środa, 29 października 2014

Rozdział 4

- Elif! Zabiję Cię! Jak chociaż raz mogę się wyspać to ty tu wpadasz i bezczelnie mnie wyrzucasz z mojego łóżka! - Krzyknęła nie raczej wydarła się Aylin.
- Też Cię kocham. - Powiedziałam z uśmiechem. Moja przyjaciółka prychneła.
- To co Cię sprowadza do mojego domu? - Zapytała tonem którego nie umiałam określić. Ale było w tym coś w stylu żartu, sarkazmu, wyrzutu i złości? Skąd ona umie mieszać tyle odczuć w jednym zdaniu?
- Nic wielkiego. - Powiedziałam siadając na jej łóżku.
- Czyli wpadłaś od tak sobie?
- Nie no skąd. Przyszłam bo mamy do zrobienia taki mały drobiazg jak nasze suknie na bal. - Powiedziałam patrząc w podłogę  i ruszając naprzemiennie moimi nogami zwisającymi z łóżka. Po chwili ciszy, spojrzałam na Aylin, jej mina wyrażała BARDZO intensywne myślenie.
- Może odświeżę ci pamięć. - Powiedziałam wyciągając telefon z kieszeni. Szybko odszukałam wczorajszego smsa. - ,, Mam fajny pomysł. Moja mama jest krawcową i ja też umiem szyć, na strychu znalazłam fajne materiały i to z nich uszyjemy suknie. Wpadnij jutro to zaczniemy je robić. "- Przeczytałam.
- Aha już pamiętam. - Zaśmiała się szatynka.
- Dobra ubierz się i bierzemy się do pracy. - Powiedziałam. Dziewczyna wstała, zabrała z szafy niebieskie krótkie spodenki i białą bokserkę.
Po chwili była gotowa.
- Ok mam już kilka projektów na te suknie i wyprane materiały. - Powiedziała
- Ok. Jest twoja mama? - Zapytałam gdy już siedziałyśmy w salonie.
- Nie. Znalazła sobie pracę. Pracuję jako sprzątaczka w McDonaldzie. Wczoraj przywiozła nam hamburgery. Wstawić ci trochę do mikrofali?
- No pewnie. - Powiedziałam mój żołądek potwierdził moje słowa.
Po kilku minutach zajadałyśmy się ciepłym jedzeniem i popijałyśmy to Colą.
- Pokaż te projekty. - Powiedziałam gdy już naczynia były pozmywane. Zielonooka podała mi zeszyt z rysunkami. Były bardzo ładne, bo do pięknych trochę im brakowało, ale nie powiem, bez przeszkód mogłam stwierdzić, że ma dziewczyna talent. Jej suknia była skromna, gładka, bez wzorów i sięgała trochę przed kolana, moja natomiast była za kolana i miała mnóstwo gniecionego materiału.
- Wow . Dokładnie w naszym stylu, to znaczy każda w swoim. - Powiedziałam. Moja wyobraźnia już mi podpowiadała jak będziemy w tym wyglądać. Nawet nie nie zauważyłam kiedy Aylin przyszła z materiałami. Miała ich dużo, część w dużych, cześć w małych kawałkach, były to ​​dwa kolory. Jeden ciemno-różowy, gładki i błyszczący, drugi fioletowy. Po chwili namysłu wzięłyśmy się do pracy. Robiłyśmy suknie do wieczora z przerwami na obiad. Były prawie skończone. Zostało do zrobienia z kilka detali. Aylin poszła odprowadzić mnie na przystanek, ustaliłyśmy, że jutro sama dokończy nasze kreacje. Po dotarciu do domu poszłam spać, była wtedy godzina 22,26. Obudziłam się około dziewiątej rano. Leniwie wstałam z łóżka. Podeszłam do okna, termometr wskazywał 31 ° C. Powlekłam się w stronę szafy, wyciągnęłam z niej białą spódniczkę do połowy ud i jasno-niebieską bluzkę na krótki rękaw. Moje czarne włosy uczesałam w wysoką kitkę, na nogi ubrałam białe sandały na lekkim koturnie. Po śniadaniu poszłam na spacer. Wsiadłam do autobusu który jechał o 11,00 i postanowiłam pojechać do miejsca otoczonego zielenią. W parku siedziało mnóstwo młodzieży. Szłam odrobinę zamyślona i w  momencie gdy podniosłam głowę do góry aby spojrzeć na promienie słońca przedzierające się pomiędzy gałęziami drzew uderzyłam w coś twardego i ciepłego. Spojrzałam przed siebie i napotkałam wzrok cudownie brązowych oczu, odcieniem przypominały kolor bordowy, to samo wrażenie sprawiały włosy, które ułożone były w artystyczny nieład. Chłopak był mega przystojny.
- Przepraszam. - Powiedziałam szybko patrząc w błyszczące oczy nieznajomego.
- To ja przepraszam. - Powiedział. Jego głos był delikatny i stanowczy. Chłopak idealny - rozmarzyłam się
- Nie ma za co, naprawdę. - Powiedziałam z najbardziej czarującym uśmiechem na jaki umiałam się zdobyć, ale chłopak pobił mnie od razu gdy tylko ułożył wargi w delikatny uśmiech. Moje serce łomotało w piersi jak szalone, starałam się je uciszyć ale bez skutecznie.
- Nie widzę Cię tutaj często, mimo że przychodzę tu prawie codziennie. - Powiedział
- To dlatego, że nie  mieszkam w okolicy. - Odparłam. Rozmowa zeszła później na tematy szkoły, przyjaciół i innych rzeczy. Usiadliśmy na pobliskiej ławce. Po jakimś czasie zadzwonił mój telefon.
- Tak? - Powiedziałam odbierając połączenie od mamy
- Gdzie Ty jesteś? Miałaś zaraz  wrócić! - Powiedziała
- Która  godzina? - Zapytałam
- Po 16,00 - powiedziała
- Co ?! - Zdziwiłam się
-  Za godzinę masz być w domu! - Powiedziała i się rozłączyła.
- Wybacz, ale muszę już iść - powiedziałam do chłopaka
- Nie mam co wybaczać. - Powiedział wstając - Już późno. Odrobinę się zagadaliśmy. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Na pewno. - Uśmiechnęłam się i poszłam na przystanek. Gdy dotarłam na miejsce do przyjazdu autobusu zostało 20 minut. Cały czas myślałam o nieznajomym chłopaku z którym tak dobrze mi się rozmawiało. Jaka ja jestem głupia - skarciłam się w myślach - nawet nie wiem jak ma na imię i nie zostawiłam mu swojego numeru. Chyba zaraz się popłaczę, ze złości na samą siebie. W domu musiałam trochę ogarnąć mój pokój na wypadek jakby ciotka zechciała tam zajrzeć. Na wierzchu nie mogło zostać  nic osobistego. Widać od razu, że ona  i matka to siostry, obie miały manię czystości, lubiły się rządzić i zaglądać wszędzie gdzie nie  trzeba. Sama nie wiem jak ze sobą wytrzymywały kiedy mieszkały razem.
- Przebierz się zanim przyjedzie ciocia Daniela. - Powiedziała mama.
- Czemu? Przecież jest gorąco. - Powiedziałam
- Jesteś ubrana jak  na plażę,  a nie jak na przyjście  gościa.
- Dobra, dobra już idę. - Wolałam to niż komentarze ciotki w stylu ,, tak ubrane chodzą tylko dziewczyny lekkich obyczajów, a nie  dobrze wychowane dziewczynki jak ty ... "bla bla bla. Przebrałam się w luźną białą spódniczkę do kolan i nie  zamierzałam zmieniać nic innego gdy chciałam wyjść z pokoju usłyszałam głos ciotki na korytarzu.
- Witaj moja droga siostrzyczko.
- Cześć Danielko - powiedziała mama
- Gdzie to jest twój mały mężczyzna? - Zapytała
- Pojechał wczoraj do starszego brata. - Powiedziała mama
- Mała Elif jest w domu?
- Tak jest. Elif! - Zawołała mnie mama
- Dzień dobry ciociu. - Powiedziałam wychodząc ze swojego ,, królestwa ", w którym miałam święty spokój.
- Dzień dobry kochanie. Jak ty urosłaś i wyładniałaś. Tylko co  z tymi pięknymi  włosami co zrobiłaś ? - Zapytała.
- Ścięłam je. - Powiedziałam jak gdyby nigdy nic
- Nie wiem dlaczego to zrobiłaś, były takie długie, sięgały ci prawie do pupy. - Powiedziała
- Ciociu od dziecka miałam takie długie włosy i postanowiłam się zmienić bo już nie nie jestem dzieckiem tylko nastoletnią prawie dorosłą dziewczyną. - Powiedziałam
- Dobrze, a jak tam szkoła? - Zapytała. Szybko zmieniła temat bo wiedziała, że w tej sprawie nie wygra, włosy były już obcięte i co niby mogła zrobić, przykleić je ? Mama przyniosła obiad i po skończonym posiłku obie poszły upiec jakieś ciasto. Ja w tym czasie włączyłam  telewizor i oglądałam eska tv, gdy moja ciocia i mama wróciły z kuchni zabrały mi pilota i włączyły kanał przyrodniczy. Wieczorem po kolacji poszłam się wykąpać ,gdy przyszłam na stole stały ciasta. Były to sernik i jabłecznik. Zjadłam po dwa kawałki każdego i długo rozmawiałam z nimi. Kochałam moją  ciocię mimo, że czasami mnie denerwowała. Około  23,30 poszłam spać. Przez następne dni jeździłam do parku. Czasami sama czasami z ciotką i mamą, ale nigdzie nie  mogłam spotkać chłopaka z którym rozmawiałam i w  którym chyba się zakochałam.
Wizyta cioci dobiegła końca. Stałyśmy na dworcu kolejowym czekając własnie na pociąg, który zabierze ją do domu.
- O jedzie! - Powiedziała mama
- To czas się pożegnać. Trzymajcie się moje drogie kobiety. - Powiedziała ciocia
- Pa ciociu, miło było spędzić z tobą trochę czasu. - Powiedziałam
- Ja też się cieszę kochanie, ale teraz muszę już jechać. Odwiedzę was jeszcze w tym roku. - Powiedziała. Przytuliłam ją na pożegnanie i wsiadła do pociągu. Machałyśmy do niej do puki pociąg nie zniknął nam gdzieś w oddali.
- To co idziemy do domu? - Zapytała mama
- Wiesz co ja chyba pójdę do Aylin, dzisiaj bal urodzinowy Kasandry a moja suknia jest u niej. Jak chcesz to chodź ze mną, jej mama na pewno się nie obrazi. - Powiedziałam, mama od razu się zgodziła. Zadzwoniłam jeszcze do Aylin, aby ją uprzedzić że idziemy.
- Cześć. - Powiedziałam gdy tylko szatynka otworzyła drzwi.
- Cześć i dzień dobry. - Powiedziała
- Dzień dobry. - Przywitała się moja mama.
- Wejdźcie. Zapraszam do salonu. - zaprosiła nas. Na miejscu  siedziała już jej mama, a na stole stało ciasto i kawa. Nasze mamy sobie  rozmawiały, a ja poszłam zobaczyć nasze sukienki.Były piękne, jeszcze lepsze niż na rysunku.
- I jak ? - Zapytała zielonooka
- Super. Są piękne. - Powiedziałam.
- Bal zaczyna się o 17,00, a jest 12,43 - powiedziałam
- To mamy trzy i pół godziny na przyszykowanie się.
- Nom. Starczy nam? - Zaśmiała się
- Musi. - Powiedziałam. Na początek każda z nas wzięła długa kąpiel w ciepłej wodzie, następnie zrobiłyśmy sobie makijaż. Ja miałam fioletowy cień do powiek, brokatową czarną kreskę, czarny tusz i różowy błyszczyk. Włosy uczesałam w elegancki kok z wystającymi  kosmykami. Aylin natomiast wybrała jasnoróżowy cień i delikatną kreskę podkreślającą kolor jej zielonych oczu i bezbarwny błyszczyk. Włosy zostawiła rozpuszczone, wyprostowała je i lekko podkręciła na końcach. Ubrałyśmy nasze suknie, buty na niewielkim obcasie pod kolor kreacji i do tego wszystkiego spryskałyśmy się francuskimi  perfumami, które Aylin dostała od wujka co mieszka w Paryżu i byłyśmy gotowe. Mamy zaniemówiły na nasz widok, lecz po chwili odzyskały mowę.
- Wyglądacie pieknie. - Powiedziała pani Sara
- Macie ogromny talent do szycia. - Dodała mama
- Suknie i wy są piękne. Powalicie wszystkich na kolana. - Powiedziała mama Aylin
- Dziękujemy. - Odpowiedziałyśmy razem.
- Za kilka minut chłopaki po nas przyjadą. - Poinformowała szatynka patrząc na zegarek. -Jest 16,23 - dodała. Kilka minut później pod blok Aylin podjechało czarne sportowe auto. Nie  znałam się na markach samochodów ale auto robiło wrażenie.
- Wow - powiedziałam tylko
- Dzieciak, jak zawsze musi się popisać. - Powiedziała moja przyjaciółka
- Kto? - Zapytała moja mama
- Michał, mój kolega. - Odpowiedziała
- Jest bogaty co ? - Zapytałam
- Tak, ale normalnie się tym nie chwali.
-  Niezła partia. - Powiedziała moja mama
- Czy ja wiem.  Nie należę do grona osób, które lecą tylko na kasę. - Powiedziała. Gołym okiem było widać, że mama ją uraziła.
- Musimy iść. - Powiedziałam.
- Masz rację. Do widzenia pani i na razie mamo. - Powiedziała
- Do widzenia i na razie. - Powiedziałam i wyszłam za nią na korytarz. Na dole przed samochodem stało dwóch chłopaków. Totalnie mnie zatkało gdy zobaczyłam tego, którego poznałam w parku. Patrzył na mnie z nie  mniejszym zdziwieniem co ja na niego.
- To wy się znacie? - Zapytała Aylin
- Spotkaliśmy się w niedzielę w parku. - Powiedział
- Tylko wtedy zapomniałam zapytać jak masz na imię. - Zwróciłam się do niego.
- Dann - ukłonił się lekko
- Elif - powiedziałam delikatnie się rumieniąc.
- On ma na imię Michał. - Powiedział wskazując na stojącego obok niego wysokiego bruneta o brązowych oczach. Nie dziwię się, że Aylin się w nim zakochała - stwierdziłam w myślach.
- Cześć - powiedział - Jedźmy już, bo się spóźnimy.
- Musiałeś wziąść dzisiaj ten samochód ? - Zapytała szatynka
- Co ci się w nim nie podoba ? - Zapytał
- Jest zbyt luksusowy. - Stwierdziła. Mi się ten samochód bardzo podobał. Zrobimy świetne wrażenie.
- Oj tam oj tam. - Skwitował na co ona prycheła i wsiadła do samochodu na przednim siedzeniu.
- Ej ja chciałem z przodu! - Powiedział Dann
- Trudno idziesz do tyłu. - Powiedział Michał. Razem z Danem siedziałam z tyłu, a drugi chłopak kierował. gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy na nas patrzyli.
- Dziwnie się czuję, nie lubię być w centrum uwagi. - Powiedziała Aylin
- Co w tym złego. Jesteś piękna. - Powiedział Michał podając jej rękę aby pomoc jej wysiąść z samochodu.
- Dziekuje. - Powiedziała przyjmując jego pomoc. Dann niestety nie zachował się tak samo ale chociaż mi drzwi otworzył. Gdy weszliśmy do domu Kasandry znaleźliśmy się w ogromnej sali balowej. Było tam mnóstwo ludzi, w tym osoby nie tylko z naszej klasy.
- Wow, ale nigdzie nie  widzę solenizantki. - Powiedziałam
- Pewnie się spóźni aby zrobić wielkie wejście i żeby wszyscy zwrócili na nią uwagę. - Powiedział Michał
- Skąd wiesz? - Zapytałam
- Bywałem na takich imprezach już i gospodarze przyjęcia zawsze przychodzą ostatni.
- To dziwne. Powinni być pierwsi aby witać gości. - Powiedziałam
- Zasady, którymi kierują się osoby z wyższych sfer często są dziwne. - Powiedział Dann
- Co ty też do Nich należysz ? - Zapytałam
- Można tak powiedzieć. - Odparł.
- O idzie. - Powiedziała Aylin. W okół Kasandry zaczął się zbierać tłum ludzi. Po chwili wszyscy się odsunęli i mogłam zobaczyć organizatorkę przyjęcia. Była ubrana w długa niebieską suknie pełną różnych ozdób. Nie powiem wyglądała pięknie.
- Cześć Kasandra. Pięknie wyglądasz. - Powiedziała Aylin
- Dziękuje ty też. Gdzie kupiłyście te suknie? - Zapytała
- Uszyłyśmy je. - Powiedziałam
- W takim razie gratuluję pomysłu i talentu. - Powiedziała
- Dziękujemy.
- Muszę was przeprosić. - Powiedziała i poszła na niewielkie podwyższenie gdzie wygłosiła mowę powitalną i życzyła wszystkim dobrej zabawy. Po chwili wszyscy wznieśli toasty za Kasandrę i poszli tańczyć. Kilkanaście osób stało przy bufecie. Dann poprosił mnie do tańca gdy grała w miarę spokojna ale nie wolna piosenka. Kilka następnych było dość szybkich przez co trochę się zmęczyłam. Poszłam na ogromny balkon. Wdychałam chłodne wieczorne powietrze. Po chwili podszedł do mnie Dann.
- Jak się bawisz ? - Zapytał
- Wspaniale. - Powiedziałam opierając się o balkon.
- Cieszę się.
- Ja też. - Powiedziałam patrząc na niego. Uśmiechnął się w ten sam dziecięcy sposób  co wtedy w parku.
- Byłaś już na takich imprezach?
- Nie. To jest mój pierwszy bal.
- Nie wydaje ci się nudny i sztywny?
- Nie.A powinien taki być ? - Zdziwiłam się
- Nie, no co ty ale większość tak uważa. - Powiedział opierając się o balustradę.
- Serio? Czyli to pierwszy bal na którym dobrze się bawisz?
- Nie pierwszy, tylko jeden z tych lepszych i bardziej wyjątkowych.
- Dlaczego bardziej wyjątkowy niż reszta?
- Bo jest przy mnie wyjątkowa dziewczyna. - Powiedział. Poczułam, że się rumienię. Dann pogłaskał mnie po policzku i patrzył mi w oczy.
- Masz piękne oczy. Wyrażają ciebie. - Szepnął mi do ucha i się odsunął. Byłam jednocześnie szczęśliwa i w szoku. Ledwo się znamy, a on  robi i mówi takie rzeczy. Nie, żeby mi to przeszkadzało ale ... nie wiem jak to rozumieć! Może on czuje do mnie to co ja do niego ?
- Wracajmy do sali. - Powiedział łapiąc mnie za rękę i delikatnie pociągnął  za sobą. Gdy weszliśmy w tle zaczęła grać spokojna melodia.
- Mam nadzieje, że znajdziesz siły na jeszcze jeden taniec. - Powiedział delikatnie się kłaniając. Wyciągnął rękę przed siebie ja podałam mu swoją dłoń. Przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich biodrach. Ja objęłam go na szyi i wtuliłam się w niego. Wolno kołysaliśmy się w rytm muzyki robiąc co jakiś czas kilka kroków w różne strony. Czułam ciepło od niego bijące, jego zapach uznałam za najpiękniejszą woń na świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz