co się stało? - zapytała przegarniając swoje białe włosy za siebie.
- Myślę o dziewczynie. - powiedziałem opierając głowę na oparciu aby nie patrzeć na lekko uśmiechniętą twarz Ajane.
- O dziewczynie? - powtórzyła. Spojrzałem na nią, nie była uśmiechnięta tylko zdziwiona
- Tak. - odpowiedziałem
- To do ciebie nie podobne. Nigdy nie patrzyłeś na jakąkolwiek dziewczynę w ten sposób odkąd Beatris...
- Pamiętam! - przerwałem jej. - Przepraszam po prostu nie chcę o tym rozmawiać - powiedziałem ciszej.
- Nie to ja przepraszam nie powinnam ci o tym przypominać, ale
wiedz że ja też bardzo lubiłam Beatris i też często o tym myślę i bądź
pewien że nikt cię nie obwinia o to co się stało bo wie o tym tylko
rodzina. - powiedziała powoli i wstała - A teraz wybacz bo muszę już
iść. - Ruszyła do wyjścia
- Zaczekaj proszę. - powiedziałem. Już chciałem złapać ją za rękę i
zatrzymać ale się powstrzymałem. Zamiast tego odprowadziłem ją wzrokiem
do drzwi i usiadłem z powrotem na kanapie. Jaki ja jestem głupi! -
miałem ochotę walić we wszystko co miałem pod ręką - Przecież ona i jej
mąż cały czas mnie wspierali, pomagali mi ukrywać ten związek i całą tą
chorą sytuację! A jej odpłacam wydzierają na nią ten mój nie wyparzony ryj!
Przecież ona też cierpi może nawet bardziej niż ja bo to przez jej jad
ona umarła a, Beatris była jej przyjaciółką. Jak ja mogę tak myśleć o
Ajane! To moja wina ja jej o wszystkim powiedziałem, ja prosiłem kuzynką
aby ją ugryzła! Byłem wściekły i rozżalony. Postanowiłam pójść do osoby
z którą najlepiej mi się rozmawia. Szybko się przebrałem w dżinsowe
spodnie, niebieską koszulkę na krótki rękaw i czarną bluzę z adidasa.
Szybkim krokiem opuściłem posiadłość Ajane i Erika. Biegiem ruszyłem w
stronę domu Elif. Tylko jak idiota nie pomyślałem co jej powiem gdy już
będę na miejscu.
- Dann? Co ty tu robisz? - zapytała Elif otwierając drzwi
- Yyy... ja... - nie wiedziałem jak się wytłumaczyć, bo co niby jej
powiem? Przed laty pozwoliłem zginąć dziewczynie którą kochałem i
dzisiaj moja kuzynka nie chcący mi o tym przypomniała a ja zachowałem
się jak dupek i ją uraziłem?
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zapytała wyrywając mnie z zadumy
- Od Michała. Chciałem z tobą porozmawiać. Przejdziemy się gdzieś?
- No pewnie tylko pójdę się ubrać. - powiedziała. Była ubrana w
piżamę. Dopiero teraz się skapnąłem która jest godzina, powoli zaczynało
się ściemniać.
- Ok. Poczekam, nie śpiesz się. - powiedziałem z uśmiechem. Po
kilku chwilach dziewczyna była już gotowa, miała na sobie czarne spodnie
rurki i brązową bluzkę na długi rękaw. Chodziliśmy wokół osiedla
blokowego w którym mieszkała Elif. Było mi głupio bo nie mogłem jej
powiedzieć prawdy.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytała
- O niczym. Chciałem tylko po przebywać w twoim towarzystwie. -
powiedziałem szczerze. Na policzkach dziewczyny pojawiły się urocze
rumieńce.
- Mogę być szczera? - zapytała
- No pewnie. - odparłem, nie wiedziałem czego się spodziewać.
- To fajnie. Wiesz myślałam o tobie i o tym co się działo wczoraj na balu u Kasandry.
- Można powiedzieć że też się nad tym zastanawiałem i chciałbym cię
przeprosić za to moje idiotyczne zachowanie wtedy na balkonie. -
powiedziałem szybko zanim pomyślałem co mówię.
- Idiotyczne? - zapytała cicho. Spojrzałem na nią, oczy miała pełne
łez, ale nie płakała. Poczółem ogromną chęć przytulenia jej i
pocieszenia, ale nie mogłem tego zrobić. Zamiast tego stałem na
przeciwko niej i patrzyłem jej w oczy.
- Przecież nie powinienem tego robić. Ledwo się znamy, a ja robię ci jakąś nadzieję na to czego nie może być między nami...
- Dlaczego nie? - zapytała
- Ponieważ nie chcę cię skrzywdzić. - szepnąłem na tyle głośno aby mogła mnie usłyszeć
- Nie skrzywdzisz mnie. Jestem tego pewna. - powiedziała powoli do mnie podchodząc
- Skąd możesz to wiedzieć. Przecież jestem... - już chciałem zdradzić jej tajemnicę jakiej nie może poznać
- Bo wiem - szepnęła kładąc mi dłoń na policzku. Patrzyłem w jej piękne brązowo-fioletowe oczy.
- Ale ja... - już nie mogłem dłużej nad sobą zapanować. Ona była
tak blisko mnie, jej zapach tak bardzo mnie kusi, ja chyba ją kocham.
Nie wiele myśląc delikatnie ją pocałowałem, po chwili zrobiłem to
jeszcze raz aż w końcu delikatny pocałunek zmienił się w coś czego nigdy
bym się nie spodziewał. Czułem miłość, gorące uczucie jakie
przepełniało mnie całego. Po jakimś czasie odsuneliśmy się od siebie.
- Kocham cię. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy
- Ja ciebie też i to nawet bardzo. Jesteś jedyną dziewczyną którą
pokochałem po tamtych wydarzeniach, a to było tak dawno temu. -
powiedziałem
- Opowiesz mi? - zapytała ostrożnie. Długo rozważałem wszystkie za i przeciw aż zdecydowałem się opowiedzieć jej całą prawdę.
- Mogę powiedzieć ci wszystko jutro? - zapytałem
- Oczywiście. - odparła
- Dobrze a teraz muszę już iść.
- Tak szybko?
- Tak. - odprowadziłem ją pod same drzwi od jej bloku i przytuliłem na pożegnanie.
- Do jutra. - powiedziałem
- Do jutra. - odparła z uroczym uśmiechem i weszła na korytarz.
Powolnym krokiem doszedłem do posiadłości. Całą drogę myślałem o tym jak
powiedzieć Ajane i Erikowi co zrobiłem. Będąc już w domu przy rozmowie z
nimi postawiłem na szczerość, opowiedziałem im wszystkie moje uczucia
do niej i myśli jakie mnie dręczą, o dziwo nie skarcili mnie za głupie
zachowanie tylko z wyczuwalną w powietrzu troską o mnie rozważali każde
wypowiedziane przeze mnie słowo
- Jesteś pewien swojej decyzji? - zapytał Erik
- Jak niczego innego w życiu. - powiedziałem. Blondyn tylko pokiwał głową ze zrozumieniem
- Czyli jutro ją poznamy? - zapytała Ajane
- Tak, mam nadzieję że nie macie nic przeciwko temu aby tutaj przyszła.
- Oczywiście że nie. Przecież to także twój dom. - powiedział mąż mojej kuzynki. Z wdzięcznością pokiwałem głową.
- O której godzinie możemy spodziewać się gościa? - zapytała białowłosa z wyraźną ekscytacją
- Mam po nią przyjść około południa, tylko później wyjeżdża na
wycieczkę do Afryki. Michał i jej przyjaciółka Ajlin też tam będą. -
powiedziałem
- Dobrze, ale zamierzasz powiedzieć jej całą prawdę? Również o tym
kim jesteśmy? Ufasz jej na tyle aby mogła poznać nasz sekret? - zapytał
niebieskooki. Nie wiedziałem co powiedzieć.
- Jeżeli jest przyjaciółką Aylin to można jej ufać. - powiedziała Ajane
- Skąd znacie Aylin? - zapytałem zdziwiony
- Kilka miesięcy temu zostałam zaatakowana przez zgraje
Zbuntowanych, wtedy ona szła pobliską drogą wzięła jakiś kij i rzuciła się na jednego z nich. Pomogła mi nie wiedząc na
kogo się porywa. Moje rany zagoiły się na jej oczach, wiedziała też jak używam mocy ale obiecała że nikomu o tym nie powie. Opatrując jej draśnięcie opowiedziałem jej
historię o wszystkich istotach jakie żyją w ukryciu prze ludźmi. Nie
wiedziałam dlaczego jej to mówię ale czułam że mogę jej ufać i że nikomu
nie powie o tym czego się wtedy dowiedziała. - opowiedziała
- Ja też tak mam w jej towarzystwie. Powiedziałem jej nawet o Beatris. Czułem wtedy że mógłbym się jej
zwierzyć i przy tym mieć pewność że nikomu tego nie powtórzy i do dziś tak się przy niej czuję. -
powiedziałem myśląc o koleżance
- Ona jest wyjątkowa, ma w sobie coś czego nie mogę rozgryźć. - zamyślił się Erik - Ale myślisz że Elif też taka jest? - zapytał
- Ufam jej. - powiedziałem pewnie
- A my ufamy tobie. - powiedział patrząc na swą żonę o ona kiwnęła głową.
- Dziękuję wam. - powiedziałem
- Nie ma za co. - powiedział
- Późno już. Chodźmy spać. - powiedziała kuzynka.
- Dobranoc. - powiedzieliśmy wszyscy razem. Uśmiechnąłem się z z
wdzięcznością i poszłem do swojego pokoju. Długo nie czekałem na sen.
Obudziłem się około dziewiątej rano. Na stole czekało już śniadanie. Nie
mogłem się doczekać przyjścia mojej ukochanej. Przyzwyczaiłem się do
tego że miejsce Beatris w większości zajęła Elif ale nie zamierzałem
wyrzucać byłej dziewczyny ze swojego serca. O dziesiątej byłem już
gotowy. Te dwie godziny dłużyły mi się niemiłosiernie ale wreszcie
nadeszło południe. Szybko zjawiłem sie pod jej domem. W domofonie
usłyszałem jej głos.
- Już idę. - powiedziała i po chwili stała przede mną ubrana w piękną kremową sukienkę przed kolana i biały sweterek.
- Cześć - powiedziałem całując ją w czoło - Wyglądasz pięknie.
- Dziękuję - uśmiechnęła się w ten uroczy sposób
- Pojedziemy moim samochodem. - powiedziałem wyciągając z kieszeni kluczyki.
- Masz samochód? - zapytała
- Oczywiście. Myślałaś że tylko Michał ma swój samochód?
- Nie, ale tego się nie spodziewałam. - podczas jazdy rozmawialiśmy na błache tematy.
- Tylko wiesz ja mieszkam z kuzynką i jej mężem. - powiedziałem
parkując samochód przed dworkiem, który od czterech lat był moim domem.
- Dlaczego? - zapytała
- Później ci powiem.
- Wow, ale chata. - powiedziała obracając się dookoła własnej osi.
- Tak wiem. Robi wrażenie. Zapraszam - powiedziałem pokazując jej
drzwi. Dom był urządzony z lekkim przepychem ale nie przesadnym.
Panowała jasna kolorystyka i dość drogie ozdoby. Na przeciwko drzwi były
schody prowadzące do pokoi.
- Witam. - powiedział Erik wychodząc z olbrzymiej jadalni
- Dzień dobry. - odpowiedziała Elif lekko zmieszana.
- Dzień dobry. - powiedziała Ajane
- Przedstawiam wam Elif - zwróciłem się do kuzynki i jej męża - Elif to jest moja kuzynka Ajane i jej mąż Erik.
- Miło mi was poznać. - powiedziała z uśmiechem
- Nam też jest miło. - Ajane nie musiała udawać uprzejmej. Ona taka
była, szanowała wszystkich bez względu na rasę czy pozycję społeczną,
Erik natomiast był poważny ale również serdeczny.
- Przejdźmy do mojego pokoju i tam w spokoju porozmawiamy. Następnie zejdziemy do was na herbatę. - powiedziałem.
- Ale masz super pokój. - powiedziała brunetka siadając na kanapie
- Tak wiem, ale jak dla mnie jest za duży. - powiedziałem siadając obok niej.
- E tam. Ja bym się cieszyła. Masz bardzo uprzejmych współdomowników. - powiedziała
- To moja rodzina. - powiedziałem - Rodzice zginęli dawno temu,
zostali zamordowani i Ajane postanowiła się mną zaopiekować. -
powiedziałem
- To przykre
- Owszem ale nauczyłem się z tym żyć
- To chyba dobrze. - powiedziała niaśmiało
- Bardzo dobrze. - złapałem ją za dłonie.
- Dzięki temu jest ci łatwiej?
- Tak. - powiedziałem przytulając jej ciepłe dłonie do swojej twarzy
- Coś się stało? - zapytała
- Nie, po prostu boję się że po tym co za chwilę usłyszysz weźmiesz
mnie za wariata albo za potwora i porzucisz mnie na zawsze. -
powiedziałem patrząc jej w oczy
- Powiedz mi to i będzie ci lżej - powiedziała delikatnie całując
mnie w usta. Tym niepozornym gestem dodała mi wiele sił. Głośno
zaczerpnąłem powietrza i zacząłem mówić:
- Cztery lata temu moją rodzinę zaatakowała banda Zbuntowanych i
zamordowała mi rodziców, wtedy nie wiem z kąd pojawili się Erik i Ajane.
Uratowali mnie i przygarnęli do siebie.
- Kim są Zbuntowani? - zapytała tym samym mi przerywając
- To wampiry które zostały przemienione i nie zniosły przemiany ale
zamiast umrzeć są kontrolowane przez ich pana który daje im swoją krew i
dzięki temu utrzymuje ich przy życiu ale oni muszą mu być posłuszni. -
wyjaśniłem
- Wampiry? - zapytała
- Tak, wampiry, one naprawdę istnieją.
- Dobrze opowiadaj dalej. - zachęciła mnie z uśmiechem. Zacząłem czuć że mi uwierzy.
- Prawie trzy lata temu poznałem Beatris, moją pierwszą dziewczynę.
Wyjawiłem jej to samo co tobie, ale ona zapragnęła być wampirem więc
poprosiłem Ajane aby ją zmieniła. Niestety jej organizm nie wytrzymał
przemiany i umarła. Do dziś obwiniam się o jej śmierć. Mogłem ją
powstrzymać lub chociaż zachować to w tajemnicy. - mówiłem a z oczu
leciały mi łzy. Elif patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem
- Tak Elif, Ajane, Erik i ja jesteśmy wampirami, istotami które raz
na jakiś czas muszą pić ludzką krew aby żyć. Tylko ja nie mogę
przemieniać ludzi w wampiry bo nie należę do tych z najczystrzych rodów.
- powiedziałem nie patrząc na nią tylko w podłogę.
- To nie twoja wina. - powiedziała - To był jaj wybór - podniosła
mi głowę abym na nią spojrzał - Więc proszę nie zadręczaj się już tym
tak bardzo. Dobrze?
- Ale...
- Żadnych ale. Dobrze? - ponowiła pytanie
- Postaram się. - powiedziałem. Byłem jej wdzięczny
- Nie boisz się mnie? - zapytałem
- Nie, nie boję się ciebie tylko przyznam że trochę mnie
zaskoczyłeś a nawet więcej niż trochę ale nie mam zamiaru cię zostawiać
ani nic innego. - powiedziała a ja nie myśląc pocałowałem ją.
- Dziękuję. - powiedziałem w przerwie między pocałunkami. Rozmowa z
moją rodziną potoczyła się miłej atmosferze. Małżeństwo wytłumaczyło
Elif kilka niejasności w sprawie hierarchii wśród wampirów i innych tego
typu rzeczy.
- Mam ostatnie pytanie do ciebie tego wieczoru. - powiedziałem stojąc już pod drzwiami jej bloku.
- Tak? - zapytała
- Będziesz moją dziewczyną? - zapytałem a w odpowiedzi brunetka
słodko się uśmiechneła i powiedziała że tak. Przytuliłem ją i poszłem do
domu gdy tylko znikneła za drzwiami klatki schodowej.
piątek, 21 listopada 2014
Rozdział IV
Spacerowaliśmy po ogrodzie w ciszy. Było to trochę niezręczne więc postanowiłam się odezwać :
- Masz najpiękniejsze kwiaty jakie w życiu widziałam, a widziałam sporo.
- Znasz się na tym ? - zapytała wyraźnie zaciekawiony. Chwilę się wahałam z odpowiedzią, ale w końcu powiedziałam :
- Moja mama uwielbiała wszelkiego rodzaju rośliny. Znała każdą odmianę drzew, krzewów, kwiatów a nawet tworzyła własne. Od dziecka uczyła mnie jak dbać o wszystko co zielone. Nasz ogród był najpiękniejszy w okolicy. Często śmiałam się, że odzwierciedla duszę i uczucia mamy. Kiedy ona płakała, rośliny też pogrążały się w smutku. Po jej śmierci to ja zajęłam się ogrodem, czułam w nim jej obecność co sprawiał, że się do końca nie załamałam.
- Mam nadzieję, że kiedyś pokażesz mi swój ogród. - chłopak posłał mi ciepły uśmiech
- Jeżeli kiedykolwiek wrócę do domu ...
- Na pewno, jak nauczysz się chować skrzydła, latać to będziesz mogła bez problemu wrócić. Pokażę ci również jak walczyć.
- Rzecz w tym, że ja nie wiem, czy chcę tam znów przebywać. - odpowiedziałam ze smutkiem
- Na razie nie masz się czym przejmować, możesz u mnie zostać ile chcesz. A kiedy będziesz gotowa, podejmiesz odpowiednią decyzję. Choć osobiście bardzo bym się cieszył gdybyś została tu na dłużej. - pokiwałam głową delikatnie się uśmiechając
***
Nie spałem całą noc rozmyślając o brązowowłosej dziewczynie. Myślałem skąd zdobyć informacje na jej temat. W pewnym momencie olśniło mnie. Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer do dawnego znajomego. Jeden, drugi, trzeci sygnał, już myślałem że nie odbierze, ale w słuchawce rozbrzmiał lekko zachrypnięty głos chłopaka. Zapewne jeszcze spał ...
- Halo ? - zapytał ziewając
- Siemasz Jack, co u ciebie ?
- W tej chwili ? Źle ! Obudziłeś mnie ! Wiesz, która jest godzina do cholery ?! - krzyczał, a ja cicho się zaśmiałem
- Sory stary, ale mam do ciebie sprawę niecierpiącą zwłoki. - powiedziałem poważnie
- I ja niby mam ci pomóc ?
- Pamiętasz, co powiedziałeś pół roku temu, kiedy uratowałem twój tyłek przed bandą wampirów, z którą zadarłeś ? - zapytałem
- Tak, że jestem twoim dłużnikiem. - odparł posępnym głosem
- A więc teraz możesz mi się odwdzięczyć
- Co mam zrobić ? - uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy, wiedziałem że nie odmówi
- Potrzebuję i formacji na temat pewnej osoby.
- Kto ? - zadał krótkie pytanie
- Dziewczyna, brązowe, długie, proste włosy, zielone oczy, szczupła, ok. 165 cm wzrostu. Wyglądała na jakieś 17 lat. - zdałem raport z jej wyglądu
- Jak ma na imię ?
- No i tu zaczynają się schody. Rzecz w tym, że nie mam pojęcia. Spotkałem ją w parku. Podejrzewam, że urwała się z lekcji, musi chodzić do szkoły gdzieś niedaleko.
- Dziewczyn o takim wyglądzie jest mnóstwo. Bez imienia i nazwiska może być ciężko.
- O ile wiem, to jesteś najlepszy w zdobywaniu informacji.
- Owszem jestem. - powiedział dumnie, a ja przewróciłem tylko oczami. - Zobaczę co da się zrobić. Kiedy coś znajdę zadzwonię. Aty nigdy więcej nie bódź mnie o tej porze ! - dodał i rozłączył się zanim jeszcze cokolwiek powiedziałem. Pokręciłem lekko głową znów śmiejąc się z Jack'a. Nie miałem ochoty dłużej siedzieć w pokoju więc zszedłem po schodach na dół. W salonie na kanapie siedział Brayan. Grał na xboxie. Zająłem miejsce obok niego chwytając drugiego pada.
- Tak wcześnie na nogach Will ? Coś się stało ? - zapytał z nutką ironii w głosie. Znów się ze mnie nabija.
- Nie spałem całą noc. - odparłem beznamiętnym tonem
- Czyżby, przez nieznajomą z parku ? - cwaniacki uśmiech nie opuszczał jego twarzy
- Być może. - odparłem nie patrząc na blondyna tylko w ekran telewizora, gdzie nadal była włączona gra
- Czy ty się przypadkiem nie zakochałeś się ? - cholera, czy ten chłopak zawsze musi mnie tak świetnie rozgryźć ? Ale nie zamierzałem się tak łatwo przyznawać. Wszyscy mają mnie za zimnego drania o kamiennym sercu i niech tak zostanie.
- Co ty pieprzysz Brayan ? Ja się nie zakochuję. Owszem miewam dziewczyny, ale przeważnie na jedną noc. - odpowiedziałem stanowczo
- Nie znamy się od dziś William, mnie nie oszukasz. Widziałem wczoraj twój wyraz twarzy i iskierki w oczach kiedy mi o niej opowiadałeś. Nigdy tak nie wyglądałeś wspominając o innych dziewczynach.
- Ja nie potrafię kochać, w końcu jestem potworem. - oschły ton nie opuszczał mojego głosu
- Dobrze wiesz, że to nie prawda. Kreujesz się na bezuczuciową osobę, której nic i nikt nie obchodzi, ale to tylko maska . Chcesz , aby inni cię takim postrzegali i bali się ciebie. Myślisz, że nie zorientowałem się iż tak naprawdę nie zabijasz ludzi ? Śledziłem cię wielokrotnie i widziałem jak po napiciu się krwi zostawiasz ich przy życiu. Ktoś inny zabija zwalając winę na ciebie, a ty nic z tym nie robisz. Chcesz być postrzegany jako bezlitosna bestia, bo dzięki temu wiesz, że nikt się do ciebie nie zbliży z obawy o własne życie. Przez taki wizerunek nie nawiązujesz przyjaźni z innymi, a co się
z tym wiąże nikt cię nie zdradzi, nie opuści. Robisz to wszystko bo boisz się ponownego odrzucenia. Nie chcesz aby powtórzyła się historia z przed pięciuset lat, kiedy to Bóg odwrócił się od ciebie i wygnał z Nieba.
- Jesteś jakąś pieprzoną wróżką czy co ?
Nikt do tej pory nie rozszyfrował tak dobrze mojej duszy jak ty.
- Nie, jestem przyjacielem, który traktuje cię jak rodzonego brata i nie patrzy na ciebie oczami, a sercem.
- Wiesz Brayan z tymi swoimi przemowami był byś doskonałym prezydentem, ludzie poszli by za tobą w ogień, a ja z nimi. Nigdy wcześniej tego nie mówiłem, ale ja również traktuję cię jak brata. Jako jedyny cały czas trwasz przy mnie nawet kiedy ja tego nie chcę.
- I będę trwał zawsze. - powiedział z uśmiechem. - Dobra, dość już tych rozczulających gadek, lepiej mów jak to jest z tą dziewczyną. - dodał po chwili
- Podoba mi się, czuję że jest inna nie taka jak te wszystkie puste laski. Ma w sobie coś co powoduje, że moje serce szybciej bije jak tylko o niej pomyślę. Skontaktowałem się z Jack'em. Powiedział, że postara się znaleźć o niej jakieś informacje.
- To ten chłopak, którego uratowałeś przed banda Rogera ?
- Tak. A co ?
- Nic, myślę że dobrze mieć takiego sprzymierzeńca. Jack wie dużo o wszystkich, nigdy nie wiadomo kiedy taka wiedza może nam się przydać.
- Masz rację. A wracając do tego, że ktoś wrabia mnie w zabójstwa, pogadam o tym z Jack'em, ale najpierw odnajdę dziewczynę. - powiedziałem zdeterminowany
***
Spacerowaliśmy z Krisem po ogrodzie rozmawiając na różne tematy, aż nie zaczęło się ściemniać. Postanowiliśmy wrócić do domu i zjeść kolację, która miała wyeliminować głód jaki nas dopadł po całym dniu chodzenia. Po posiłku oznajmiłam chłopakowi, że idę spać. Uśmiechnął się i mówiąc ciche dobranoc zniknął zapewne w swojej sypialni. Po wejściu do pokoju i zapaleniu światła dostrzegłam na łóżku torbę taką samą jak te, w których znajdowały się ubrania zakupione dla mnie przez Krisa. Podeszłam bliżej i zajrzałam do niej. W środku znajdowała się jedwabna, turkusowa koszula nocna. Wyjęłam ją dokładnie się przyglądając. Miała cienkie ramiączka. Natychmiast zrzuciłam z siebie ubrania i włożyłam koszulę. Sięgała do połowy ud i była bardzo przyjemna w dotyku. Jeszcze chwilę przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze, ale zmęczenie coraz bardziej mnie dopadało więc weszłam do łóżka. Jeszcze jakiś czas rozmyślałam nad wydarzeniami ostatnich dwóch dni, aż w końcu odpłynęłam do krainy snu.
----------------------------------------------------
NASTĘPNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JEŚLI ZOBACZĘ, ŻE SĄ POZOSTAWIONE KOMENTARZE.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. :)
- Mam nadzieję, że kiedyś pokażesz mi swój ogród. - chłopak posłał mi ciepły uśmiech
- Jeżeli kiedykolwiek wrócę do domu ...
- Na pewno, jak nauczysz się chować skrzydła, latać to będziesz mogła bez problemu wrócić. Pokażę ci również jak walczyć.
- Rzecz w tym, że ja nie wiem, czy chcę tam znów przebywać. - odpowiedziałam ze smutkiem
- Na razie nie masz się czym przejmować, możesz u mnie zostać ile chcesz. A kiedy będziesz gotowa, podejmiesz odpowiednią decyzję. Choć osobiście bardzo bym się cieszył gdybyś została tu na dłużej. - pokiwałam głową delikatnie się uśmiechając
***
Nie spałem całą noc rozmyślając o brązowowłosej dziewczynie. Myślałem skąd zdobyć informacje na jej temat. W pewnym momencie olśniło mnie. Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer do dawnego znajomego. Jeden, drugi, trzeci sygnał, już myślałem że nie odbierze, ale w słuchawce rozbrzmiał lekko zachrypnięty głos chłopaka. Zapewne jeszcze spał ...
- Halo ? - zapytał ziewając
- Siemasz Jack, co u ciebie ?
- W tej chwili ? Źle ! Obudziłeś mnie ! Wiesz, która jest godzina do cholery ?! - krzyczał, a ja cicho się zaśmiałem
- Sory stary, ale mam do ciebie sprawę niecierpiącą zwłoki. - powiedziałem poważnie
- I ja niby mam ci pomóc ?
- Pamiętasz, co powiedziałeś pół roku temu, kiedy uratowałem twój tyłek przed bandą wampirów, z którą zadarłeś ? - zapytałem
- Tak, że jestem twoim dłużnikiem. - odparł posępnym głosem
- A więc teraz możesz mi się odwdzięczyć
- Co mam zrobić ? - uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy, wiedziałem że nie odmówi
- Potrzebuję i formacji na temat pewnej osoby.
- Kto ? - zadał krótkie pytanie
- Dziewczyna, brązowe, długie, proste włosy, zielone oczy, szczupła, ok. 165 cm wzrostu. Wyglądała na jakieś 17 lat. - zdałem raport z jej wyglądu
- Jak ma na imię ?
- No i tu zaczynają się schody. Rzecz w tym, że nie mam pojęcia. Spotkałem ją w parku. Podejrzewam, że urwała się z lekcji, musi chodzić do szkoły gdzieś niedaleko.
- Dziewczyn o takim wyglądzie jest mnóstwo. Bez imienia i nazwiska może być ciężko.
- O ile wiem, to jesteś najlepszy w zdobywaniu informacji.
- Owszem jestem. - powiedział dumnie, a ja przewróciłem tylko oczami. - Zobaczę co da się zrobić. Kiedy coś znajdę zadzwonię. Aty nigdy więcej nie bódź mnie o tej porze ! - dodał i rozłączył się zanim jeszcze cokolwiek powiedziałem. Pokręciłem lekko głową znów śmiejąc się z Jack'a. Nie miałem ochoty dłużej siedzieć w pokoju więc zszedłem po schodach na dół. W salonie na kanapie siedział Brayan. Grał na xboxie. Zająłem miejsce obok niego chwytając drugiego pada.
- Tak wcześnie na nogach Will ? Coś się stało ? - zapytał z nutką ironii w głosie. Znów się ze mnie nabija.
- Nie spałem całą noc. - odparłem beznamiętnym tonem
- Czyżby, przez nieznajomą z parku ? - cwaniacki uśmiech nie opuszczał jego twarzy
- Być może. - odparłem nie patrząc na blondyna tylko w ekran telewizora, gdzie nadal była włączona gra
- Czy ty się przypadkiem nie zakochałeś się ? - cholera, czy ten chłopak zawsze musi mnie tak świetnie rozgryźć ? Ale nie zamierzałem się tak łatwo przyznawać. Wszyscy mają mnie za zimnego drania o kamiennym sercu i niech tak zostanie.
- Co ty pieprzysz Brayan ? Ja się nie zakochuję. Owszem miewam dziewczyny, ale przeważnie na jedną noc. - odpowiedziałem stanowczo
- Nie znamy się od dziś William, mnie nie oszukasz. Widziałem wczoraj twój wyraz twarzy i iskierki w oczach kiedy mi o niej opowiadałeś. Nigdy tak nie wyglądałeś wspominając o innych dziewczynach.
- Ja nie potrafię kochać, w końcu jestem potworem. - oschły ton nie opuszczał mojego głosu
- Dobrze wiesz, że to nie prawda. Kreujesz się na bezuczuciową osobę, której nic i nikt nie obchodzi, ale to tylko maska . Chcesz , aby inni cię takim postrzegali i bali się ciebie. Myślisz, że nie zorientowałem się iż tak naprawdę nie zabijasz ludzi ? Śledziłem cię wielokrotnie i widziałem jak po napiciu się krwi zostawiasz ich przy życiu. Ktoś inny zabija zwalając winę na ciebie, a ty nic z tym nie robisz. Chcesz być postrzegany jako bezlitosna bestia, bo dzięki temu wiesz, że nikt się do ciebie nie zbliży z obawy o własne życie. Przez taki wizerunek nie nawiązujesz przyjaźni z innymi, a co się
z tym wiąże nikt cię nie zdradzi, nie opuści. Robisz to wszystko bo boisz się ponownego odrzucenia. Nie chcesz aby powtórzyła się historia z przed pięciuset lat, kiedy to Bóg odwrócił się od ciebie i wygnał z Nieba.
- Jesteś jakąś pieprzoną wróżką czy co ?
Nikt do tej pory nie rozszyfrował tak dobrze mojej duszy jak ty.
- Nie, jestem przyjacielem, który traktuje cię jak rodzonego brata i nie patrzy na ciebie oczami, a sercem.
- Wiesz Brayan z tymi swoimi przemowami był byś doskonałym prezydentem, ludzie poszli by za tobą w ogień, a ja z nimi. Nigdy wcześniej tego nie mówiłem, ale ja również traktuję cię jak brata. Jako jedyny cały czas trwasz przy mnie nawet kiedy ja tego nie chcę.
- I będę trwał zawsze. - powiedział z uśmiechem. - Dobra, dość już tych rozczulających gadek, lepiej mów jak to jest z tą dziewczyną. - dodał po chwili
- Podoba mi się, czuję że jest inna nie taka jak te wszystkie puste laski. Ma w sobie coś co powoduje, że moje serce szybciej bije jak tylko o niej pomyślę. Skontaktowałem się z Jack'em. Powiedział, że postara się znaleźć o niej jakieś informacje.
- To ten chłopak, którego uratowałeś przed banda Rogera ?
- Tak. A co ?
- Nic, myślę że dobrze mieć takiego sprzymierzeńca. Jack wie dużo o wszystkich, nigdy nie wiadomo kiedy taka wiedza może nam się przydać.
- Masz rację. A wracając do tego, że ktoś wrabia mnie w zabójstwa, pogadam o tym z Jack'em, ale najpierw odnajdę dziewczynę. - powiedziałem zdeterminowany
***
Spacerowaliśmy z Krisem po ogrodzie rozmawiając na różne tematy, aż nie zaczęło się ściemniać. Postanowiliśmy wrócić do domu i zjeść kolację, która miała wyeliminować głód jaki nas dopadł po całym dniu chodzenia. Po posiłku oznajmiłam chłopakowi, że idę spać. Uśmiechnął się i mówiąc ciche dobranoc zniknął zapewne w swojej sypialni. Po wejściu do pokoju i zapaleniu światła dostrzegłam na łóżku torbę taką samą jak te, w których znajdowały się ubrania zakupione dla mnie przez Krisa. Podeszłam bliżej i zajrzałam do niej. W środku znajdowała się jedwabna, turkusowa koszula nocna. Wyjęłam ją dokładnie się przyglądając. Miała cienkie ramiączka. Natychmiast zrzuciłam z siebie ubrania i włożyłam koszulę. Sięgała do połowy ud i była bardzo przyjemna w dotyku. Jeszcze chwilę przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze, ale zmęczenie coraz bardziej mnie dopadało więc weszłam do łóżka. Jeszcze jakiś czas rozmyślałam nad wydarzeniami ostatnich dwóch dni, aż w końcu odpłynęłam do krainy snu.
----------------------------------------------------
NASTĘPNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JEŚLI ZOBACZĘ, ŻE SĄ POZOSTAWIONE KOMENTARZE.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. :)
czwartek, 30 października 2014
Rozdział III
- Odzyskam cię moja piękności, ale na razie muszę się napić. Z polowania nic nie wyszło, co prawda napiłem się trochę krwi dziewczyny, lecz to mi nie wystarczy, na szczęście jest jeszcze Brayan i to jego sumienie. Powinien mieć jakieś woreczki krwi w lodówce. - zszedłem na dół, w kuchni siedział mój współlokator ze szklanką w ręce
- Co tam Will ? - zapytał
- Potrzebuję krwi, a jak powszechnie wiadomo ty wolisz tę z woreczków niż prosto od ludzi więc pomyślałem, że mógł bym dziś skorzystać z twojego zapasu.
- Zapomniałem, że twoje dzisiejsze łowy nie do końca się udały. W lodówce są jeszcze dwa worki. A wracając do dziewczyny, wiesz chociaż jak ma na imię ?
- Nie ale dowiem się kim jest, pewnie ma dom gdzieś w okolicy. - odpowiedziałem przelewając wyciągniętą przed chwilą krew do kubka
- Jest aż tak wyjątkowa ?
- Owszem i nie chodzi tu tylko o wygląd. Poczułem jak jej dusza mnie przyciąga.
- Wiesz, że Kris nie odda dziewczyny po dobroci. Rozpęta się wojna, a twój brat ma wielu sprzymierzeńców.
- Ja też nie jestem sam, ale mimo to wolał bym walczyć z nim tylko w ostateczności. Na razie będę działać po cichu i mam nadzieję, że mi pomożesz Brayan. - powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Chwilę się zastanawiał, lecz w końcu powiedział :
- Zgoda pomogę ci, ale jeśli w którymś momencie będzie się to wiązało z rozlewem krwi niewinnych, nie będziesz już mógł na mnie liczyć. -odpowiedział z powagą w głosie
- Umowa stoi, nie karzę ci zabijać ludzi, chociaż nie pojmuję jak możesz woleć krew z worków zamiast pić bezpośrednio od nich.
- Ponieważ zachowałem część swojego człowieczeństwa. - kiedy Brayan to mówił poczułem ukłucie w środku, czyżby zabolały mnie jego słowa ? To niemożliwe ja nie mam uczuć.
- Tak, tak człowieczeństwo ... - zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem - to przereklamowane.
- Wcale nie, sam się przekonasz Will. Oby nie za późno. - powiedział Brayan i wyszedł z kuchni. Wróciłem do swojej sypialni i położyłem się na łóżku obmyślając plan działania.
***
- Twoje życie nie będzie już wyglądać tak samo. Będziesz musiała się wiele nauczyć Syntio, ale może najpierw chcesz się odświeżyć ?
- Chętnie, tylko jest jeden problem.
- Jaki ?
- Nie mam ubrań na zmianę.
- Nic się nie martw. Idź weź kąpiel, a ja w tym czasie skoczę do sklepu i kupię jakieś ubrania. - powiedziałem uśmiechając się do Syntii
- Dziękuję, powiedz mi jeszcze gdzie jest łazienka ?
- Jasne, jak wyjdziesz z pokoju pierwsze drzwi po prawej. Nie spiesz się, przeszłaś ciężką przemianę, powinnaś się zrelaksować i odpocząć. A ja znikam. - odpowiedziałem i przeniosłem się do centrum miasta
***
- Wow, naprawdę zniknął. Ciekawe czy ja też będę tak mogła ? - zastanawiałam się idąc do łazienki. Pomieszczenie było dosyć spore, wyłożone płytkami koloru kawy z mlekiem. Przy ścianie po prawej stała umywalka umieszczona w czarnej szafce z podwójnymi drzwiczkami, a nad nią wisiało olbrzymie owalne lustro. W lewym rogu łazienki stała również owalna wanna z wierzchu osłonięta czarnym drewnem. Nad nią wisiała półeczka z płynami do kąpieli. Wzięłam ten o zapachu fiołków i wlałam trochę do wanny. Podczas gdy woda się lała ja zdjęłam brudne ubrania i podeszłam do lustra aby jeszcze raz ocenić swój nowy wygląd. Moje włosy nabrały blasku, dostrzegłam również czerwone pasemka. Skóra była bledsza, na klatce piersiowej w miejscu serca widniał srebrny znak w kształcie trzech połączonych spirali.
Z pleców wyrastały krwisto czerwone skrzydła, które swoją drogą zniszczyły mi bluzkę, rozdzierając ją na plecach.
- Jak ja będę z nimi funkcjonować ? Są takie duże, ale całkiem ładne. - mówiłam do siebie. Kiedy zobaczyłam pierwszy raz swoje odbicie, przeraziłam się, lecz teraz jak ochłonęłam muszę stwierdzić, że wyglądam nieźle ... - przerwałam monolog dostrzegając, że wanna jest już wystarczająco wypełniona wodą. Weszłam do niej rozkładając skrzydła na zewnątrz. Było to niezbyt wygodne, gdyż nie mogłam się położyć.
- Mam nadzieję, że można chować te skrzydła. - siedziałam w wodzie rozkoszując się jej ciepłem i zapachem fiołków, lecz po pół godzinie zaczęła się ochładzać. Szybko umyłam włosy i ciało po czym wyszłam owijając się białym, miękkim ręcznikiem. Włosy zawinęłam w mniejszy. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam. Tak jak mówił Kris na progu stały trzy torby z ubraniami. Wzięłam je i weszłam z powrotem do środka. W pierwszej znajdowała się bielizna, oczywiście koronkowa.
- Faceci, wszyscy tacy sami. - powiedziałam pod nosem, ale nie miałam wyjścia musiałam ją ubrać. W drugiej torbie znajdowały się obcisłe, granatowe jeansy, a w trzeciej turkusowa bluzka z wyciętymi plecami i co mnie naprawdę zszokowało zrobiona z jedwabiu.
- Kris musi być naprawdę bogaty skoro stać go na takie ciuchy, znaczy to również, że musi obracać się w wyższych sferach. ciekawe czy wie kim jestem ? Jeśli nie, to nie będę mu na razie mówić, że jestem córką króla. - postanowiłam, wkładając spodnie i bluzkę, która dzięki wycięciu swobodnie leżała pod skrzydłami. Po wypuszczeniu wody, opłukaniu wanny i zabraniu starych ubrań wyszłam z łazienki. Na przeciwko niej stała Kris i uważnie mi się przyglądając powiedział :
- Wyglądasz znacznie lepiej, kąpiel i nowe ubrania czynią cuda.
- To prawda, ale z tą koronkową bielizną trochę przesadziłeś. - udałam złą
- Ładna dziewczyna, musi nosić ładną bieliznę. - odpowiedział uśmiechając się łobózersko
- Faceci ... - powiedziałam znowu, a Kris się zaśmiał po czym odezwał :
- Pewnie jesteś głodna, przygotowałem śniadanie.
- Chętnie coś zjem. - odparłam, ale nagle coś sobie uświadomiłam - Czekaj Kris, jeżeli ja jestem w połowie wampirem to nie muszę żywić się krwią ? - zapytałam, ostatnie słowo wypowiadając z odrazą
- Nie zauważyłem żebyś po przemianie odczuwała niepohamowane pragnienie. Podejrzewam, że dzięki temu, iż jesteś w połowie aniołem nie musisz pić krwi ale możesz. - odpowiedział
- Dzięki, wolę normalne jedzenie, a tak swoją drogą to co jest na śniadanie ?
- Naleśniki z czekoladą, sałatka owocowa i kawa.
- Kocham naleśniki. Prowadź do kuchni.
- Ok. - uśmiechnął się tylko i poszliśmy prosto korytarzem po drodze mijając pokój, w którym wcześniej byłam.
- Masz bardzo ładny dom. - stwierdziłam, siedząc przy stole kuchennym i przyglądając się jak ustawia talerze, sztućce i jedzenie
- Dziękuje choć podejrzewam, że nie widziałaś jeszcze wszystkiego. - odparł siadając na przeciwko mnie - Proszę częstuj się. - nałożył sobie na talerz naleśnik i trochę sałatki, zrobiłam to samo. Już po pierwszym kęsie stwierdziłam, że jest przepyszne.
- Widzę, że ci smakuje.
- Jeszcze jak ! - powiedziałam z pełną buzią sięgając po drugiego naleśnika a on się zaśmiał, co trochę mnie speszyło
- Nie krępuj się, bież ile chcesz, a kiedy zjesz oprowadzę cię po reszcie domu.
- Dobrze, w sumie to zaraz możemy iść bo już kończę. - odpowiedziałam dokańczając jeść sałatkę owocową. Kiedy odłożyłam widelec Kris pozbierał naczynia, włożył je do zmywarki i podszedł do mnie mówiąc :
- Na razie poznałaś dolną część posiadłości czyli mój pokój, łazienkę i kuchnie. Teraz zaprezentuję ci górę, a później przejdziemy do ogrodu.
- Ok, prowadź. - nie mogłam się już doczekać, a w szczególności ogrodu. Kocham kwiaty i inne rośliny ... tak jak mama. Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak :
- Jesteśmy na górze, oto twój pokój. - otworzył przede mną brązowe drzwi i wskazał ręką pomieszczenie za nimi. Widok mnie powalił.
- Kris to nie pokój tylko komnata !
- No cóż jest trochę duży, ale stwierdziłem że będzie dla ciebie idealny. - w jego głosie usłyszałam lekki zawód. Pewnie myśli, że mi się nie podoba.
- Jest wspaniały. - kiedy to usłyszał uśmiech wrócił mu na usta - Nie spodziewałam się tylko, że dasz mi jak sądzę najładniejszy pokój w domu.
- Chcę abyś czuła się tu dobrze i komfortowo. A i masz własną łazienkę.
- Dziękuję, wiesz jesteś pierwszą osobą od dłuższego czasu, którą interesuje moje dobro.
- Nie masz za co dziękować, lepiej zapoznaj się ze swoją, jak to ujęłaś "komnatą" - posłał mi ciepły uśmiech i zniknął zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Wystrój wnętrza mnie oczarował. Ściany miały dwa kolory : Blue jeans i limonkowa zieleń. Za drzwiami po lewej stronie stała dębowa szafa, otworzyłam ją ale tak jak się spodziewałam była pusta. Następnie przeszłam do dużego łóżka, zaścielonego jasno-zieloną pościelą w kwiaty. Usiadłam na jego skraju, było miękkie i bardzo wygodne. Siedziała bym tak w nieskończoność, lecz moją uwagę przykuły drzwi na przeciwko zapewne do łazienki. Zajrzałam do środka, była równie przestronna jak ta na dole. Również z dużą białą wanną, ogromnym lustrem i umywalką, lecz ściany miała koloru wrzosu. Po wyjściu z łazienki postanowiłam iść na balkon, który dostrzegłam wchodząc do pokoju. Kiedy uchyliłam drzwi, poczułam przyjemne i ciepłe powietrze. Widok, jaki ujrzałam zaparł mi dech w piersiach. Przede mną rozciągał się przepiękny ogród, pełen kwiatów, drzew i z krótko przyciętą trawą.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. - usłyszałam głos Krisa, który stał w ogrodzie i patrzył na mnie
- Jest niesamowity. - odpowiedziałam z zachwytem - Sam dbasz o te wszystkie rośliny ? - zapytałam po chwili
- Przeważnie zajmuje się nimi mój przyjaciel Nathan, który jest ogrodnikiem, ale czasem każe mi po podlewać niektóre kwiaty i krzewy.
-Musisz być bardzo bogaty skoro stać cię na taki dom, ziemię go otaczającą i jeszcze te drogie ubrania, które mi kupiłeś. - stwierdziłam
- Przez ten czas spędzony na Ziemi dużo pracowałem i udało mi się zgromadzić pewien majątek. Chciałem mieć pewność, że jeśli kiedyś założę rodzinę, to niczego jej nie zabraknie.
- Zaskakujesz mnie, nie każdy mężczyzna postępował by tak jak ty. - Kris delikatnie się uśmiechnął
- Dobrze, dość już o mnie, zejdź na dół oprowadzę cię po ogrodzie.
- Ok zaczekaj chwilę, zaraz będę.
- Syntio, po co będziesz szła schodami skoro masz skrzydła ?
- Ale przecież ja nie umiem jeszcze latać ! - powiedziałam wystraszona
- Masz okazję spróbować się nauczyć, to nic trudnego. Rozłóż skrzydła i zacznij nimi machać. - poinstruował mnie cały czas się uśmiechając, zrobiłam jak kazał i po chwili unosiłam się nad podstawą balkonu. - Teraz wznieś się wyżej, omiń balustradę i zleć do mnie.
- A jak spadnę ? - coraz bardziej się stresowałam, co nie umknęło uwadze Krisa
- Nie bój się, jestem tu w razie czego złapię cię.
- No dobrze. - poruszyłam mocniej skrzydłami, za linię balkonu i spojrzałam w dół co było błędem. Nagle wydało mi się bardzo daleko do ziemi. Spanikowałam i zaczęłam spadać. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć swojego końca. Byłam tak przerażona przez co zorientowałam się dopiero po chwili, że nie czułam zetknięcia z ziemią.
- Może już umarłam ?
- Raczej nie, bo nie mógłbym być z tobą w niebie. - w moje myśli wdarł się głos Krisa. Otworzyłam oczy, znajdowałam się w jego ramionach.
- Złapałeś mnie. - powiedziałam z ulgą, a strach powoli ulatywał
- Mówiłem, że to zrobię. - postawił mnie na ziemi
- Dziękuję. - powiedziałam cicho i pocałowałam go. Na jego ustach zagościł uśmiech. - Czemu ja go pocałowałam ? Przecież prawie go nie znam !!! - zganiłam siebie w myślach
- Muszę częściej kazać ci latać. - stwierdził z łobuzerskim uśmiechem
- Więcej to się nie powtórzy. - na moje policzki wstąpił rumieniec
- Ale co skok z balkonu czy pocałunek ? - uniósł brew w pytającym geście
- Ani jedno, ani drugie. - odpowiedziałam i roześmiałam się z jego niby to "smutnej miny"
Liczę na komentarze :)
- Co tam Will ? - zapytał
- Potrzebuję krwi, a jak powszechnie wiadomo ty wolisz tę z woreczków niż prosto od ludzi więc pomyślałem, że mógł bym dziś skorzystać z twojego zapasu.
- Zapomniałem, że twoje dzisiejsze łowy nie do końca się udały. W lodówce są jeszcze dwa worki. A wracając do dziewczyny, wiesz chociaż jak ma na imię ?
- Nie ale dowiem się kim jest, pewnie ma dom gdzieś w okolicy. - odpowiedziałem przelewając wyciągniętą przed chwilą krew do kubka
- Jest aż tak wyjątkowa ?
- Owszem i nie chodzi tu tylko o wygląd. Poczułem jak jej dusza mnie przyciąga.
- Wiesz, że Kris nie odda dziewczyny po dobroci. Rozpęta się wojna, a twój brat ma wielu sprzymierzeńców.
- Ja też nie jestem sam, ale mimo to wolał bym walczyć z nim tylko w ostateczności. Na razie będę działać po cichu i mam nadzieję, że mi pomożesz Brayan. - powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Chwilę się zastanawiał, lecz w końcu powiedział :
- Zgoda pomogę ci, ale jeśli w którymś momencie będzie się to wiązało z rozlewem krwi niewinnych, nie będziesz już mógł na mnie liczyć. -odpowiedział z powagą w głosie
- Umowa stoi, nie karzę ci zabijać ludzi, chociaż nie pojmuję jak możesz woleć krew z worków zamiast pić bezpośrednio od nich.
- Ponieważ zachowałem część swojego człowieczeństwa. - kiedy Brayan to mówił poczułem ukłucie w środku, czyżby zabolały mnie jego słowa ? To niemożliwe ja nie mam uczuć.
- Tak, tak człowieczeństwo ... - zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem - to przereklamowane.
- Wcale nie, sam się przekonasz Will. Oby nie za późno. - powiedział Brayan i wyszedł z kuchni. Wróciłem do swojej sypialni i położyłem się na łóżku obmyślając plan działania.
***
- Twoje życie nie będzie już wyglądać tak samo. Będziesz musiała się wiele nauczyć Syntio, ale może najpierw chcesz się odświeżyć ?
- Chętnie, tylko jest jeden problem.
- Jaki ?
- Nie mam ubrań na zmianę.
- Nic się nie martw. Idź weź kąpiel, a ja w tym czasie skoczę do sklepu i kupię jakieś ubrania. - powiedziałem uśmiechając się do Syntii
- Dziękuję, powiedz mi jeszcze gdzie jest łazienka ?
- Jasne, jak wyjdziesz z pokoju pierwsze drzwi po prawej. Nie spiesz się, przeszłaś ciężką przemianę, powinnaś się zrelaksować i odpocząć. A ja znikam. - odpowiedziałem i przeniosłem się do centrum miasta
***
- Wow, naprawdę zniknął. Ciekawe czy ja też będę tak mogła ? - zastanawiałam się idąc do łazienki. Pomieszczenie było dosyć spore, wyłożone płytkami koloru kawy z mlekiem. Przy ścianie po prawej stała umywalka umieszczona w czarnej szafce z podwójnymi drzwiczkami, a nad nią wisiało olbrzymie owalne lustro. W lewym rogu łazienki stała również owalna wanna z wierzchu osłonięta czarnym drewnem. Nad nią wisiała półeczka z płynami do kąpieli. Wzięłam ten o zapachu fiołków i wlałam trochę do wanny. Podczas gdy woda się lała ja zdjęłam brudne ubrania i podeszłam do lustra aby jeszcze raz ocenić swój nowy wygląd. Moje włosy nabrały blasku, dostrzegłam również czerwone pasemka. Skóra była bledsza, na klatce piersiowej w miejscu serca widniał srebrny znak w kształcie trzech połączonych spirali.
Z pleców wyrastały krwisto czerwone skrzydła, które swoją drogą zniszczyły mi bluzkę, rozdzierając ją na plecach.
- Jak ja będę z nimi funkcjonować ? Są takie duże, ale całkiem ładne. - mówiłam do siebie. Kiedy zobaczyłam pierwszy raz swoje odbicie, przeraziłam się, lecz teraz jak ochłonęłam muszę stwierdzić, że wyglądam nieźle ... - przerwałam monolog dostrzegając, że wanna jest już wystarczająco wypełniona wodą. Weszłam do niej rozkładając skrzydła na zewnątrz. Było to niezbyt wygodne, gdyż nie mogłam się położyć.
- Mam nadzieję, że można chować te skrzydła. - siedziałam w wodzie rozkoszując się jej ciepłem i zapachem fiołków, lecz po pół godzinie zaczęła się ochładzać. Szybko umyłam włosy i ciało po czym wyszłam owijając się białym, miękkim ręcznikiem. Włosy zawinęłam w mniejszy. Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam. Tak jak mówił Kris na progu stały trzy torby z ubraniami. Wzięłam je i weszłam z powrotem do środka. W pierwszej znajdowała się bielizna, oczywiście koronkowa.
- Faceci, wszyscy tacy sami. - powiedziałam pod nosem, ale nie miałam wyjścia musiałam ją ubrać. W drugiej torbie znajdowały się obcisłe, granatowe jeansy, a w trzeciej turkusowa bluzka z wyciętymi plecami i co mnie naprawdę zszokowało zrobiona z jedwabiu.
- Kris musi być naprawdę bogaty skoro stać go na takie ciuchy, znaczy to również, że musi obracać się w wyższych sferach. ciekawe czy wie kim jestem ? Jeśli nie, to nie będę mu na razie mówić, że jestem córką króla. - postanowiłam, wkładając spodnie i bluzkę, która dzięki wycięciu swobodnie leżała pod skrzydłami. Po wypuszczeniu wody, opłukaniu wanny i zabraniu starych ubrań wyszłam z łazienki. Na przeciwko niej stała Kris i uważnie mi się przyglądając powiedział :
- Wyglądasz znacznie lepiej, kąpiel i nowe ubrania czynią cuda.
- To prawda, ale z tą koronkową bielizną trochę przesadziłeś. - udałam złą
- Ładna dziewczyna, musi nosić ładną bieliznę. - odpowiedział uśmiechając się łobózersko
- Faceci ... - powiedziałam znowu, a Kris się zaśmiał po czym odezwał :
- Pewnie jesteś głodna, przygotowałem śniadanie.
- Chętnie coś zjem. - odparłam, ale nagle coś sobie uświadomiłam - Czekaj Kris, jeżeli ja jestem w połowie wampirem to nie muszę żywić się krwią ? - zapytałam, ostatnie słowo wypowiadając z odrazą
- Nie zauważyłem żebyś po przemianie odczuwała niepohamowane pragnienie. Podejrzewam, że dzięki temu, iż jesteś w połowie aniołem nie musisz pić krwi ale możesz. - odpowiedział
- Dzięki, wolę normalne jedzenie, a tak swoją drogą to co jest na śniadanie ?
- Naleśniki z czekoladą, sałatka owocowa i kawa.
- Kocham naleśniki. Prowadź do kuchni.
- Ok. - uśmiechnął się tylko i poszliśmy prosto korytarzem po drodze mijając pokój, w którym wcześniej byłam.
- Masz bardzo ładny dom. - stwierdziłam, siedząc przy stole kuchennym i przyglądając się jak ustawia talerze, sztućce i jedzenie
- Dziękuje choć podejrzewam, że nie widziałaś jeszcze wszystkiego. - odparł siadając na przeciwko mnie - Proszę częstuj się. - nałożył sobie na talerz naleśnik i trochę sałatki, zrobiłam to samo. Już po pierwszym kęsie stwierdziłam, że jest przepyszne.
- Widzę, że ci smakuje.
- Jeszcze jak ! - powiedziałam z pełną buzią sięgając po drugiego naleśnika a on się zaśmiał, co trochę mnie speszyło
- Nie krępuj się, bież ile chcesz, a kiedy zjesz oprowadzę cię po reszcie domu.
- Dobrze, w sumie to zaraz możemy iść bo już kończę. - odpowiedziałam dokańczając jeść sałatkę owocową. Kiedy odłożyłam widelec Kris pozbierał naczynia, włożył je do zmywarki i podszedł do mnie mówiąc :
- Na razie poznałaś dolną część posiadłości czyli mój pokój, łazienkę i kuchnie. Teraz zaprezentuję ci górę, a później przejdziemy do ogrodu.
- Ok, prowadź. - nie mogłam się już doczekać, a w szczególności ogrodu. Kocham kwiaty i inne rośliny ... tak jak mama. Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak :
- Jesteśmy na górze, oto twój pokój. - otworzył przede mną brązowe drzwi i wskazał ręką pomieszczenie za nimi. Widok mnie powalił.
- Kris to nie pokój tylko komnata !
- No cóż jest trochę duży, ale stwierdziłem że będzie dla ciebie idealny. - w jego głosie usłyszałam lekki zawód. Pewnie myśli, że mi się nie podoba.
- Jest wspaniały. - kiedy to usłyszał uśmiech wrócił mu na usta - Nie spodziewałam się tylko, że dasz mi jak sądzę najładniejszy pokój w domu.
- Chcę abyś czuła się tu dobrze i komfortowo. A i masz własną łazienkę.
- Dziękuję, wiesz jesteś pierwszą osobą od dłuższego czasu, którą interesuje moje dobro.
- Nie masz za co dziękować, lepiej zapoznaj się ze swoją, jak to ujęłaś "komnatą" - posłał mi ciepły uśmiech i zniknął zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Wystrój wnętrza mnie oczarował. Ściany miały dwa kolory : Blue jeans i limonkowa zieleń. Za drzwiami po lewej stronie stała dębowa szafa, otworzyłam ją ale tak jak się spodziewałam była pusta. Następnie przeszłam do dużego łóżka, zaścielonego jasno-zieloną pościelą w kwiaty. Usiadłam na jego skraju, było miękkie i bardzo wygodne. Siedziała bym tak w nieskończoność, lecz moją uwagę przykuły drzwi na przeciwko zapewne do łazienki. Zajrzałam do środka, była równie przestronna jak ta na dole. Również z dużą białą wanną, ogromnym lustrem i umywalką, lecz ściany miała koloru wrzosu. Po wyjściu z łazienki postanowiłam iść na balkon, który dostrzegłam wchodząc do pokoju. Kiedy uchyliłam drzwi, poczułam przyjemne i ciepłe powietrze. Widok, jaki ujrzałam zaparł mi dech w piersiach. Przede mną rozciągał się przepiękny ogród, pełen kwiatów, drzew i z krótko przyciętą trawą.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. - usłyszałam głos Krisa, który stał w ogrodzie i patrzył na mnie
- Jest niesamowity. - odpowiedziałam z zachwytem - Sam dbasz o te wszystkie rośliny ? - zapytałam po chwili
- Przeważnie zajmuje się nimi mój przyjaciel Nathan, który jest ogrodnikiem, ale czasem każe mi po podlewać niektóre kwiaty i krzewy.
-Musisz być bardzo bogaty skoro stać cię na taki dom, ziemię go otaczającą i jeszcze te drogie ubrania, które mi kupiłeś. - stwierdziłam
- Przez ten czas spędzony na Ziemi dużo pracowałem i udało mi się zgromadzić pewien majątek. Chciałem mieć pewność, że jeśli kiedyś założę rodzinę, to niczego jej nie zabraknie.
- Zaskakujesz mnie, nie każdy mężczyzna postępował by tak jak ty. - Kris delikatnie się uśmiechnął
- Dobrze, dość już o mnie, zejdź na dół oprowadzę cię po ogrodzie.
- Ok zaczekaj chwilę, zaraz będę.
- Syntio, po co będziesz szła schodami skoro masz skrzydła ?
- Ale przecież ja nie umiem jeszcze latać ! - powiedziałam wystraszona
- Masz okazję spróbować się nauczyć, to nic trudnego. Rozłóż skrzydła i zacznij nimi machać. - poinstruował mnie cały czas się uśmiechając, zrobiłam jak kazał i po chwili unosiłam się nad podstawą balkonu. - Teraz wznieś się wyżej, omiń balustradę i zleć do mnie.
- A jak spadnę ? - coraz bardziej się stresowałam, co nie umknęło uwadze Krisa
- Nie bój się, jestem tu w razie czego złapię cię.
- No dobrze. - poruszyłam mocniej skrzydłami, za linię balkonu i spojrzałam w dół co było błędem. Nagle wydało mi się bardzo daleko do ziemi. Spanikowałam i zaczęłam spadać. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć swojego końca. Byłam tak przerażona przez co zorientowałam się dopiero po chwili, że nie czułam zetknięcia z ziemią.
- Może już umarłam ?
- Raczej nie, bo nie mógłbym być z tobą w niebie. - w moje myśli wdarł się głos Krisa. Otworzyłam oczy, znajdowałam się w jego ramionach.
- Złapałeś mnie. - powiedziałam z ulgą, a strach powoli ulatywał
- Mówiłem, że to zrobię. - postawił mnie na ziemi
- Dziękuję. - powiedziałam cicho i pocałowałam go. Na jego ustach zagościł uśmiech. - Czemu ja go pocałowałam ? Przecież prawie go nie znam !!! - zganiłam siebie w myślach
- Muszę częściej kazać ci latać. - stwierdził z łobuzerskim uśmiechem
- Więcej to się nie powtórzy. - na moje policzki wstąpił rumieniec
- Ale co skok z balkonu czy pocałunek ? - uniósł brew w pytającym geście
- Ani jedno, ani drugie. - odpowiedziałam i roześmiałam się z jego niby to "smutnej miny"
Liczę na komentarze :)
środa, 29 października 2014
Rozdział 4
- Elif! Zabiję Cię! Jak chociaż raz mogę się wyspać to ty tu wpadasz i bezczelnie mnie wyrzucasz z mojego łóżka! - Krzyknęła nie raczej wydarła się Aylin.
- Też Cię kocham. - Powiedziałam z uśmiechem. Moja przyjaciółka prychneła.
- To co Cię sprowadza do mojego domu? - Zapytała tonem którego nie umiałam określić. Ale było w tym coś w stylu żartu, sarkazmu, wyrzutu i złości? Skąd ona umie mieszać tyle odczuć w jednym zdaniu?
- Nic wielkiego. - Powiedziałam siadając na jej łóżku.
- Czyli wpadłaś od tak sobie?
- Nie no skąd. Przyszłam bo mamy do zrobienia taki mały drobiazg jak nasze suknie na bal. - Powiedziałam patrząc w podłogę i ruszając naprzemiennie moimi nogami zwisającymi z łóżka. Po chwili ciszy, spojrzałam na Aylin, jej mina wyrażała BARDZO intensywne myślenie.
- Może odświeżę ci pamięć. - Powiedziałam wyciągając telefon z kieszeni. Szybko odszukałam wczorajszego smsa. - ,, Mam fajny pomysł. Moja mama jest krawcową i ja też umiem szyć, na strychu znalazłam fajne materiały i to z nich uszyjemy suknie. Wpadnij jutro to zaczniemy je robić. "- Przeczytałam.
- Aha już pamiętam. - Zaśmiała się szatynka.
- Dobra ubierz się i bierzemy się do pracy. - Powiedziałam. Dziewczyna wstała, zabrała z szafy niebieskie krótkie spodenki i białą bokserkę.
Po chwili była gotowa.
- Ok mam już kilka projektów na te suknie i wyprane materiały. - Powiedziała
- Ok. Jest twoja mama? - Zapytałam gdy już siedziałyśmy w salonie.
- Nie. Znalazła sobie pracę. Pracuję jako sprzątaczka w McDonaldzie. Wczoraj przywiozła nam hamburgery. Wstawić ci trochę do mikrofali?
- No pewnie. - Powiedziałam mój żołądek potwierdził moje słowa.
Po kilku minutach zajadałyśmy się ciepłym jedzeniem i popijałyśmy to Colą.
- Pokaż te projekty. - Powiedziałam gdy już naczynia były pozmywane. Zielonooka podała mi zeszyt z rysunkami. Były bardzo ładne, bo do pięknych trochę im brakowało, ale nie powiem, bez przeszkód mogłam stwierdzić, że ma dziewczyna talent. Jej suknia była skromna, gładka, bez wzorów i sięgała trochę przed kolana, moja natomiast była za kolana i miała mnóstwo gniecionego materiału.
- Wow . Dokładnie w naszym stylu, to znaczy każda w swoim. - Powiedziałam. Moja wyobraźnia już mi podpowiadała jak będziemy w tym wyglądać. Nawet nie nie zauważyłam kiedy Aylin przyszła z materiałami. Miała ich dużo, część w dużych, cześć w małych kawałkach, były to dwa kolory. Jeden ciemno-różowy, gładki i błyszczący, drugi fioletowy. Po chwili namysłu wzięłyśmy się do pracy. Robiłyśmy suknie do wieczora z przerwami na obiad. Były prawie skończone. Zostało do zrobienia z kilka detali. Aylin poszła odprowadzić mnie na przystanek, ustaliłyśmy, że jutro sama dokończy nasze kreacje. Po dotarciu do domu poszłam spać, była wtedy godzina 22,26. Obudziłam się około dziewiątej rano. Leniwie wstałam z łóżka. Podeszłam do okna, termometr wskazywał 31 ° C. Powlekłam się w stronę szafy, wyciągnęłam z niej białą spódniczkę do połowy ud i jasno-niebieską bluzkę na krótki rękaw. Moje czarne włosy uczesałam w wysoką kitkę, na nogi ubrałam białe sandały na lekkim koturnie. Po śniadaniu poszłam na spacer. Wsiadłam do autobusu który jechał o 11,00 i postanowiłam pojechać do miejsca otoczonego zielenią. W parku siedziało mnóstwo młodzieży. Szłam odrobinę zamyślona i w momencie gdy podniosłam głowę do góry aby spojrzeć na promienie słońca przedzierające się pomiędzy gałęziami drzew uderzyłam w coś twardego i ciepłego. Spojrzałam przed siebie i napotkałam wzrok cudownie brązowych oczu, odcieniem przypominały kolor bordowy, to samo wrażenie sprawiały włosy, które ułożone były w artystyczny nieład. Chłopak był mega przystojny.
- Przepraszam. - Powiedziałam szybko patrząc w błyszczące oczy nieznajomego.
- To ja przepraszam. - Powiedział. Jego głos był delikatny i stanowczy. Chłopak idealny - rozmarzyłam się
- Nie ma za co, naprawdę. - Powiedziałam z najbardziej czarującym uśmiechem na jaki umiałam się zdobyć, ale chłopak pobił mnie od razu gdy tylko ułożył wargi w delikatny uśmiech. Moje serce łomotało w piersi jak szalone, starałam się je uciszyć ale bez skutecznie.
- Nie widzę Cię tutaj często, mimo że przychodzę tu prawie codziennie. - Powiedział
- To dlatego, że nie mieszkam w okolicy. - Odparłam. Rozmowa zeszła później na tematy szkoły, przyjaciół i innych rzeczy. Usiadliśmy na pobliskiej ławce. Po jakimś czasie zadzwonił mój telefon.
- Tak? - Powiedziałam odbierając połączenie od mamy
- Gdzie Ty jesteś? Miałaś zaraz wrócić! - Powiedziała
- Która godzina? - Zapytałam
- Po 16,00 - powiedziała
- Co ?! - Zdziwiłam się
- Za godzinę masz być w domu! - Powiedziała i się rozłączyła.
- Wybacz, ale muszę już iść - powiedziałam do chłopaka
- Nie mam co wybaczać. - Powiedział wstając - Już późno. Odrobinę się zagadaliśmy. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Na pewno. - Uśmiechnęłam się i poszłam na przystanek. Gdy dotarłam na miejsce do przyjazdu autobusu zostało 20 minut. Cały czas myślałam o nieznajomym chłopaku z którym tak dobrze mi się rozmawiało. Jaka ja jestem głupia - skarciłam się w myślach - nawet nie wiem jak ma na imię i nie zostawiłam mu swojego numeru. Chyba zaraz się popłaczę, ze złości na samą siebie. W domu musiałam trochę ogarnąć mój pokój na wypadek jakby ciotka zechciała tam zajrzeć. Na wierzchu nie mogło zostać nic osobistego. Widać od razu, że ona i matka to siostry, obie miały manię czystości, lubiły się rządzić i zaglądać wszędzie gdzie nie trzeba. Sama nie wiem jak ze sobą wytrzymywały kiedy mieszkały razem.
- Przebierz się zanim przyjedzie ciocia Daniela. - Powiedziała mama.
- Czemu? Przecież jest gorąco. - Powiedziałam
- Jesteś ubrana jak na plażę, a nie jak na przyjście gościa.
- Dobra, dobra już idę. - Wolałam to niż komentarze ciotki w stylu ,, tak ubrane chodzą tylko dziewczyny lekkich obyczajów, a nie dobrze wychowane dziewczynki jak ty ... "bla bla bla. Przebrałam się w luźną białą spódniczkę do kolan i nie zamierzałam zmieniać nic innego gdy chciałam wyjść z pokoju usłyszałam głos ciotki na korytarzu.
- Witaj moja droga siostrzyczko.
- Cześć Danielko - powiedziała mama
- Gdzie to jest twój mały mężczyzna? - Zapytała
- Pojechał wczoraj do starszego brata. - Powiedziała mama
- Mała Elif jest w domu?
- Tak jest. Elif! - Zawołała mnie mama
- Dzień dobry ciociu. - Powiedziałam wychodząc ze swojego ,, królestwa ", w którym miałam święty spokój.
- Dzień dobry kochanie. Jak ty urosłaś i wyładniałaś. Tylko co z tymi pięknymi włosami co zrobiłaś ? - Zapytała.
- Ścięłam je. - Powiedziałam jak gdyby nigdy nic
- Nie wiem dlaczego to zrobiłaś, były takie długie, sięgały ci prawie do pupy. - Powiedziała
- Ciociu od dziecka miałam takie długie włosy i postanowiłam się zmienić bo już nie nie jestem dzieckiem tylko nastoletnią prawie dorosłą dziewczyną. - Powiedziałam
- Dobrze, a jak tam szkoła? - Zapytała. Szybko zmieniła temat bo wiedziała, że w tej sprawie nie wygra, włosy były już obcięte i co niby mogła zrobić, przykleić je ? Mama przyniosła obiad i po skończonym posiłku obie poszły upiec jakieś ciasto. Ja w tym czasie włączyłam telewizor i oglądałam eska tv, gdy moja ciocia i mama wróciły z kuchni zabrały mi pilota i włączyły kanał przyrodniczy. Wieczorem po kolacji poszłam się wykąpać ,gdy przyszłam na stole stały ciasta. Były to sernik i jabłecznik. Zjadłam po dwa kawałki każdego i długo rozmawiałam z nimi. Kochałam moją ciocię mimo, że czasami mnie denerwowała. Około 23,30 poszłam spać. Przez następne dni jeździłam do parku. Czasami sama czasami z ciotką i mamą, ale nigdzie nie mogłam spotkać chłopaka z którym rozmawiałam i w którym chyba się zakochałam.
Wizyta cioci dobiegła końca. Stałyśmy na dworcu kolejowym czekając własnie na pociąg, który zabierze ją do domu.
- O jedzie! - Powiedziała mama
- To czas się pożegnać. Trzymajcie się moje drogie kobiety. - Powiedziała ciocia
- Pa ciociu, miło było spędzić z tobą trochę czasu. - Powiedziałam
- Ja też się cieszę kochanie, ale teraz muszę już jechać. Odwiedzę was jeszcze w tym roku. - Powiedziała. Przytuliłam ją na pożegnanie i wsiadła do pociągu. Machałyśmy do niej do puki pociąg nie zniknął nam gdzieś w oddali.
- To co idziemy do domu? - Zapytała mama
- Wiesz co ja chyba pójdę do Aylin, dzisiaj bal urodzinowy Kasandry a moja suknia jest u niej. Jak chcesz to chodź ze mną, jej mama na pewno się nie obrazi. - Powiedziałam, mama od razu się zgodziła. Zadzwoniłam jeszcze do Aylin, aby ją uprzedzić że idziemy.
- Cześć. - Powiedziałam gdy tylko szatynka otworzyła drzwi.
- Cześć i dzień dobry. - Powiedziała
- Dzień dobry. - Przywitała się moja mama.
- Wejdźcie. Zapraszam do salonu. - zaprosiła nas. Na miejscu siedziała już jej mama, a na stole stało ciasto i kawa. Nasze mamy sobie rozmawiały, a ja poszłam zobaczyć nasze sukienki.Były piękne, jeszcze lepsze niż na rysunku.
- I jak ? - Zapytała zielonooka
- Super. Są piękne. - Powiedziałam.
- Bal zaczyna się o 17,00, a jest 12,43 - powiedziałam
- To mamy trzy i pół godziny na przyszykowanie się.
- Nom. Starczy nam? - Zaśmiała się
- Musi. - Powiedziałam. Na początek każda z nas wzięła długa kąpiel w ciepłej wodzie, następnie zrobiłyśmy sobie makijaż. Ja miałam fioletowy cień do powiek, brokatową czarną kreskę, czarny tusz i różowy błyszczyk. Włosy uczesałam w elegancki kok z wystającymi kosmykami. Aylin natomiast wybrała jasnoróżowy cień i delikatną kreskę podkreślającą kolor jej zielonych oczu i bezbarwny błyszczyk. Włosy zostawiła rozpuszczone, wyprostowała je i lekko podkręciła na końcach. Ubrałyśmy nasze suknie, buty na niewielkim obcasie pod kolor kreacji i do tego wszystkiego spryskałyśmy się francuskimi perfumami, które Aylin dostała od wujka co mieszka w Paryżu i byłyśmy gotowe. Mamy zaniemówiły na nasz widok, lecz po chwili odzyskały mowę.
- Wyglądacie pieknie. - Powiedziała pani Sara
- Macie ogromny talent do szycia. - Dodała mama
- Suknie i wy są piękne. Powalicie wszystkich na kolana. - Powiedziała mama Aylin
- Dziękujemy. - Odpowiedziałyśmy razem.
- Za kilka minut chłopaki po nas przyjadą. - Poinformowała szatynka patrząc na zegarek. -Jest 16,23 - dodała. Kilka minut później pod blok Aylin podjechało czarne sportowe auto. Nie znałam się na markach samochodów ale auto robiło wrażenie.
- Wow - powiedziałam tylko
- Dzieciak, jak zawsze musi się popisać. - Powiedziała moja przyjaciółka
- Kto? - Zapytała moja mama
- Michał, mój kolega. - Odpowiedziała
- Jest bogaty co ? - Zapytałam
- Tak, ale normalnie się tym nie chwali.
- Niezła partia. - Powiedziała moja mama
- Czy ja wiem. Nie należę do grona osób, które lecą tylko na kasę. - Powiedziała. Gołym okiem było widać, że mama ją uraziła.
- Musimy iść. - Powiedziałam.
- Masz rację. Do widzenia pani i na razie mamo. - Powiedziała
- Do widzenia i na razie. - Powiedziałam i wyszłam za nią na korytarz. Na dole przed samochodem stało dwóch chłopaków. Totalnie mnie zatkało gdy zobaczyłam tego, którego poznałam w parku. Patrzył na mnie z nie mniejszym zdziwieniem co ja na niego.
- To wy się znacie? - Zapytała Aylin
- Spotkaliśmy się w niedzielę w parku. - Powiedział
- Tylko wtedy zapomniałam zapytać jak masz na imię. - Zwróciłam się do niego.
- Dann - ukłonił się lekko
- Elif - powiedziałam delikatnie się rumieniąc.
- On ma na imię Michał. - Powiedział wskazując na stojącego obok niego wysokiego bruneta o brązowych oczach. Nie dziwię się, że Aylin się w nim zakochała - stwierdziłam w myślach.
- Cześć - powiedział - Jedźmy już, bo się spóźnimy.
- Musiałeś wziąść dzisiaj ten samochód ? - Zapytała szatynka
- Co ci się w nim nie podoba ? - Zapytał
- Jest zbyt luksusowy. - Stwierdziła. Mi się ten samochód bardzo podobał. Zrobimy świetne wrażenie.
- Oj tam oj tam. - Skwitował na co ona prycheła i wsiadła do samochodu na przednim siedzeniu.
- Ej ja chciałem z przodu! - Powiedział Dann
- Trudno idziesz do tyłu. - Powiedział Michał. Razem z Danem siedziałam z tyłu, a drugi chłopak kierował. gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy na nas patrzyli.
- Dziwnie się czuję, nie lubię być w centrum uwagi. - Powiedziała Aylin
- Co w tym złego. Jesteś piękna. - Powiedział Michał podając jej rękę aby pomoc jej wysiąść z samochodu.
- Dziekuje. - Powiedziała przyjmując jego pomoc. Dann niestety nie zachował się tak samo ale chociaż mi drzwi otworzył. Gdy weszliśmy do domu Kasandry znaleźliśmy się w ogromnej sali balowej. Było tam mnóstwo ludzi, w tym osoby nie tylko z naszej klasy.
- Wow, ale nigdzie nie widzę solenizantki. - Powiedziałam
- Pewnie się spóźni aby zrobić wielkie wejście i żeby wszyscy zwrócili na nią uwagę. - Powiedział Michał
- Skąd wiesz? - Zapytałam
- Bywałem na takich imprezach już i gospodarze przyjęcia zawsze przychodzą ostatni.
- To dziwne. Powinni być pierwsi aby witać gości. - Powiedziałam
- Zasady, którymi kierują się osoby z wyższych sfer często są dziwne. - Powiedział Dann
- Co ty też do Nich należysz ? - Zapytałam
- Można tak powiedzieć. - Odparł.
- O idzie. - Powiedziała Aylin. W okół Kasandry zaczął się zbierać tłum ludzi. Po chwili wszyscy się odsunęli i mogłam zobaczyć organizatorkę przyjęcia. Była ubrana w długa niebieską suknie pełną różnych ozdób. Nie powiem wyglądała pięknie.
- Cześć Kasandra. Pięknie wyglądasz. - Powiedziała Aylin
- Dziękuje ty też. Gdzie kupiłyście te suknie? - Zapytała
- Uszyłyśmy je. - Powiedziałam
- W takim razie gratuluję pomysłu i talentu. - Powiedziała
- Dziękujemy.
- Muszę was przeprosić. - Powiedziała i poszła na niewielkie podwyższenie gdzie wygłosiła mowę powitalną i życzyła wszystkim dobrej zabawy. Po chwili wszyscy wznieśli toasty za Kasandrę i poszli tańczyć. Kilkanaście osób stało przy bufecie. Dann poprosił mnie do tańca gdy grała w miarę spokojna ale nie wolna piosenka. Kilka następnych było dość szybkich przez co trochę się zmęczyłam. Poszłam na ogromny balkon. Wdychałam chłodne wieczorne powietrze. Po chwili podszedł do mnie Dann.
- Jak się bawisz ? - Zapytał
- Wspaniale. - Powiedziałam opierając się o balkon.
- Cieszę się.
- Ja też. - Powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się w ten sam dziecięcy sposób co wtedy w parku.
- Byłaś już na takich imprezach?
- Nie. To jest mój pierwszy bal.
- Nie wydaje ci się nudny i sztywny?
- Nie.A powinien taki być ? - Zdziwiłam się
- Nie, no co ty ale większość tak uważa. - Powiedział opierając się o balustradę.
- Serio? Czyli to pierwszy bal na którym dobrze się bawisz?
- Nie pierwszy, tylko jeden z tych lepszych i bardziej wyjątkowych.
- Dlaczego bardziej wyjątkowy niż reszta?
- Bo jest przy mnie wyjątkowa dziewczyna. - Powiedział. Poczułam, że się rumienię. Dann pogłaskał mnie po policzku i patrzył mi w oczy.
- Masz piękne oczy. Wyrażają ciebie. - Szepnął mi do ucha i się odsunął. Byłam jednocześnie szczęśliwa i w szoku. Ledwo się znamy, a on robi i mówi takie rzeczy. Nie, żeby mi to przeszkadzało ale ... nie wiem jak to rozumieć! Może on czuje do mnie to co ja do niego ?
- Wracajmy do sali. - Powiedział łapiąc mnie za rękę i delikatnie pociągnął za sobą. Gdy weszliśmy w tle zaczęła grać spokojna melodia.
- Mam nadzieje, że znajdziesz siły na jeszcze jeden taniec. - Powiedział delikatnie się kłaniając. Wyciągnął rękę przed siebie ja podałam mu swoją dłoń. Przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich biodrach. Ja objęłam go na szyi i wtuliłam się w niego. Wolno kołysaliśmy się w rytm muzyki robiąc co jakiś czas kilka kroków w różne strony. Czułam ciepło od niego bijące, jego zapach uznałam za najpiękniejszą woń na świecie.
- Też Cię kocham. - Powiedziałam z uśmiechem. Moja przyjaciółka prychneła.
- To co Cię sprowadza do mojego domu? - Zapytała tonem którego nie umiałam określić. Ale było w tym coś w stylu żartu, sarkazmu, wyrzutu i złości? Skąd ona umie mieszać tyle odczuć w jednym zdaniu?
- Nic wielkiego. - Powiedziałam siadając na jej łóżku.
- Czyli wpadłaś od tak sobie?
- Nie no skąd. Przyszłam bo mamy do zrobienia taki mały drobiazg jak nasze suknie na bal. - Powiedziałam patrząc w podłogę i ruszając naprzemiennie moimi nogami zwisającymi z łóżka. Po chwili ciszy, spojrzałam na Aylin, jej mina wyrażała BARDZO intensywne myślenie.
- Może odświeżę ci pamięć. - Powiedziałam wyciągając telefon z kieszeni. Szybko odszukałam wczorajszego smsa. - ,, Mam fajny pomysł. Moja mama jest krawcową i ja też umiem szyć, na strychu znalazłam fajne materiały i to z nich uszyjemy suknie. Wpadnij jutro to zaczniemy je robić. "- Przeczytałam.
- Aha już pamiętam. - Zaśmiała się szatynka.
- Dobra ubierz się i bierzemy się do pracy. - Powiedziałam. Dziewczyna wstała, zabrała z szafy niebieskie krótkie spodenki i białą bokserkę.
Po chwili była gotowa.
- Ok mam już kilka projektów na te suknie i wyprane materiały. - Powiedziała
- Ok. Jest twoja mama? - Zapytałam gdy już siedziałyśmy w salonie.
- Nie. Znalazła sobie pracę. Pracuję jako sprzątaczka w McDonaldzie. Wczoraj przywiozła nam hamburgery. Wstawić ci trochę do mikrofali?
- No pewnie. - Powiedziałam mój żołądek potwierdził moje słowa.
Po kilku minutach zajadałyśmy się ciepłym jedzeniem i popijałyśmy to Colą.
- Pokaż te projekty. - Powiedziałam gdy już naczynia były pozmywane. Zielonooka podała mi zeszyt z rysunkami. Były bardzo ładne, bo do pięknych trochę im brakowało, ale nie powiem, bez przeszkód mogłam stwierdzić, że ma dziewczyna talent. Jej suknia była skromna, gładka, bez wzorów i sięgała trochę przed kolana, moja natomiast była za kolana i miała mnóstwo gniecionego materiału.
- Wow . Dokładnie w naszym stylu, to znaczy każda w swoim. - Powiedziałam. Moja wyobraźnia już mi podpowiadała jak będziemy w tym wyglądać. Nawet nie nie zauważyłam kiedy Aylin przyszła z materiałami. Miała ich dużo, część w dużych, cześć w małych kawałkach, były to dwa kolory. Jeden ciemno-różowy, gładki i błyszczący, drugi fioletowy. Po chwili namysłu wzięłyśmy się do pracy. Robiłyśmy suknie do wieczora z przerwami na obiad. Były prawie skończone. Zostało do zrobienia z kilka detali. Aylin poszła odprowadzić mnie na przystanek, ustaliłyśmy, że jutro sama dokończy nasze kreacje. Po dotarciu do domu poszłam spać, była wtedy godzina 22,26. Obudziłam się około dziewiątej rano. Leniwie wstałam z łóżka. Podeszłam do okna, termometr wskazywał 31 ° C. Powlekłam się w stronę szafy, wyciągnęłam z niej białą spódniczkę do połowy ud i jasno-niebieską bluzkę na krótki rękaw. Moje czarne włosy uczesałam w wysoką kitkę, na nogi ubrałam białe sandały na lekkim koturnie. Po śniadaniu poszłam na spacer. Wsiadłam do autobusu który jechał o 11,00 i postanowiłam pojechać do miejsca otoczonego zielenią. W parku siedziało mnóstwo młodzieży. Szłam odrobinę zamyślona i w momencie gdy podniosłam głowę do góry aby spojrzeć na promienie słońca przedzierające się pomiędzy gałęziami drzew uderzyłam w coś twardego i ciepłego. Spojrzałam przed siebie i napotkałam wzrok cudownie brązowych oczu, odcieniem przypominały kolor bordowy, to samo wrażenie sprawiały włosy, które ułożone były w artystyczny nieład. Chłopak był mega przystojny.
- Przepraszam. - Powiedziałam szybko patrząc w błyszczące oczy nieznajomego.
- To ja przepraszam. - Powiedział. Jego głos był delikatny i stanowczy. Chłopak idealny - rozmarzyłam się
- Nie ma za co, naprawdę. - Powiedziałam z najbardziej czarującym uśmiechem na jaki umiałam się zdobyć, ale chłopak pobił mnie od razu gdy tylko ułożył wargi w delikatny uśmiech. Moje serce łomotało w piersi jak szalone, starałam się je uciszyć ale bez skutecznie.
- Nie widzę Cię tutaj często, mimo że przychodzę tu prawie codziennie. - Powiedział
- To dlatego, że nie mieszkam w okolicy. - Odparłam. Rozmowa zeszła później na tematy szkoły, przyjaciół i innych rzeczy. Usiadliśmy na pobliskiej ławce. Po jakimś czasie zadzwonił mój telefon.
- Tak? - Powiedziałam odbierając połączenie od mamy
- Gdzie Ty jesteś? Miałaś zaraz wrócić! - Powiedziała
- Która godzina? - Zapytałam
- Po 16,00 - powiedziała
- Co ?! - Zdziwiłam się
- Za godzinę masz być w domu! - Powiedziała i się rozłączyła.
- Wybacz, ale muszę już iść - powiedziałam do chłopaka
- Nie mam co wybaczać. - Powiedział wstając - Już późno. Odrobinę się zagadaliśmy. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Na pewno. - Uśmiechnęłam się i poszłam na przystanek. Gdy dotarłam na miejsce do przyjazdu autobusu zostało 20 minut. Cały czas myślałam o nieznajomym chłopaku z którym tak dobrze mi się rozmawiało. Jaka ja jestem głupia - skarciłam się w myślach - nawet nie wiem jak ma na imię i nie zostawiłam mu swojego numeru. Chyba zaraz się popłaczę, ze złości na samą siebie. W domu musiałam trochę ogarnąć mój pokój na wypadek jakby ciotka zechciała tam zajrzeć. Na wierzchu nie mogło zostać nic osobistego. Widać od razu, że ona i matka to siostry, obie miały manię czystości, lubiły się rządzić i zaglądać wszędzie gdzie nie trzeba. Sama nie wiem jak ze sobą wytrzymywały kiedy mieszkały razem.
- Przebierz się zanim przyjedzie ciocia Daniela. - Powiedziała mama.
- Czemu? Przecież jest gorąco. - Powiedziałam
- Jesteś ubrana jak na plażę, a nie jak na przyjście gościa.
- Dobra, dobra już idę. - Wolałam to niż komentarze ciotki w stylu ,, tak ubrane chodzą tylko dziewczyny lekkich obyczajów, a nie dobrze wychowane dziewczynki jak ty ... "bla bla bla. Przebrałam się w luźną białą spódniczkę do kolan i nie zamierzałam zmieniać nic innego gdy chciałam wyjść z pokoju usłyszałam głos ciotki na korytarzu.
- Witaj moja droga siostrzyczko.
- Cześć Danielko - powiedziała mama
- Gdzie to jest twój mały mężczyzna? - Zapytała
- Pojechał wczoraj do starszego brata. - Powiedziała mama
- Mała Elif jest w domu?
- Tak jest. Elif! - Zawołała mnie mama
- Dzień dobry ciociu. - Powiedziałam wychodząc ze swojego ,, królestwa ", w którym miałam święty spokój.
- Dzień dobry kochanie. Jak ty urosłaś i wyładniałaś. Tylko co z tymi pięknymi włosami co zrobiłaś ? - Zapytała.
- Ścięłam je. - Powiedziałam jak gdyby nigdy nic
- Nie wiem dlaczego to zrobiłaś, były takie długie, sięgały ci prawie do pupy. - Powiedziała
- Ciociu od dziecka miałam takie długie włosy i postanowiłam się zmienić bo już nie nie jestem dzieckiem tylko nastoletnią prawie dorosłą dziewczyną. - Powiedziałam
- Dobrze, a jak tam szkoła? - Zapytała. Szybko zmieniła temat bo wiedziała, że w tej sprawie nie wygra, włosy były już obcięte i co niby mogła zrobić, przykleić je ? Mama przyniosła obiad i po skończonym posiłku obie poszły upiec jakieś ciasto. Ja w tym czasie włączyłam telewizor i oglądałam eska tv, gdy moja ciocia i mama wróciły z kuchni zabrały mi pilota i włączyły kanał przyrodniczy. Wieczorem po kolacji poszłam się wykąpać ,gdy przyszłam na stole stały ciasta. Były to sernik i jabłecznik. Zjadłam po dwa kawałki każdego i długo rozmawiałam z nimi. Kochałam moją ciocię mimo, że czasami mnie denerwowała. Około 23,30 poszłam spać. Przez następne dni jeździłam do parku. Czasami sama czasami z ciotką i mamą, ale nigdzie nie mogłam spotkać chłopaka z którym rozmawiałam i w którym chyba się zakochałam.
Wizyta cioci dobiegła końca. Stałyśmy na dworcu kolejowym czekając własnie na pociąg, który zabierze ją do domu.
- O jedzie! - Powiedziała mama
- To czas się pożegnać. Trzymajcie się moje drogie kobiety. - Powiedziała ciocia
- Pa ciociu, miło było spędzić z tobą trochę czasu. - Powiedziałam
- Ja też się cieszę kochanie, ale teraz muszę już jechać. Odwiedzę was jeszcze w tym roku. - Powiedziała. Przytuliłam ją na pożegnanie i wsiadła do pociągu. Machałyśmy do niej do puki pociąg nie zniknął nam gdzieś w oddali.
- To co idziemy do domu? - Zapytała mama
- Wiesz co ja chyba pójdę do Aylin, dzisiaj bal urodzinowy Kasandry a moja suknia jest u niej. Jak chcesz to chodź ze mną, jej mama na pewno się nie obrazi. - Powiedziałam, mama od razu się zgodziła. Zadzwoniłam jeszcze do Aylin, aby ją uprzedzić że idziemy.
- Cześć. - Powiedziałam gdy tylko szatynka otworzyła drzwi.
- Cześć i dzień dobry. - Powiedziała
- Dzień dobry. - Przywitała się moja mama.
- Wejdźcie. Zapraszam do salonu. - zaprosiła nas. Na miejscu siedziała już jej mama, a na stole stało ciasto i kawa. Nasze mamy sobie rozmawiały, a ja poszłam zobaczyć nasze sukienki.Były piękne, jeszcze lepsze niż na rysunku.
- I jak ? - Zapytała zielonooka
- Super. Są piękne. - Powiedziałam.
- Bal zaczyna się o 17,00, a jest 12,43 - powiedziałam
- To mamy trzy i pół godziny na przyszykowanie się.
- Nom. Starczy nam? - Zaśmiała się
- Musi. - Powiedziałam. Na początek każda z nas wzięła długa kąpiel w ciepłej wodzie, następnie zrobiłyśmy sobie makijaż. Ja miałam fioletowy cień do powiek, brokatową czarną kreskę, czarny tusz i różowy błyszczyk. Włosy uczesałam w elegancki kok z wystającymi kosmykami. Aylin natomiast wybrała jasnoróżowy cień i delikatną kreskę podkreślającą kolor jej zielonych oczu i bezbarwny błyszczyk. Włosy zostawiła rozpuszczone, wyprostowała je i lekko podkręciła na końcach. Ubrałyśmy nasze suknie, buty na niewielkim obcasie pod kolor kreacji i do tego wszystkiego spryskałyśmy się francuskimi perfumami, które Aylin dostała od wujka co mieszka w Paryżu i byłyśmy gotowe. Mamy zaniemówiły na nasz widok, lecz po chwili odzyskały mowę.
- Wyglądacie pieknie. - Powiedziała pani Sara
- Macie ogromny talent do szycia. - Dodała mama
- Suknie i wy są piękne. Powalicie wszystkich na kolana. - Powiedziała mama Aylin
- Dziękujemy. - Odpowiedziałyśmy razem.
- Za kilka minut chłopaki po nas przyjadą. - Poinformowała szatynka patrząc na zegarek. -Jest 16,23 - dodała. Kilka minut później pod blok Aylin podjechało czarne sportowe auto. Nie znałam się na markach samochodów ale auto robiło wrażenie.
- Wow - powiedziałam tylko
- Dzieciak, jak zawsze musi się popisać. - Powiedziała moja przyjaciółka
- Kto? - Zapytała moja mama
- Michał, mój kolega. - Odpowiedziała
- Jest bogaty co ? - Zapytałam
- Tak, ale normalnie się tym nie chwali.
- Niezła partia. - Powiedziała moja mama
- Czy ja wiem. Nie należę do grona osób, które lecą tylko na kasę. - Powiedziała. Gołym okiem było widać, że mama ją uraziła.
- Musimy iść. - Powiedziałam.
- Masz rację. Do widzenia pani i na razie mamo. - Powiedziała
- Do widzenia i na razie. - Powiedziałam i wyszłam za nią na korytarz. Na dole przed samochodem stało dwóch chłopaków. Totalnie mnie zatkało gdy zobaczyłam tego, którego poznałam w parku. Patrzył na mnie z nie mniejszym zdziwieniem co ja na niego.
- To wy się znacie? - Zapytała Aylin
- Spotkaliśmy się w niedzielę w parku. - Powiedział
- Tylko wtedy zapomniałam zapytać jak masz na imię. - Zwróciłam się do niego.
- Dann - ukłonił się lekko
- Elif - powiedziałam delikatnie się rumieniąc.
- On ma na imię Michał. - Powiedział wskazując na stojącego obok niego wysokiego bruneta o brązowych oczach. Nie dziwię się, że Aylin się w nim zakochała - stwierdziłam w myślach.
- Cześć - powiedział - Jedźmy już, bo się spóźnimy.
- Musiałeś wziąść dzisiaj ten samochód ? - Zapytała szatynka
- Co ci się w nim nie podoba ? - Zapytał
- Jest zbyt luksusowy. - Stwierdziła. Mi się ten samochód bardzo podobał. Zrobimy świetne wrażenie.
- Oj tam oj tam. - Skwitował na co ona prycheła i wsiadła do samochodu na przednim siedzeniu.
- Ej ja chciałem z przodu! - Powiedział Dann
- Trudno idziesz do tyłu. - Powiedział Michał. Razem z Danem siedziałam z tyłu, a drugi chłopak kierował. gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy na nas patrzyli.
- Dziwnie się czuję, nie lubię być w centrum uwagi. - Powiedziała Aylin
- Co w tym złego. Jesteś piękna. - Powiedział Michał podając jej rękę aby pomoc jej wysiąść z samochodu.
- Dziekuje. - Powiedziała przyjmując jego pomoc. Dann niestety nie zachował się tak samo ale chociaż mi drzwi otworzył. Gdy weszliśmy do domu Kasandry znaleźliśmy się w ogromnej sali balowej. Było tam mnóstwo ludzi, w tym osoby nie tylko z naszej klasy.
- Wow, ale nigdzie nie widzę solenizantki. - Powiedziałam
- Pewnie się spóźni aby zrobić wielkie wejście i żeby wszyscy zwrócili na nią uwagę. - Powiedział Michał
- Skąd wiesz? - Zapytałam
- Bywałem na takich imprezach już i gospodarze przyjęcia zawsze przychodzą ostatni.
- To dziwne. Powinni być pierwsi aby witać gości. - Powiedziałam
- Zasady, którymi kierują się osoby z wyższych sfer często są dziwne. - Powiedział Dann
- Co ty też do Nich należysz ? - Zapytałam
- Można tak powiedzieć. - Odparł.
- O idzie. - Powiedziała Aylin. W okół Kasandry zaczął się zbierać tłum ludzi. Po chwili wszyscy się odsunęli i mogłam zobaczyć organizatorkę przyjęcia. Była ubrana w długa niebieską suknie pełną różnych ozdób. Nie powiem wyglądała pięknie.
- Cześć Kasandra. Pięknie wyglądasz. - Powiedziała Aylin
- Dziękuje ty też. Gdzie kupiłyście te suknie? - Zapytała
- Uszyłyśmy je. - Powiedziałam
- W takim razie gratuluję pomysłu i talentu. - Powiedziała
- Dziękujemy.
- Muszę was przeprosić. - Powiedziała i poszła na niewielkie podwyższenie gdzie wygłosiła mowę powitalną i życzyła wszystkim dobrej zabawy. Po chwili wszyscy wznieśli toasty za Kasandrę i poszli tańczyć. Kilkanaście osób stało przy bufecie. Dann poprosił mnie do tańca gdy grała w miarę spokojna ale nie wolna piosenka. Kilka następnych było dość szybkich przez co trochę się zmęczyłam. Poszłam na ogromny balkon. Wdychałam chłodne wieczorne powietrze. Po chwili podszedł do mnie Dann.
- Jak się bawisz ? - Zapytał
- Wspaniale. - Powiedziałam opierając się o balkon.
- Cieszę się.
- Ja też. - Powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się w ten sam dziecięcy sposób co wtedy w parku.
- Byłaś już na takich imprezach?
- Nie. To jest mój pierwszy bal.
- Nie wydaje ci się nudny i sztywny?
- Nie.A powinien taki być ? - Zdziwiłam się
- Nie, no co ty ale większość tak uważa. - Powiedział opierając się o balustradę.
- Serio? Czyli to pierwszy bal na którym dobrze się bawisz?
- Nie pierwszy, tylko jeden z tych lepszych i bardziej wyjątkowych.
- Dlaczego bardziej wyjątkowy niż reszta?
- Bo jest przy mnie wyjątkowa dziewczyna. - Powiedział. Poczułam, że się rumienię. Dann pogłaskał mnie po policzku i patrzył mi w oczy.
- Masz piękne oczy. Wyrażają ciebie. - Szepnął mi do ucha i się odsunął. Byłam jednocześnie szczęśliwa i w szoku. Ledwo się znamy, a on robi i mówi takie rzeczy. Nie, żeby mi to przeszkadzało ale ... nie wiem jak to rozumieć! Może on czuje do mnie to co ja do niego ?
- Wracajmy do sali. - Powiedział łapiąc mnie za rękę i delikatnie pociągnął za sobą. Gdy weszliśmy w tle zaczęła grać spokojna melodia.
- Mam nadzieje, że znajdziesz siły na jeszcze jeden taniec. - Powiedział delikatnie się kłaniając. Wyciągnął rękę przed siebie ja podałam mu swoją dłoń. Przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich biodrach. Ja objęłam go na szyi i wtuliłam się w niego. Wolno kołysaliśmy się w rytm muzyki robiąc co jakiś czas kilka kroków w różne strony. Czułam ciepło od niego bijące, jego zapach uznałam za najpiękniejszą woń na świecie.
czwartek, 23 października 2014
Rozdział 3
- Dobra a teraz na serio. Co ci? - zapytała zamykając za mną drzwi
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - powiedziałam siadając na jej łóżku. Pokój był urządzony w stonowanych barwach. Na podłodze leżał kremowy, puszysty dywan. Ściany były kremowe z niebieskimi i brązowymi paskami przy rogach, sufit był błękitny, meblościanka, toaletka, szafa, mały stolik do kawy i biurko były z jasnego drewna. Łóżko stało pod ścianą w rogu pokoju było jednoosobowe, przykryte jasnobrązowym polarowym kocem i czterema kwadratowymi poduszkami po dwie w jednym rogu. Jedna brązowa druga kremowa. Przed nim stał stolik do kawy. Meblościanka z małym telewizorem i mnóstwem różnych książek stała przy prostopadłej ścianie do łóżka, obok niej stała szafa. Pod oknem stało biurko i krzesło obrotowe. W rogu koło drzwi stała toaletka. Aylin usiadła obok mnie.
- Jak ty to robisz?. - zapytałam
- Co jak robię? - zdziwiła się. Upiłam łyk herbaty
- To że wiesz jak mam zły humor lub czymś się martwię.
- Sama nie wiem. Tak jakoś...
- Ale jakby tego było mało to emanujesz jakąś dziwną aurą spokoju chociaż nie mało w życiu przeszłaś. Jak to się dzieje?
- Pytaj mnie a ja ciebie. - uśmiechneła się
- A nie ciekawi cię dlaczego tak jest i kiedy się to zaczeło? - ja byłam tego strasznie ciekawa ale mojej przyjaciółce ta informacja nie była niezbędna do życia, mi nawiasem mówiąc też nie ale i tak chciałam to wiedzieć.
- Czasami chciałabym to wiedzieć ale co by mi to dało. Przecież i tak bym tego nie zmieniła bo jak?
- A po co to zmieniać? J też bym chciała być wyjątkowa.
- Jesteś wyjątkowa. - powiedziała - Czasami ten ,,dar'' mnie strasznie wkurza bo gdziekolwiek nie pójdę to wiem jak dana osoba się czuje i mimowolnie sprawiam że jakby część mojego spokoju przechodziła na tą osobę a mimo to mi go nie ubywa.
- Wiesz nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. - przyznałam
- A ja tak i to nawet bardzo często.
- Dobra zmieńmy temat. - powiedziałam wesoło
- Ok to o czym pogadamy? - zapytała
- Hmm... pokaż mi zdjęcia znad jeziora. Jeszcze ich nie widziałam.
- Dobra. - powiedziała biorąc laptop z biurka. Przysunełam stolik bliżej łóżka. Po kilku sekundach oglądałyśmy zdjęcia. Co jakiś czas się zatrzymywałyśmy.
- O, o, o pokaż to poprzednie. - powiedziałam. Szatynka cofneła zdjęcie. Była na nim ona sama. Siedziała na jakiejś pięknej łące pełnej chabrów bokiem do aparatu. Na horyzoncie zachodziło słońce. Była ubrana w białą, zwiewną sukienkę, wiatr bawił się jej włosami i rozwiewał je na prawą stronę.
- Wow jakie super. Ustaw je jako zdjęcie profilowe na facebooku. - powiedziałam nie mogąc się napatrzeć na to zdjęcie
- Czy ja wiem...
- Ja wiem. Pięknie na nim wyszłaś.
- Ok zastanowię się. - powiedziała przewijając kolejne zdjęcia. Później zatrzymywałyśmy się na niektórych zdjęciach jej rodziny i znajomych. Czas tak szybko nam zleciał że dopiero kiedy mama Aylin zawołała nas na obiad dotarło do nas jest już 13,00. Po skończonym posiłku Aylin zamkneła folder ze zdjęciami i wpisała hasło zamykające jej pliki. Laptop zaniosła swojemu bratu.
- Idziemy do parku, później pójdę odprowadzić Elif na przystanek. - powiedziała do swojej mamy.
- Do widzenia pani. - powiedziałam
- Do widzenia, do widzenia Elif. - odpowiedziała. Na klatce schodowej spotkałyśmy Marka.
- Cześć dziewczyny. - powiedział
- Cześć. - powiedziałam
- Hej. - brukneła Aylin nawet na niego nie patrząc
- Dokąd idziecie?- zapytał
- Do parku. - powiedziała Aylin
- Chce wam się? Park jest kawałek drogi z tond. - odparł brunet
- I co z tego? Mały spacer dobrze nam zrobi. - powiedziała Aylin
- Ok jak chcecie. Na razie.- odparł i poszedł na górę po schodach.
- Co cię ugryzło? - zapytałam moją przyjaciółkę
- Nic. - powiedziała. Wyszłyśmy z korytarza i skierowałyśmy się w stronę parku. Dotarcie tam od domu Aylin trwało dobre półgodziny.
- To czemu byłaś dla niego taka wredna? - drążyłam temat
- Bo to pozer, a ja nie cierpię takich ludzi.
- Od kiedy?
- Od zawsze.
- Zrobił ci coś?
- Można tak powiedzieć...
- Czyli?
- Kiedyś robił popisówkę na rowerze przed tą laską z wymiany i ja jechałam na rolkach. Ten debil wjechał na mnie i jeszcze miał pretensje że mu podryw nie wyszedł.
- A może po prostu byłaś zazdrosna? - powiedziałam
- Pff... jeszcze czego. O tego idiotę? - zadrwiła
- Może idiotę, ale za to jest ładny.
- Znam ładniejszych i mądrzejszych od niego.
- Uuu... masz jakiś potencjalny obiekt westchnień? - zaciekawiłam się
- Nie. - odparła
- No weź ktoś musi ci się podobać.
- Jest taki jeden, podoba mi się z wyglądu... - zarumieniła się
- Opowiadaj. - zachęcałam ją
- Ma na imię Michał, jest wysokim brunetem o brązowych oczach. Lubi czytać, trenuje sztuki walki i gra na gitarze.
- Ooo... to fajny... - uśmiechnełam się - Ale ja go chyba nie znam.
- Nie, nie znasz. Spotkałam go jak szłam ze znajomymi do pizzerii. Jest dobrym kumplem Derka.
- Derka znam.
- Tak wiem. A w ogóle to czemu gadamy o chłopakach? To nie w naszym stylu. - powiedziała zielonooka
- Tak jakoś wyszło. - zaśmiałam się
- Jeszcze dwa tygodnie i Kasandra wyprawia swój urodzinowy bal. Zaprosiła całą naszą klasę. - westchneła szatynka
- Taa... i pomyśleć że kiedyś kolegowałam się tą pustą blondyną. - powiedziałam
- Ja też i co z tego. Kiedyś była bardzo fajna, ale do czasu gdy jej ojciec nie założył własnej firmy i nie stali się bogaci. Teraz kumpluje się z elitą.
- Ano... pieniądze zmieniają ludzi...
- No.
- A w co my się ubierzemy? - zapytałam - Nie chce się ośmieszyć.
- Ja też nie. Coś wymyślimy.
- Na zaproszeniu pisało że suknia o długości co najmniej do kolan. - powiedziałam
- Tak pamiętam. Może pójdziemy w długich sukniach? - zapytała Aylin
- A jak w niej będziesz tańczyć?
- Normalnie, ale ważniejsze jest kogo ze sobą weźmiemy.
- Że co? - zdziwiłam się
- Mamy przyjść z osobą towarzyszącą.
- O nie. - pacnełam się otwartą dłonią w czoło, na co szatynka się zaśmiała - Nie mam kogo zaprosić - dodałam
- Ja też nie
- Błagam cię, ty możesz zaprosić Michała, chyba że ma dziewczynę.
- Nie ma. - odparła
- No widzisz. Znasz jakiegoś chłopaka co nie ma dziewczyny a jest w miarę fajny? - zapytałam z nadzieją. Przecież Aylin zna dużo ludzi
- Tak. Jest taki jeden. Ma na imię Dann, jest szatynem o brązowych oczach.
- Super masz z nim jakiś kontakt?
- Mam jego numer telefonu a poza tym widziałam się z nim w zwszłym tygodniu na mieście.
- To super. Zadzwoń do niego. - poprosiłam - Wiesz co? Chyba zacznę chodzić z tobą na te twoje spotkania ze znajomymi. - zaśmiałyśmy się. Dalszą drogę przegadałyśmy na temat sukni na urodziny Katriny. Ustaliłyśmy że będą przed kolana w odcieniu fioletu, a Aylin ma ubrać różową suknię.
***
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - powiedziałam siadając na jej łóżku. Pokój był urządzony w stonowanych barwach. Na podłodze leżał kremowy, puszysty dywan. Ściany były kremowe z niebieskimi i brązowymi paskami przy rogach, sufit był błękitny, meblościanka, toaletka, szafa, mały stolik do kawy i biurko były z jasnego drewna. Łóżko stało pod ścianą w rogu pokoju było jednoosobowe, przykryte jasnobrązowym polarowym kocem i czterema kwadratowymi poduszkami po dwie w jednym rogu. Jedna brązowa druga kremowa. Przed nim stał stolik do kawy. Meblościanka z małym telewizorem i mnóstwem różnych książek stała przy prostopadłej ścianie do łóżka, obok niej stała szafa. Pod oknem stało biurko i krzesło obrotowe. W rogu koło drzwi stała toaletka. Aylin usiadła obok mnie.
- Jak ty to robisz?. - zapytałam
- Co jak robię? - zdziwiła się. Upiłam łyk herbaty
- To że wiesz jak mam zły humor lub czymś się martwię.
- Sama nie wiem. Tak jakoś...
- Ale jakby tego było mało to emanujesz jakąś dziwną aurą spokoju chociaż nie mało w życiu przeszłaś. Jak to się dzieje?
- Pytaj mnie a ja ciebie. - uśmiechneła się
- A nie ciekawi cię dlaczego tak jest i kiedy się to zaczeło? - ja byłam tego strasznie ciekawa ale mojej przyjaciółce ta informacja nie była niezbędna do życia, mi nawiasem mówiąc też nie ale i tak chciałam to wiedzieć.
- Czasami chciałabym to wiedzieć ale co by mi to dało. Przecież i tak bym tego nie zmieniła bo jak?
- A po co to zmieniać? J też bym chciała być wyjątkowa.
- Jesteś wyjątkowa. - powiedziała - Czasami ten ,,dar'' mnie strasznie wkurza bo gdziekolwiek nie pójdę to wiem jak dana osoba się czuje i mimowolnie sprawiam że jakby część mojego spokoju przechodziła na tą osobę a mimo to mi go nie ubywa.
- Wiesz nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób. - przyznałam
- A ja tak i to nawet bardzo często.
- Dobra zmieńmy temat. - powiedziałam wesoło
- Ok to o czym pogadamy? - zapytała
- Hmm... pokaż mi zdjęcia znad jeziora. Jeszcze ich nie widziałam.
- Dobra. - powiedziała biorąc laptop z biurka. Przysunełam stolik bliżej łóżka. Po kilku sekundach oglądałyśmy zdjęcia. Co jakiś czas się zatrzymywałyśmy.
- O, o, o pokaż to poprzednie. - powiedziałam. Szatynka cofneła zdjęcie. Była na nim ona sama. Siedziała na jakiejś pięknej łące pełnej chabrów bokiem do aparatu. Na horyzoncie zachodziło słońce. Była ubrana w białą, zwiewną sukienkę, wiatr bawił się jej włosami i rozwiewał je na prawą stronę.
- Wow jakie super. Ustaw je jako zdjęcie profilowe na facebooku. - powiedziałam nie mogąc się napatrzeć na to zdjęcie
- Czy ja wiem...
- Ja wiem. Pięknie na nim wyszłaś.
- Ok zastanowię się. - powiedziała przewijając kolejne zdjęcia. Później zatrzymywałyśmy się na niektórych zdjęciach jej rodziny i znajomych. Czas tak szybko nam zleciał że dopiero kiedy mama Aylin zawołała nas na obiad dotarło do nas jest już 13,00. Po skończonym posiłku Aylin zamkneła folder ze zdjęciami i wpisała hasło zamykające jej pliki. Laptop zaniosła swojemu bratu.
- Idziemy do parku, później pójdę odprowadzić Elif na przystanek. - powiedziała do swojej mamy.
- Do widzenia pani. - powiedziałam
- Do widzenia, do widzenia Elif. - odpowiedziała. Na klatce schodowej spotkałyśmy Marka.
- Cześć dziewczyny. - powiedział
- Cześć. - powiedziałam
- Hej. - brukneła Aylin nawet na niego nie patrząc
- Dokąd idziecie?- zapytał
- Do parku. - powiedziała Aylin
- Chce wam się? Park jest kawałek drogi z tond. - odparł brunet
- I co z tego? Mały spacer dobrze nam zrobi. - powiedziała Aylin
- Ok jak chcecie. Na razie.- odparł i poszedł na górę po schodach.
- Co cię ugryzło? - zapytałam moją przyjaciółkę
- Nic. - powiedziała. Wyszłyśmy z korytarza i skierowałyśmy się w stronę parku. Dotarcie tam od domu Aylin trwało dobre półgodziny.
- To czemu byłaś dla niego taka wredna? - drążyłam temat
- Bo to pozer, a ja nie cierpię takich ludzi.
- Od kiedy?
- Od zawsze.
- Zrobił ci coś?
- Można tak powiedzieć...
- Czyli?
- Kiedyś robił popisówkę na rowerze przed tą laską z wymiany i ja jechałam na rolkach. Ten debil wjechał na mnie i jeszcze miał pretensje że mu podryw nie wyszedł.
- A może po prostu byłaś zazdrosna? - powiedziałam
- Pff... jeszcze czego. O tego idiotę? - zadrwiła
- Może idiotę, ale za to jest ładny.
- Znam ładniejszych i mądrzejszych od niego.
- Uuu... masz jakiś potencjalny obiekt westchnień? - zaciekawiłam się
- Nie. - odparła
- No weź ktoś musi ci się podobać.
- Jest taki jeden, podoba mi się z wyglądu... - zarumieniła się
- Opowiadaj. - zachęcałam ją
- Ma na imię Michał, jest wysokim brunetem o brązowych oczach. Lubi czytać, trenuje sztuki walki i gra na gitarze.
- Ooo... to fajny... - uśmiechnełam się - Ale ja go chyba nie znam.
- Nie, nie znasz. Spotkałam go jak szłam ze znajomymi do pizzerii. Jest dobrym kumplem Derka.
- Derka znam.
- Tak wiem. A w ogóle to czemu gadamy o chłopakach? To nie w naszym stylu. - powiedziała zielonooka
- Tak jakoś wyszło. - zaśmiałam się
- Jeszcze dwa tygodnie i Kasandra wyprawia swój urodzinowy bal. Zaprosiła całą naszą klasę. - westchneła szatynka
- Taa... i pomyśleć że kiedyś kolegowałam się tą pustą blondyną. - powiedziałam
- Ja też i co z tego. Kiedyś była bardzo fajna, ale do czasu gdy jej ojciec nie założył własnej firmy i nie stali się bogaci. Teraz kumpluje się z elitą.
- Ano... pieniądze zmieniają ludzi...
- No.
- A w co my się ubierzemy? - zapytałam - Nie chce się ośmieszyć.
- Ja też nie. Coś wymyślimy.
- Na zaproszeniu pisało że suknia o długości co najmniej do kolan. - powiedziałam
- Tak pamiętam. Może pójdziemy w długich sukniach? - zapytała Aylin
- A jak w niej będziesz tańczyć?
- Normalnie, ale ważniejsze jest kogo ze sobą weźmiemy.
- Że co? - zdziwiłam się
- Mamy przyjść z osobą towarzyszącą.
- O nie. - pacnełam się otwartą dłonią w czoło, na co szatynka się zaśmiała - Nie mam kogo zaprosić - dodałam
- Ja też nie
- Błagam cię, ty możesz zaprosić Michała, chyba że ma dziewczynę.
- Nie ma. - odparła
- No widzisz. Znasz jakiegoś chłopaka co nie ma dziewczyny a jest w miarę fajny? - zapytałam z nadzieją. Przecież Aylin zna dużo ludzi
- Tak. Jest taki jeden. Ma na imię Dann, jest szatynem o brązowych oczach.
- Super masz z nim jakiś kontakt?
- Mam jego numer telefonu a poza tym widziałam się z nim w zwszłym tygodniu na mieście.
- To super. Zadzwoń do niego. - poprosiłam - Wiesz co? Chyba zacznę chodzić z tobą na te twoje spotkania ze znajomymi. - zaśmiałyśmy się. Dalszą drogę przegadałyśmy na temat sukni na urodziny Katriny. Ustaliłyśmy że będą przed kolana w odcieniu fioletu, a Aylin ma ubrać różową suknię.
***
Gdy doszłyśmy do parku postanowiłam podzielić się z Elif tym że pojadę z nią na tą wycieczkę.
- Zastanawiałam się nad tym dość długo i stwierdziłam że raczej pojadę z tobą na tą wycieczkę. - powiedziałam
- Raczej? - zapytała Elif
- No jedź ze mną to będzie jedna z największych przygód naszego życia. Zobaczysz wszystko się zmieni. - Co niby? - zapytałam
- Sama nie wiem.
- To skąd wiesz że tak będzie?
- Tak myślę. - uśmiechneła się
- Ok. Pojadę.
- Tak! - krzykneła - Nawet nie wiesz jak się cieszę. - przytuliła mnie.
- Jestem ciekawa jak będzie wyglądać ta wycieczka... - zamyśliłam się
- Ja też. - stwierdziła.
- Cóż dowiemy się na miejscu. - powiedziałam z uśmiechem
- To na pewno. - powiedziała Elif. Czas spędzony w parku bardzo
szybko nam zleciał. Ani się nie obejrzałyśmy i była już 14,20 a o 14,45
Elif miała autobus do domu. Dość szybkim krokiem zmierzałyśmy na
przystanek. Nie czekałyśmy długo i moja przyjaciółka odjechała.
Wsadziłam do uszy słuchawki i włączyłam folder z ulubionymi piosenkami.
Muzyka dodawała mi sił i chęci na dalekie spacery. Gdy doszłam do domu
jeszcze chwilę rozmawiałam z mamą.
- Wycieczka jest dwa dni po balu u Kasandry, muszę wziąść ze sobą
jakieś pieniądze, a w kantorze wymienię nasze pieniądze na te
Afrykańskie.
- Tak wiem kochanie. - stwierdziła mama
- Ale spokojnie. Przecież zarabiam pieniądze i na pewno mi wystarczy, a wam też coś zostawię. - powiedziałam
- A co z sukienką na bal? - zapytała. Chwilę myślałam nad
odpowiedzią. No tak bal. Co ja na siebie włożę? Może uszyję ją sobie
sama. Mama kiedyś była krawcową i mamy jeszcze jakieś materiały.
- Uszyję.- powiedziałam
- Nie wiem czy starczy ci materiału.
- Nie musi to być jeden kolor. - stwierdziłam
- No tak, ale nie mogą to być same łaty. - zażartowała mama
- Nie jestem aż tak złą krawcową. - powiedziałam udając obrażony ton.
- Tak wiem. Masz już jakiś pomysł?
- Najpierw muszę zobaczyć jakie mamy kolory.
- To chodź. - powiedziała biorąc klucze od strychu. Na miejscu
zobaczyłam mnóstwo kolorowych kawałków materiałów wybrałam ciemnoróżowy i
fioletowy, tego koloru było więcej. Wrzuciłam wszystkie materiały do
pralki. Wziełam do ręki mój szkicownik, do którego niezbyt często
zaglądałam. Narysowałam wstępne projekty sukienek. Postanowiłam że
następnego dnia wezmę się za szycie. Była godzina 17,00 . Nie miałam
pomysłu na spędzenie reszty dnia. Włączyłam mojego laptopa, przeglądałam
strony internetowe i natknełam się na stare legendy i różne historie.
Poczytałam trochę na ten temat i wyłączyłam tę stronę. Nagle mnie
olśniło. Weszłam na stronę internetową firmy zajmującej się wycieczką na
którą mam jechać. Foldery i zdjęcia pokazywały rozmaite atrakcje z
których wkrótce będę korzystać. Nim się obejrzałam zegar pokazywał 21,17.
Poszłam do kuchni uszykować sobie kolację, następnie się wykompałam i
poszłam spać. Następnego dnia rano około 5,00 musiałam wstać aby na 8,00
być w pracy, jazda rowerem trwała z dwie godziny. Spakowałam do plecaka
stare ubrania, kanapki które wczoraj zrobiła mi mama i butelkę wody
mineralnej. Z piwnicy wyciągłam rower i ruszyłam w drogę. Niestety
skończył się weekend i zaczynała się praca. Z jednej strony wkurzała
mnie ta cała sytuacja, a z drugiej przynajmniej się nie nudziłam. Mama
nie miała pracy, tylko alimenty na mnie i Zacka plus rodzinne. To było
niecałe 1200 zł. Zgoda, dorabiała sobie jako krawcowa a to dawało jakieś
200 zł na miesiąc, ja pracując po szkole i czasami w soboty zarabiałam
około 700 zł miesięcznie. Inaczej było w teraz, w wakacje. Pracując tam tam
od poniedziałku do piątku od 8,00 do 17,00 zarabiałam około 1300 zł na
miesiąc. Dzięki temu mieliśmy dość dobre warunki bytowe bo przeszło 2
tysiące. Nie żałowałam tego że pracuje w gospodarstwie. Miałam z tego
mleko, jaja, sery, raz na jakiś czas mięso wieprzowe lub wołowe. Nie
narzekałam. Dzień nie był za ciepły ale zimno też nie było. Po około
dwóch godzinach byłam na miejscu.
- Dzień dobry. - przywitałam się z gospodynią
- Witam cię moja droga. - powiedziała
- Pójdę się przebrać i zaraz przyjdę. - powiedziałam kierując się
do małego pomieszczenia przy szopie. była to przebieralnia dla
pracowników. Ubrałam na siebie porządnie sprane spodnie z luźnego
dżinsu, bluzkę na długi rękaw, czerwone tenisówki z lekko odklejoną
podeszwą i szarą rozpinaną bluzę. Ubrania w których przyjechałam
schowałam do szafki i kluczyk przewiesiłam sobie na szyji. Plecak z
kanapkami i napojem wziełam ze sobą. Podeszłam do starszej kobiety która
była żoną gospodarza co zatrudnia do pomocy ludzi i dość dobrze im
płaci. W końcu 7 zł za godzinę to nie mało.
- Co mam zrobić? - zapytałam
- Mogłabyś iść z innymi dziewczynkami na pole powiązać snobki siana. - odpowiedziała kobieta
- Dobrze. - powiedziałam uśmiechając się do kobiety i poszłam na dość spore pole.
- Cześć dziewczyny. - powiedziałam do będących już tam dziewczyn
- Hej. - odpowiedziały chórem.
- To jak? Kilka z nas zbiera, reszta wiąże? - zapytałam
- Ok. - zgodziły się
- Kto co robi? - zapytała jedna z nich. Nie znałam ich imion, często nie rozmawiałyśmy.
- Ty, Olka i Kifa na pole zbierać słomę a my ją powiążemy. - powiedziała inna
- Ok. - zgodziłam się. Nie czekałam na nie, od razu zabrałam się do
pracy. Nie powiem: było ciężko. Musiałam się schylać po tą słomę,
zbierać ją i iść nie raz kawałek drogi aby zanieść to dziewczyną. Nie
byłam pewna czy one przyjeżdżały tu z przymusu czy dlatego że chcą
więcej kasy na swoje wydatki. Trochę mnie to wkurzało, ale cóż mogę na
to poradzić. Ludzie są jacy są... a ja nie mogę ich zmienić i szczerze
mówiąc nawet mi się nie chce... to daremny trud, bo oni prędzej czy
później zrobią swoje. Zaczeło się powoli ściemniać. Oczywiście i tak nie
zdążyliśmy wszystkiego zrobić i jutro - a może nawet więcej dni -
będziemy kontynuować. Spojrzałam na ten kawał pola co nam został. O
ludzie... westchnełam.
Gospodarz zaczoł dzwonić takim wielkim dzwonem co stał na podwórku,
dla nas oznaczało to koniec pracy. Szlak - pomyślałam - przez to
wszystko nic nie jadłam. Jestem głodna. Złapałam się za mój burczący z
głodu brzuch. Ych... takie są skutki myślenia o głupotach... zaśmiałam
się w duchu. Myślę i myślę, pracuję i pracuję i w końcu nic nie zjem.
Droga powrotna do domu mineła mi zaskakująco szybko. To pewnie
dlatego że prawie cały czas myślałam o nadchodzącym balu i prawie - jak
to ja - wpadłam pod samochód. Zapomniałam że za wiaduktem jest zakręt i
pojechałam środkiem ulicy. Prawie mnie potrącił, ale dzięki mojemu
refleksowi - i trąbieniu kierowcy - udało mi się wyjść z tego bez
szwanku i szybko zjechać na pobocze. Gdy dotarłam do domu od razu
poszłam się wykąpać i spać. Rano już skręcało mnie z głodu. Szybko się
ubrałam i poszłam zjeść porządne śniadanie. Następne dni mineły bardzo
monotonnie, aż w końcu nadszedł weekend, moja ulubiona pora tygodnia.
Leniwie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie
wskazywał że jest przed 10,00. Przekręciłam się na drugi bok i
przeciągle ziewnełam. Nie miałam zamiaru tak wcześnie - jak na moje
możliwości to wcześnie -wstawać. Ale nie dane mi było długo
poleniuchować, gdy miałam przed oczami piękny sen - nie pamiętam o czym -
do mojego pokoju wparowała Elif i bezczelnie zrzuciła mnie z łóżka
mówiąc ,, Co ty jeszcze w łóżku robisz?! Całe życie prześpisz!'' i tak
oto od rana miałam zły humor i nie miałam zamiaru przekonywać nikogo że
jest inaczej.
piątek, 17 października 2014
środa, 15 października 2014
Rozdział 2
-Sama nie wiem. - powiedziałam do mamy.
- Kochanie to może być jedyna okazja na taki wyjazd, ja na twoim miejscu byłabym szczęśliwa. - uśmiechneła się.
- Nie chodzi o to że się nie cieszę tylko...
- Tylko?
- Mam jakieś złe przeczucia co do tego wyjazdu. - powiedziałam opierając podbrudek na rogu kanapy.
- To absolutnie normalne. Pierwszy raz jedziesz gdzieś na tak długo i to tak daleko. - powiedziała - Poza tym Elif bardzo na tym zależy. - dodała. Westchnełam z rezygnacją co wywołało uśmiech na twarzy mojej rodzicielki.
- Jest już późno, idę do siebie. - powiedziałam wstając z wygodnej kanapy.
- Dobranoc. - powiedziała mama
- Dobranoc. - odparłam dając jej buziaka w policzek. Gdy byłam już w swoim pokoju poszłam się wykąpać i przebrać w piżamę. Siedząc na łóżku suszyłam moje brązowe włosy i spoglądałam na księżyc który świecił w całej swej okazałości, jego blask oświetlał mój pokój. Uwielbiałam nocne niebo, było takie piękne, tajemnicze, gwiazdy spokojnie migotały, gdy leżałam na balkonie i patrzyłam się w nie to traciłam rachubę czasu zawsze coś mnie pociągało w tym nieznanym dla ludzi świecie nocy. Wiele mitów, legend i innych historii miało początek przeważnie nocą. Dawniej powstawały przy ogniskach, opowiadane przez ludzi, nawet dzisiaj nocne opowieści na wycieczkach są tradycją. Ciekawe dlaczego tak jest? Podobno noc wytwarza odpowiedni do tego klimat, ale w końcu w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, więc czy chociaż jedna z tych historii jest prawdziwa? Jeżeli tak to która? Hmm... zabawne jak tok myślenia szybko zmienia kierunek - uśmiechnełam się sama do siebie - od nocy do legend. Spojrzałam na zegar, była 22,15. Pomyślałam o Elif i jej można powiedzieć obsesji na temat wyjazdu do Afryki. Zgoda jest tam safari, odwiedzimy nawet rezerwat lwów, program wycieczki jest naprawdę ekstra. Tylko te moje przeczucia... to mi nie daje spokoju. Może mama ma rację... to chyba przez to że to mój pierwszy wyjazd na tak daleko od domu. Przecież nie jadę sama, będzie ze mną Elif i mnóstwo innych dzieciaków i młodzieży. Chyba mam coś z głową, widzę problem tam gdzie go nie ma. Przecież ta firma organizuje te wycieczki od lat i nikt się nie skarżył. Muszę pozbyć się tych głupich myśli i uwierzyć w to że wszystko będzie dobrze. Podeszłam do okna i z parapetu wziełam książkę którą zaczełam czytać już jakiś czas temu. Opowiadała o nieszczęśliwej miłości wampira do wiedźmy. Puki co akcja się rozkręca i zapowiada się ciekawie. Usiadłam na łóżku i zaczełam czytać. Błądziłam wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Zegar w salonie wybił północ. Ziewnełam. Przykryłam się kołdrą i po chwili zasnełam.
- Kochanie to może być jedyna okazja na taki wyjazd, ja na twoim miejscu byłabym szczęśliwa. - uśmiechneła się.
- Nie chodzi o to że się nie cieszę tylko...
- Tylko?
- Mam jakieś złe przeczucia co do tego wyjazdu. - powiedziałam opierając podbrudek na rogu kanapy.
- To absolutnie normalne. Pierwszy raz jedziesz gdzieś na tak długo i to tak daleko. - powiedziała - Poza tym Elif bardzo na tym zależy. - dodała. Westchnełam z rezygnacją co wywołało uśmiech na twarzy mojej rodzicielki.
- Jest już późno, idę do siebie. - powiedziałam wstając z wygodnej kanapy.
- Dobranoc. - powiedziała mama
- Dobranoc. - odparłam dając jej buziaka w policzek. Gdy byłam już w swoim pokoju poszłam się wykąpać i przebrać w piżamę. Siedząc na łóżku suszyłam moje brązowe włosy i spoglądałam na księżyc który świecił w całej swej okazałości, jego blask oświetlał mój pokój. Uwielbiałam nocne niebo, było takie piękne, tajemnicze, gwiazdy spokojnie migotały, gdy leżałam na balkonie i patrzyłam się w nie to traciłam rachubę czasu zawsze coś mnie pociągało w tym nieznanym dla ludzi świecie nocy. Wiele mitów, legend i innych historii miało początek przeważnie nocą. Dawniej powstawały przy ogniskach, opowiadane przez ludzi, nawet dzisiaj nocne opowieści na wycieczkach są tradycją. Ciekawe dlaczego tak jest? Podobno noc wytwarza odpowiedni do tego klimat, ale w końcu w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, więc czy chociaż jedna z tych historii jest prawdziwa? Jeżeli tak to która? Hmm... zabawne jak tok myślenia szybko zmienia kierunek - uśmiechnełam się sama do siebie - od nocy do legend. Spojrzałam na zegar, była 22,15. Pomyślałam o Elif i jej można powiedzieć obsesji na temat wyjazdu do Afryki. Zgoda jest tam safari, odwiedzimy nawet rezerwat lwów, program wycieczki jest naprawdę ekstra. Tylko te moje przeczucia... to mi nie daje spokoju. Może mama ma rację... to chyba przez to że to mój pierwszy wyjazd na tak daleko od domu. Przecież nie jadę sama, będzie ze mną Elif i mnóstwo innych dzieciaków i młodzieży. Chyba mam coś z głową, widzę problem tam gdzie go nie ma. Przecież ta firma organizuje te wycieczki od lat i nikt się nie skarżył. Muszę pozbyć się tych głupich myśli i uwierzyć w to że wszystko będzie dobrze. Podeszłam do okna i z parapetu wziełam książkę którą zaczełam czytać już jakiś czas temu. Opowiadała o nieszczęśliwej miłości wampira do wiedźmy. Puki co akcja się rozkręca i zapowiada się ciekawie. Usiadłam na łóżku i zaczełam czytać. Błądziłam wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Zegar w salonie wybił północ. Ziewnełam. Przykryłam się kołdrą i po chwili zasnełam.
Byłam w ciemnym lesie, nie był to las jaki znałam, to była dżungla
jaką widziałam w filmach przyrodniczych. Szukałam czegoś, biegłam
pomiędzy pniami drzew. Doskonale rozróżniałam wszystkie kształty mimo
tego że było ciemno. W oddali usłyszałam krzyki. Wyostrzyłam swój słuch,
słyszałam wiele głosów, wyrażały przerażenie, ból, panikę i kilka
innych negatywnych emocji. Nagle niebo nad lasem rozjaśniło się ognistym
blaskiem. Gorące powietrze uderzyło mnie prosto w twarz. Zasłoniłam
oczy ręką. Zaczełam biec w tamtą stronę tak szybko jak nigdy wcześniej.
Obraz po bokach zaczoł się rozmazywać, używałam wyjątkowo sprawnego
refleksu, co dziwne wcale nie musiałam się wysilać aby to robić. Po
kilku sekundach byłam na miejscu. Stałam na skalnym wzniesieniu.
Zamarłam. Ludzie na dole płoneli, obok nich byli mężczyźni z bronią ale
nie strzelali do nich. Mój wzrok powędrował na dziewczynę która stała na
przeciwko mnie. Usmiechneła się do mnie, poruszyła ustami nie wydając
żadnego dźwięku. Z ruchu jej warg wyczytałam ,,przepraszam'', była
spokojna lecz w jej oczach widziałam strach. Rozległ się jednorazowy huk
wystrzału z broni.
Obudziłam się w środku nocy. Była 3 nad ranem. Przekręciłam się na
prawy bok. Byłam zaniepokojona tym snem. Nie wiedziałam kim była ta
dziewczyna. Czy ona uśmiechała się do mnie? Za co mnie przepraszała? Czy
ja ją znam, a może poznam? To miejsce... dżungla... . Ja posiadająca te
dziwne zdolności... nie... to jest... uhh... sama nie wiem co o tym
myśleć.
-Nie ja zwarjuje - powiedziałam łapiąc się za głowę. Muszę przestać
o tym myśleć. Starałam się zasnąć, ale moje próby odpędzenia od siebie
tego koszmaru spełzły na niczym. Już nie zasnełam.
***
Dzisiaj miałam bardzo dobry humor. Wczorajszy dzień był naprawdę
fajny. Po obiedzie pójdę do Aylin i wyciągnę ją na spacer do parku.
Muszę ją jakoś przekonać na ten wyjazd. Ale ona jest taka uparta. Co ja
mam teraz zrobić? A tam... pomyślę nad tym później. Ubrałam się w
brązową bluzkę na długi rękaw i żółte spodnie rybaczki. Moje krótkie
czarne włosy rozczesałam i założyłam na nie wąską żółtą opaskę. Na nogi
ubrałam ciemnozielone trampki z kostkę. Poszłam do kuchni zrobić sobie
śniadanie. Oczywiście mój wkurzający młodszy brat musiał mi się ciągle
plątać pod nogami i mieć wygórowane życzenia co do śniadania. W
ostateczności zrobiłam tosty i powiedziałam mu że ma się nimi zatkać i
nie gadać już nic do mnie. Żeby było śmiesznie moja matka również coś do
mnie miała, bręczała mi nad uchem przez pół godziny.
- Nie będę sprzątać zaraz po obiedzie bo idę do Aylin! A poza tym wczoraj wszystko zrobiłam! - wkurzyłam się
- Jakbyś zrobiła wszystko to byś nie musiała robić dzisiaj. - powiedziała mama
- Co niby mi zostało? - zapytałam
- Coś się znajdzie. - powiedziała
- Pff... znajdź coś dla siebie. Cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz. - powiedziałam. Matka nic nie odpowiedziała.
- No właśnie. - powiedziałam wychodząc z salonu. Trochę zmieniłam
moje plany na dzisiejszy dzień. Postanowiłam odwiedzić moją przyjaciółkę
teraz. Z pokoju zabrałam moją torebkę i portfel, w nim miałam około 20
złotych.
- Idę do Aylin! Zjem coś na mieście albo u niej! Na razie! -
krzyknełam wychodząc z domu i szybko zbiegłam na dół po schodach. Znając
życie zaraz wybiegnie za mną - pomyślałam i usłyszałam głos mamy na
korytarzu
- Elif! A kto...! - usłyszałam tylko tyle bo wyszłam z klatki
schodowej. Z torebki wycignęłam telefon i słuchawki. Stałam na
przystanku autobusowym. Po kilku minutach podjechał autobus. Wysiadłam
ulicę dalej od domu Aylin. Powolnym krokiem szłam przez skwerek. Na
ostatniej prostej zobaczyłam Aylin idącą gdzieś.
- Aylin! - krzyknełam. Dziewczyna zaczeła iść w moją stronę. Po chwili się zrównałyśmy.
- Hej! - powiedziałam przytulając przyjaciółkę - Dokąd zmierzasz?
- Hej! Idę do sklepu. - odpowiedziała
- Przejdę się z tobą.
- Nie żebym była wredna czy coś ale nie miałaś przyjść po obiedzie? Stało się coś? - zapytała
- Aaa... weź przestań. Matka znowu chciała dać mi jakieś zadanie. Pewnie nie chce żebym gdzieś wychodziła.
- To jest dziwne. Moja mama cieszy się jak gdzieś wychodzę ze znajomymi. - powiedziała szatynka
- A mojej to chyba obojętne... - westchnęłam - Wiesz ty masz więcej znajomych niż ja i częściej gdzieś wychodzisz.
- Ale zawsze cię zapraszam, a ty przeważnie odmawiasz.
- Bo mi jest dziwnie w towarzystwie osób których nie znam. Czuję się skrępowana. - powiedziałam
- A jak masz ich poznać skoro nigdzie nie chcesz iść? - zapytała
- Ano... ni jak - uśmiechnęłam się
- No właśnie. Czasami nie rozumiem twojej logiki
- A ja twojej. Jesteś nieśmiała, spokojna a mimo to masz dużo
znajomych. Ja na twoim miejscu bym się cieszyła i chodziła z nimi na
imprezy lub gdzieś do miasta.
- Ja się cieszę uwierz mi, ale to jest często wkurzające bo nie mam
czasu tylko dla siebie, a nieraz jest mi tak bardzo potrzebny... -
powiedziała zielonooka
- Ze mną jest na odwrót. - powiedziałam
- I właśnie dlatego tak dobrze się dogadujemy. - powiedziała Aylin
biorąc koszyk na zakupy. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłyśmy do sklepu.
Moja przyjaciółka śmiesznie wyglądała kręcąc się po sklepie z
zamyślonym wzrokiem i listą zakupów w ręce. Zauważyła że się na nią
gapię.
- No co? - zapytała robiąc zdziwioną minę. Wybuchnęłam śmiechem.
- Dziwna jesteś. - powiedziała wzruszając ramionami. Gdy już się
ogarnęłam poszłyśmy do kasy. Drogę powrotną spędziłyśmy w miłej
atmosferze.
- Już jestem. - powiedziała Aylin wchodząc do swojego domu - Jest ze mną Elif. Spotkałam ją po drodze do sklepu. - dodała
- Elif?- zdziwiła się pani Sara. Właśnie zaczesywała swoje czarne sięgające ramion włosy w kitkę.
- Tak to ja. Dzień dobry. - powiedziałam
- Witam cię. - odpowiedziała - Usiądź sobie - wskazała na krzesło przysunięte do stołu. Z chęcią to zrobiłam.
- Jak tam ci dzień mija? - zapytała mama Aylin
- Eee... tak sobie.
- Dlaczego? - zapytała kobieta
- Mama mnie od rana wkurzyła tym że mam robić porządki domowe. - powiedziałam
- Ale to normalne że dzieci powinny pomagać rodzicom w obowiązkach domowych. - powiedziała
- Tak wiem. Tylko rzecz w tym że wczoraj wysprzątałam cały dom a ona dzisiaj kazała mi jeszcze coś zrobić tylko nie miała co mi dać i powiedziała że coś wymyśli. Wkurzyłam się i powiedziałam jej że ma sama,coś zrobić a nie cały dzień siedzi w domu i się obija. - krótko opowiedziałam zdarzenie z dzisiejszego dnia. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Była godzina 11,23.
- Twoja mama trochę przesadziła. - powiedziała pani Sara
- Ano - westchnęłam - Ona ma tendencje do przesadzania.
- Widzisz tak czasami bywa. - powiedziała kobieta stając od stołu gdy woda już się gotowała. Zaparzyła dwa kubki herbaty.
- Ile słodzisz? - zapytała
- Trzy łyżeczki. - powiedziałam. Pani Sara przysunęła mi kubek a ten dla Aylin położyła na blacie.
- Gdzie jest Aylin? - zapytałam
- Chyba poszła do łazienki. - odpowiedziała
- Aha - mruknęłam.
- Najwyższy czas brać się za obiad. - powiedziała kobieta - Ile zjesz ziemniaków? - zapytała
- Dwa. - uśmiechnęłam się, choć zrobiło mi się przykro i byłam lekko zdenerwowana. Na to oczywiście weszła Aylin. Czemu nie?Nie chciałam ich obciążać moją osobą, tym bardziej że ich sytuacja finansowa pozostawiała wiele do życzenia. Aylin w wakacje jeździła na rowerze do jakiegoś gospodarza co ma farmę poza miastem, około 8 km od wyjazdu z miasta. W roku szkolnym po szkole szła do pracy na zmywak do jakieś restauracji. Zapieprzała jak głupia za jakieś psie pieniądze a wszystko po to aby odciążyć choć trochę matkę. Jej starszy brat zawinoł dupę i wyjechał, zapomniał że ma rodzinę,ojciec jest ostatnim, kompletnie nieodpowiedzialnym dupkiem i nawet nie chcę o nim myśleć. Ma jeszcze młodszego dziesięcioletniego brata. Co z tego że mają alimenty i rodzinne? Co to jest za życie jeżeli 600zł muszą wysyłać jej głupiemu braciszkowi? Odpowiedź: żadne. A mimo to nigdy nie narzekają. Westchnełam.
- Coś się stało? - zapytała Aylin
- Nie no co ty. - podrapałam się nerwowo po głowie - Zamyśliłam się tylko.
- Na pewno? - zapytała szatynka. Wydawało mi się jakby jej wzrok potrafił odkryć przed nią każdą tajemnicę, a mimo to nikomu by jej nie zdradziła. Przy niej człowiek nie musiał nikogo udawać. Biło od niej ciepło i zrozumienie dla innych. Z kimkolwiek by nie rozmawiała to zyskiwała u tej osoby szacunek. Ona potrafiła cenić ludzi. Jak ja się cieszę że mam taką przyjaciółkę jak ona.
-Na pewno. - odpowiedziałam pewnie. Aylin tylko spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem którego znaczenia nie umiałam rozszyfrować na co się do niej uśmiechnełam. Czy ona zawsze musi wiedzieć jaki mam humor? - zastanawiałam się - może potrafi to wyczuć... Wstałam od stołu i biorąc kubek z gorącą herbatą poszłam za dziewczyną do jej pokoju.
- Już jestem. - powiedziała Aylin wchodząc do swojego domu - Jest ze mną Elif. Spotkałam ją po drodze do sklepu. - dodała
- Elif?- zdziwiła się pani Sara. Właśnie zaczesywała swoje czarne sięgające ramion włosy w kitkę.
- Tak to ja. Dzień dobry. - powiedziałam
- Witam cię. - odpowiedziała - Usiądź sobie - wskazała na krzesło przysunięte do stołu. Z chęcią to zrobiłam.
- Jak tam ci dzień mija? - zapytała mama Aylin
- Eee... tak sobie.
- Dlaczego? - zapytała kobieta
- Mama mnie od rana wkurzyła tym że mam robić porządki domowe. - powiedziałam
- Ale to normalne że dzieci powinny pomagać rodzicom w obowiązkach domowych. - powiedziała
- Tak wiem. Tylko rzecz w tym że wczoraj wysprzątałam cały dom a ona dzisiaj kazała mi jeszcze coś zrobić tylko nie miała co mi dać i powiedziała że coś wymyśli. Wkurzyłam się i powiedziałam jej że ma sama,coś zrobić a nie cały dzień siedzi w domu i się obija. - krótko opowiedziałam zdarzenie z dzisiejszego dnia. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Była godzina 11,23.
- Twoja mama trochę przesadziła. - powiedziała pani Sara
- Ano - westchnęłam - Ona ma tendencje do przesadzania.
- Widzisz tak czasami bywa. - powiedziała kobieta stając od stołu gdy woda już się gotowała. Zaparzyła dwa kubki herbaty.
- Ile słodzisz? - zapytała
- Trzy łyżeczki. - powiedziałam. Pani Sara przysunęła mi kubek a ten dla Aylin położyła na blacie.
- Gdzie jest Aylin? - zapytałam
- Chyba poszła do łazienki. - odpowiedziała
- Aha - mruknęłam.
- Najwyższy czas brać się za obiad. - powiedziała kobieta - Ile zjesz ziemniaków? - zapytała
- Dwa. - uśmiechnęłam się, choć zrobiło mi się przykro i byłam lekko zdenerwowana. Na to oczywiście weszła Aylin. Czemu nie?Nie chciałam ich obciążać moją osobą, tym bardziej że ich sytuacja finansowa pozostawiała wiele do życzenia. Aylin w wakacje jeździła na rowerze do jakiegoś gospodarza co ma farmę poza miastem, około 8 km od wyjazdu z miasta. W roku szkolnym po szkole szła do pracy na zmywak do jakieś restauracji. Zapieprzała jak głupia za jakieś psie pieniądze a wszystko po to aby odciążyć choć trochę matkę. Jej starszy brat zawinoł dupę i wyjechał, zapomniał że ma rodzinę,ojciec jest ostatnim, kompletnie nieodpowiedzialnym dupkiem i nawet nie chcę o nim myśleć. Ma jeszcze młodszego dziesięcioletniego brata. Co z tego że mają alimenty i rodzinne? Co to jest za życie jeżeli 600zł muszą wysyłać jej głupiemu braciszkowi? Odpowiedź: żadne. A mimo to nigdy nie narzekają. Westchnełam.
- Coś się stało? - zapytała Aylin
- Nie no co ty. - podrapałam się nerwowo po głowie - Zamyśliłam się tylko.
- Na pewno? - zapytała szatynka. Wydawało mi się jakby jej wzrok potrafił odkryć przed nią każdą tajemnicę, a mimo to nikomu by jej nie zdradziła. Przy niej człowiek nie musiał nikogo udawać. Biło od niej ciepło i zrozumienie dla innych. Z kimkolwiek by nie rozmawiała to zyskiwała u tej osoby szacunek. Ona potrafiła cenić ludzi. Jak ja się cieszę że mam taką przyjaciółkę jak ona.
-Na pewno. - odpowiedziałam pewnie. Aylin tylko spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem którego znaczenia nie umiałam rozszyfrować na co się do niej uśmiechnełam. Czy ona zawsze musi wiedzieć jaki mam humor? - zastanawiałam się - może potrafi to wyczuć... Wstałam od stołu i biorąc kubek z gorącą herbatą poszłam za dziewczyną do jej pokoju.
wtorek, 14 października 2014
Rozdział II
Wszedłem do mieszkania, zamykając drzwi z impetem. Po chwili z salonu wyłonił się Brayan, który jest moim współlokatorem i wampirem.
- Już wróciłeś z polowania ? Zaskakująco szybko jak na ciebie. - powiedział z cwanym uśmiechem
- Mój brat Kris wrócił do miasta.
- Nie gadaj, serio ?
- Tak i drań odebrał mi coś mojego, ale odzyskam ją ! - odpowiedziałem, pewny siebie i zdeterminowany
- Ją ? Masz na myśli dziewczynę ?
- Nie byle jaką Brayan, tylko piękną szatynkę o zielonych jak młoda trawa oczach. Jej uroda mnie zahipnotyzowała, a krew mało nie zwaliła mnie z nóg. - opowiadałem mając obraz nieznajomej przed oczami
- Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że ta piękność staje się jedną z nas.
- Owszem, ale znając mojego brata będzie chciał zrobić wszystko aby nie dopuścić do przemiany.
- Co on może zrobić, jad krąży już w żyłach dziewczyny, nic na to nie poradzi.
- Kris to anioł, upadły ale jednak anioł do tego nie głupi. Spróbuje wszystkiego, aby ocalić jej duszę przed moim mrokiem. - ostatnie słowa wypowiedziałem bardziej do siebie.
***
Siedziałem przy nieznajomej już trzy godziny lecz nic się nie działo. Jedyne co pozwalało mi na razie być spokojnym to znak, który w pewien sposób łączył mnie teraz z nieprzytomną szatynką. Jakąś godzinę po tym jak umieściłem go na niej uświadomiłem sobie, że będę miał przez to niemałe kłopoty. Rada upadłych wyczuje nowego członka jak tylko przemiana się dokona. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk, natychmiast wstałem z fotela i podbiegłem do dziewczyny. Dotknąłem jej czoła, było rozpalone jak i reszta ciała. Poszedłem do łazienki po miskę z zimną wodą i ręczniki. Po minucie wróciłem i ułożyłem zimny okład na czole, jak przypuszczam siedemnastolatki. Pół godziny później temperatura zaczęła maleć. Krzyki również ustały. Po kolejnych trzydziestu minutach gorączka ustąpiła całkowicie, spokojniejszy usiadłem z powrotem w fotelu. Wiedziałem, że powinienem cały czas czuwać, ale zmęczenie wzięło górę i usnąłem.
***
Obudziłam się czując na sobie miękką pościel.
- Chwila, ale jak to możliwe ? Przecież byłam w parku i ... - przerwałam rozmyślania gwałtownie otwierając oczy i podnosząc się, co było błędem bo głowa rozbolała mnie tak jak bym dostała cegłą. Chwiejnym krokiem wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. To nie był mój pokój. Na przeciwko łóżka w fotelu siedział, a raczej spał chłopak. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale był bardzo przystojny. Miał krótkie blond włosy, dobrze zbudowane ciało i nawet będąc zgarbionym w fotelu wydawał się wysoki. Przeczesując dalej wzrokiem sypialnię dostrzegłam szafę z lustrem. Podeszłam do niej i krzyknęłam przerażona widząc swoje odbicie.
***
Zbudził mnie przeraźliwy krzyk. Zerwałem się z fotela. Spojrzałem na łóżko, lecz dziewczyny tam nie było, stała teraz przed lustrem z przerażeniem patrząc na swoje odbicie. Jej skóra była bledsza, w brązowych włosach pojawiły się czerwone pasemka, ale najbardziej zaskoczyły mnie skrzydła koloru krwi, które wyrastały z jej pleców.
- Jak to możliwe ? Przecież Bóg odebrał je upadłym. - pytałem siebie, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. - Nieważne, później poszukam odpowiedzi. - powiedziałem. Podszedłem do anielicy, ta dostrzegając mój ruch odwróciła się i ledwo dosłyszalnym, przestraszonym głosem zapytała :
- Co ty mi zrobiłeś ?
- Uratowałem twoją duszę.
- Niby przed czym ?
- Przed pochłonięciem jej przez zło, które zaszczepił mój brat William w tobie. - jego imię wypowiedziałem z pogardą, ale i smutkiem
- Zaszczepił ? Jak ? - była coraz bardziej przerażona
- Ugryzł cię, on jest wampirem. - w tym momencie dziewczyna, która i tak już przyciskała plecy do ściany, osunęła się po niej, zakrywając twarz dłońmi. Usłyszałem, jak cicho płacze. Przykucnęłam obok niej, zsunęła ręce z twarzy. Spojrzała na mnie i powiedziała :
- Boże jestem potworem. - jej głos przepełniała gorycz
- Wybacz, ale nie mogę się z tym zgodzić. Ludzie powiadają, że oczy są odzwierciedleniem duszy, w twoich nie zauważyłem czającej się bestii. - spojrzenie dziewczyny wyrażało tyle bólu i smutku, jednak to nie były nowe odczucia tylko od dawna skrywane
- Ty też jesteś wampirem ?
- Nie, upadłym aniołem.
- Twoja dusza nie wygląda na upadłą, raczej jest samotna i bardzo zraniona. - mówiła lekko spokojnym głosem. Posłałem jej delikatny uśmiech.
- Doskonale mnie rozszyfrowałaś. - podniosłem się i wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Chwilę się wąchała, ale w końcu podała mi swoją. Delikatnie lecz zwinnym ruchem podniosłem ją z ziemi.
- Mam na imię Kristopher.
- A ja Syntia.
- Twoje imię jest rzadko spotykane, ale równie piękne.
- Moja mama pochodziła z Meksyku, nadała mi takie imię, abym przypominała jej rodzinny dom. - kiedy wypowiadała te słowa, na jej twarzy znów było widać cierpienie
- Powiedziałeś, że jesteś upadłym aniołem, ze swojego wyglądu wnioskuję, że ja również. Nie rozumiem tylko jak to możliwe skoro ugryzł mnie wampir. - zmieniła temat, ewidentnie nie chciała mówić o matce, jednak czułem jaka jest prawda, zapewne dzięki wiążącemu nas znakowi, ale nawet głupi by się zorientował o co chodzi. Nie zamierzam jednak wypytywać Synti, jeśli zechce to sama powie.
- William jest bardzo złą osobą, poprzez ugryzienie każdy wampir przekazuje cechy swojego charakteru. Nie mogłem pozwolić, abyś stała się taka jak mój brat, więc w miejscu gdzie masz serce umieściłem znak upadłych. Czyniąc to poniekąd powiązałem swoją duszę z twoją, niestety nie zmienia to faktu że jesteś w połowie wampirem, ale przynajmniej niweluje zło Willa.
- Jak stałeś się upadłym aniołem ? Czuję w tobie dobro. - powiedziała z pewnością w głosie
- Popełniłem błąd, za który zostałem ukarany tak jak wielu innych upadłych. Nie oznacza to jednak, że są źli do szpiku kości.
- Jaki błąd ty popełniłeś ?
- Ocaliłem mojego brata. - odpowiedziałem beznamiętnym tonem
- To niesprawiedliwe, każdy na twoim miejscu pragnął by ocalić swoich bliskich bez względu na to jacy są. - powiedziała wyraźnie oburzona
- Przez moją głupotę wielu ludzi straciło życie lub stało się potworami. - głos zaczął mi się łamać. Syntia podeszła do mnie, położyła rękę na ramieniu i powiedziała :
- Wybacz ale nie mogę się z tobą zgodzić, jak sam powiedziałeś ocaliłeś mnie.
- Gdyby nie ja, William w ogóle by cię nie ugryzł.
- Wiesz z jaką myślą znalazłam się dzisiaj w parku ? Wnioskując z twojej miny pewnie nie, to ci powiem. Miałam dość swojego życia. Półtora roku temu moja mama zginęła w wypadku. Od tamtego czasu ojciec przestał żywić do mnie jakiekolwiek pozytywne uczucia. Mój brat odszedł ponieważ zakochał się w dziewczynie, której tata nie chciał zaakceptować. Żeby tego było mało mój chłopak całował się z moją najlepszą przyjaciółką. Po tym wszystkim chciałam umrzeć. Popełniła bym samobójstwo, tego dnia moje życie by się skończyło. To dzięki tobie Kris nadal żyję i mogę zacząć od nowa.
- To co mi powiedziałaś jest przykre, bardzo dużo przeszłaś.
- Owszem ale to wszystko należy już do przeszłości, bo dziś zaistniałam na nowo.
- Już wróciłeś z polowania ? Zaskakująco szybko jak na ciebie. - powiedział z cwanym uśmiechem
- Mój brat Kris wrócił do miasta.
- Nie gadaj, serio ?
- Tak i drań odebrał mi coś mojego, ale odzyskam ją ! - odpowiedziałem, pewny siebie i zdeterminowany
- Ją ? Masz na myśli dziewczynę ?
- Nie byle jaką Brayan, tylko piękną szatynkę o zielonych jak młoda trawa oczach. Jej uroda mnie zahipnotyzowała, a krew mało nie zwaliła mnie z nóg. - opowiadałem mając obraz nieznajomej przed oczami
- Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że ta piękność staje się jedną z nas.
- Owszem, ale znając mojego brata będzie chciał zrobić wszystko aby nie dopuścić do przemiany.
- Co on może zrobić, jad krąży już w żyłach dziewczyny, nic na to nie poradzi.
- Kris to anioł, upadły ale jednak anioł do tego nie głupi. Spróbuje wszystkiego, aby ocalić jej duszę przed moim mrokiem. - ostatnie słowa wypowiedziałem bardziej do siebie.
***
Siedziałem przy nieznajomej już trzy godziny lecz nic się nie działo. Jedyne co pozwalało mi na razie być spokojnym to znak, który w pewien sposób łączył mnie teraz z nieprzytomną szatynką. Jakąś godzinę po tym jak umieściłem go na niej uświadomiłem sobie, że będę miał przez to niemałe kłopoty. Rada upadłych wyczuje nowego członka jak tylko przemiana się dokona. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk, natychmiast wstałem z fotela i podbiegłem do dziewczyny. Dotknąłem jej czoła, było rozpalone jak i reszta ciała. Poszedłem do łazienki po miskę z zimną wodą i ręczniki. Po minucie wróciłem i ułożyłem zimny okład na czole, jak przypuszczam siedemnastolatki. Pół godziny później temperatura zaczęła maleć. Krzyki również ustały. Po kolejnych trzydziestu minutach gorączka ustąpiła całkowicie, spokojniejszy usiadłem z powrotem w fotelu. Wiedziałem, że powinienem cały czas czuwać, ale zmęczenie wzięło górę i usnąłem.
***
Obudziłam się czując na sobie miękką pościel.
- Chwila, ale jak to możliwe ? Przecież byłam w parku i ... - przerwałam rozmyślania gwałtownie otwierając oczy i podnosząc się, co było błędem bo głowa rozbolała mnie tak jak bym dostała cegłą. Chwiejnym krokiem wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. To nie był mój pokój. Na przeciwko łóżka w fotelu siedział, a raczej spał chłopak. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale był bardzo przystojny. Miał krótkie blond włosy, dobrze zbudowane ciało i nawet będąc zgarbionym w fotelu wydawał się wysoki. Przeczesując dalej wzrokiem sypialnię dostrzegłam szafę z lustrem. Podeszłam do niej i krzyknęłam przerażona widząc swoje odbicie.
***
Zbudził mnie przeraźliwy krzyk. Zerwałem się z fotela. Spojrzałem na łóżko, lecz dziewczyny tam nie było, stała teraz przed lustrem z przerażeniem patrząc na swoje odbicie. Jej skóra była bledsza, w brązowych włosach pojawiły się czerwone pasemka, ale najbardziej zaskoczyły mnie skrzydła koloru krwi, które wyrastały z jej pleców.
- Jak to możliwe ? Przecież Bóg odebrał je upadłym. - pytałem siebie, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. - Nieważne, później poszukam odpowiedzi. - powiedziałem. Podszedłem do anielicy, ta dostrzegając mój ruch odwróciła się i ledwo dosłyszalnym, przestraszonym głosem zapytała :
- Co ty mi zrobiłeś ?
- Uratowałem twoją duszę.
- Niby przed czym ?
- Przed pochłonięciem jej przez zło, które zaszczepił mój brat William w tobie. - jego imię wypowiedziałem z pogardą, ale i smutkiem
- Zaszczepił ? Jak ? - była coraz bardziej przerażona
- Ugryzł cię, on jest wampirem. - w tym momencie dziewczyna, która i tak już przyciskała plecy do ściany, osunęła się po niej, zakrywając twarz dłońmi. Usłyszałem, jak cicho płacze. Przykucnęłam obok niej, zsunęła ręce z twarzy. Spojrzała na mnie i powiedziała :
- Boże jestem potworem. - jej głos przepełniała gorycz
- Wybacz, ale nie mogę się z tym zgodzić. Ludzie powiadają, że oczy są odzwierciedleniem duszy, w twoich nie zauważyłem czającej się bestii. - spojrzenie dziewczyny wyrażało tyle bólu i smutku, jednak to nie były nowe odczucia tylko od dawna skrywane
- Ty też jesteś wampirem ?
- Nie, upadłym aniołem.
- Twoja dusza nie wygląda na upadłą, raczej jest samotna i bardzo zraniona. - mówiła lekko spokojnym głosem. Posłałem jej delikatny uśmiech.
- Doskonale mnie rozszyfrowałaś. - podniosłem się i wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Chwilę się wąchała, ale w końcu podała mi swoją. Delikatnie lecz zwinnym ruchem podniosłem ją z ziemi.
- Mam na imię Kristopher.
- A ja Syntia.
- Twoje imię jest rzadko spotykane, ale równie piękne.
- Moja mama pochodziła z Meksyku, nadała mi takie imię, abym przypominała jej rodzinny dom. - kiedy wypowiadała te słowa, na jej twarzy znów było widać cierpienie
- Powiedziałeś, że jesteś upadłym aniołem, ze swojego wyglądu wnioskuję, że ja również. Nie rozumiem tylko jak to możliwe skoro ugryzł mnie wampir. - zmieniła temat, ewidentnie nie chciała mówić o matce, jednak czułem jaka jest prawda, zapewne dzięki wiążącemu nas znakowi, ale nawet głupi by się zorientował o co chodzi. Nie zamierzam jednak wypytywać Synti, jeśli zechce to sama powie.
- William jest bardzo złą osobą, poprzez ugryzienie każdy wampir przekazuje cechy swojego charakteru. Nie mogłem pozwolić, abyś stała się taka jak mój brat, więc w miejscu gdzie masz serce umieściłem znak upadłych. Czyniąc to poniekąd powiązałem swoją duszę z twoją, niestety nie zmienia to faktu że jesteś w połowie wampirem, ale przynajmniej niweluje zło Willa.
- Jak stałeś się upadłym aniołem ? Czuję w tobie dobro. - powiedziała z pewnością w głosie
- Popełniłem błąd, za który zostałem ukarany tak jak wielu innych upadłych. Nie oznacza to jednak, że są źli do szpiku kości.
- Jaki błąd ty popełniłeś ?
- Ocaliłem mojego brata. - odpowiedziałem beznamiętnym tonem
- To niesprawiedliwe, każdy na twoim miejscu pragnął by ocalić swoich bliskich bez względu na to jacy są. - powiedziała wyraźnie oburzona
- Przez moją głupotę wielu ludzi straciło życie lub stało się potworami. - głos zaczął mi się łamać. Syntia podeszła do mnie, położyła rękę na ramieniu i powiedziała :
- Wybacz ale nie mogę się z tobą zgodzić, jak sam powiedziałeś ocaliłeś mnie.
- Gdyby nie ja, William w ogóle by cię nie ugryzł.
- Wiesz z jaką myślą znalazłam się dzisiaj w parku ? Wnioskując z twojej miny pewnie nie, to ci powiem. Miałam dość swojego życia. Półtora roku temu moja mama zginęła w wypadku. Od tamtego czasu ojciec przestał żywić do mnie jakiekolwiek pozytywne uczucia. Mój brat odszedł ponieważ zakochał się w dziewczynie, której tata nie chciał zaakceptować. Żeby tego było mało mój chłopak całował się z moją najlepszą przyjaciółką. Po tym wszystkim chciałam umrzeć. Popełniła bym samobójstwo, tego dnia moje życie by się skończyło. To dzięki tobie Kris nadal żyję i mogę zacząć od nowa.
- To co mi powiedziałaś jest przykre, bardzo dużo przeszłaś.
- Owszem ale to wszystko należy już do przeszłości, bo dziś zaistniałam na nowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
