środa, 15 października 2014

Rozdział 2

-Sama nie wiem. - powiedziałam do mamy.
- Kochanie to może być jedyna okazja na taki wyjazd, ja na twoim miejscu byłabym szczęśliwa. - uśmiechneła się.
- Nie chodzi o to że się nie cieszę tylko...
- Tylko?
- Mam jakieś złe przeczucia co do tego wyjazdu. - powiedziałam opierając podbrudek na rogu kanapy.
- To absolutnie normalne. Pierwszy raz jedziesz gdzieś na tak długo i to tak daleko. - powiedziała - Poza tym Elif bardzo na tym zależy. - dodała. Westchnełam z rezygnacją co wywołało uśmiech na twarzy mojej rodzicielki.
- Jest już późno, idę do siebie. - powiedziałam wstając z wygodnej kanapy.
- Dobranoc. - powiedziała mama
- Dobranoc. - odparłam dając jej buziaka w policzek. Gdy byłam już w swoim pokoju poszłam się wykąpać i przebrać w piżamę. Siedząc na łóżku suszyłam moje brązowe włosy i spoglądałam na księżyc który świecił w całej swej okazałości, jego blask oświetlał mój pokój. Uwielbiałam nocne niebo, było takie piękne, tajemnicze, gwiazdy spokojnie migotały, gdy leżałam na balkonie i patrzyłam się w nie to traciłam rachubę czasu zawsze coś mnie pociągało w tym nieznanym dla ludzi świecie nocy. Wiele mitów, legend i innych historii miało początek przeważnie nocą. Dawniej powstawały przy ogniskach, opowiadane przez ludzi, nawet dzisiaj nocne opowieści na wycieczkach są tradycją. Ciekawe dlaczego tak jest? Podobno noc wytwarza odpowiedni do tego klimat, ale w końcu w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, więc czy chociaż jedna z tych historii jest prawdziwa? Jeżeli tak to która? Hmm... zabawne jak tok myślenia szybko zmienia kierunek - uśmiechnełam się sama do siebie - od nocy do legend. Spojrzałam na zegar, była 22,15. Pomyślałam o Elif i jej można powiedzieć obsesji na temat wyjazdu do Afryki. Zgoda jest tam safari, odwiedzimy nawet rezerwat lwów, program wycieczki jest naprawdę ekstra. Tylko te moje przeczucia... to mi nie daje spokoju. Może mama ma rację... to chyba przez to że to mój pierwszy wyjazd na tak daleko od domu. Przecież nie jadę sama, będzie ze mną Elif i mnóstwo innych dzieciaków i młodzieży. Chyba mam coś z głową, widzę problem tam gdzie go nie ma. Przecież ta firma organizuje te wycieczki od lat i nikt się nie skarżył. Muszę pozbyć się tych głupich myśli i uwierzyć w to że wszystko będzie dobrze. Podeszłam do okna i z parapetu wziełam książkę którą zaczełam czytać już jakiś czas temu. Opowiadała o nieszczęśliwej miłości wampira do wiedźmy. Puki co akcja się rozkręca i zapowiada się ciekawie. Usiadłam na łóżku i zaczełam czytać. Błądziłam wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Zegar w salonie wybił północ. Ziewnełam. Przykryłam się kołdrą i po chwili zasnełam.
Byłam w ciemnym lesie, nie był to las jaki znałam, to była dżungla jaką widziałam w filmach przyrodniczych. Szukałam czegoś, biegłam pomiędzy pniami drzew. Doskonale rozróżniałam wszystkie kształty mimo tego że było ciemno. W oddali usłyszałam krzyki. Wyostrzyłam swój słuch, słyszałam wiele głosów, wyrażały przerażenie, ból, panikę i kilka innych negatywnych emocji. Nagle niebo nad lasem rozjaśniło się ognistym blaskiem. Gorące powietrze uderzyło mnie prosto w twarz. Zasłoniłam oczy ręką. Zaczełam biec w tamtą stronę tak szybko jak nigdy wcześniej. Obraz po bokach zaczoł się rozmazywać, używałam wyjątkowo sprawnego refleksu, co dziwne wcale nie musiałam się wysilać aby to robić. Po kilku sekundach byłam na miejscu. Stałam na skalnym wzniesieniu. Zamarłam. Ludzie na dole płoneli, obok nich byli mężczyźni z bronią ale nie strzelali do nich. Mój wzrok powędrował na dziewczynę która stała na przeciwko mnie. Usmiechneła się do mnie, poruszyła ustami nie wydając żadnego dźwięku. Z ruchu jej warg wyczytałam  ,,przepraszam'', była spokojna lecz w jej oczach widziałam strach. Rozległ się jednorazowy huk wystrzału z broni.
Obudziłam się w środku nocy. Była 3 nad ranem. Przekręciłam się na prawy bok. Byłam zaniepokojona tym snem. Nie wiedziałam kim była ta dziewczyna. Czy ona uśmiechała się do mnie? Za co mnie przepraszała? Czy ja ją znam, a może poznam? To miejsce... dżungla... . Ja posiadająca te dziwne zdolności... nie... to jest... uhh... sama nie wiem co o tym myśleć.
-Nie ja zwarjuje - powiedziałam łapiąc się za głowę. Muszę przestać o tym myśleć. Starałam się zasnąć, ale moje próby odpędzenia od siebie tego koszmaru spełzły na niczym. Już nie zasnełam.
***
Dzisiaj miałam bardzo dobry humor. Wczorajszy dzień był naprawdę fajny. Po obiedzie pójdę do Aylin i wyciągnę ją na spacer do parku. Muszę ją jakoś przekonać na ten wyjazd. Ale ona jest taka uparta. Co ja mam teraz zrobić? A tam... pomyślę nad tym później. Ubrałam się w brązową bluzkę na długi rękaw i żółte spodnie rybaczki. Moje krótkie czarne włosy rozczesałam i założyłam na nie wąską żółtą opaskę. Na nogi ubrałam ciemnozielone trampki z kostkę. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Oczywiście mój wkurzający młodszy brat musiał mi się ciągle plątać pod nogami i mieć wygórowane życzenia co do śniadania. W ostateczności zrobiłam tosty i powiedziałam mu że ma się nimi zatkać i nie gadać już nic do mnie. Żeby było śmiesznie moja matka również coś do mnie miała, bręczała mi nad uchem przez pół godziny.
- Nie będę sprzątać zaraz po obiedzie bo idę do Aylin! A poza tym wczoraj wszystko zrobiłam! - wkurzyłam się
- Jakbyś zrobiła wszystko to byś nie musiała robić dzisiaj. - powiedziała mama
- Co niby mi zostało? - zapytałam
- Coś się znajdzie. - powiedziała
- Pff... znajdź coś dla siebie. Cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz. - powiedziałam. Matka nic nie odpowiedziała.
- No właśnie. - powiedziałam wychodząc z salonu. Trochę zmieniłam moje plany na dzisiejszy dzień. Postanowiłam odwiedzić moją przyjaciółkę teraz. Z pokoju zabrałam moją torebkę i portfel, w nim miałam około 20 złotych.
- Idę do Aylin! Zjem coś na mieście albo u niej! Na razie! - krzyknełam wychodząc z domu i szybko zbiegłam na dół po schodach. Znając życie zaraz wybiegnie za mną - pomyślałam i usłyszałam głos mamy na korytarzu
- Elif! A kto...! - usłyszałam tylko tyle bo wyszłam z klatki schodowej. Z torebki wycignęłam telefon i słuchawki. Stałam na przystanku autobusowym. Po kilku minutach podjechał autobus. Wysiadłam ulicę dalej od domu Aylin. Powolnym krokiem szłam przez skwerek. Na ostatniej prostej zobaczyłam Aylin idącą gdzieś.
- Aylin! - krzyknełam. Dziewczyna zaczeła iść w moją stronę. Po chwili się zrównałyśmy.
- Hej! - powiedziałam przytulając przyjaciółkę - Dokąd zmierzasz?
- Hej! Idę do sklepu. - odpowiedziała
- Przejdę się z tobą.
- Nie żebym była wredna czy coś ale nie miałaś przyjść po obiedzie? Stało się coś? - zapytała
- Aaa... weź przestań. Matka znowu chciała dać mi jakieś zadanie. Pewnie nie chce żebym gdzieś wychodziła.
- To jest dziwne. Moja mama cieszy się jak gdzieś wychodzę ze znajomymi. - powiedziała szatynka
- A mojej to chyba obojętne... - westchnęłam - Wiesz ty masz więcej znajomych niż ja i częściej gdzieś wychodzisz.
- Ale zawsze cię zapraszam, a ty przeważnie odmawiasz.
- Bo mi jest dziwnie w towarzystwie osób których nie znam. Czuję się skrępowana. - powiedziałam
- A jak masz ich poznać skoro nigdzie nie chcesz iść? - zapytała
- Ano... ni jak - uśmiechnęłam się
- No właśnie. Czasami nie rozumiem twojej logiki
- A ja twojej. Jesteś nieśmiała, spokojna a mimo to masz dużo znajomych. Ja na twoim miejscu bym się cieszyła i chodziła z nimi na imprezy lub gdzieś do miasta.
- Ja się cieszę uwierz mi, ale to jest często wkurzające bo nie mam czasu tylko dla siebie, a nieraz jest mi tak bardzo potrzebny... - powiedziała zielonooka
- Ze mną jest na odwrót. - powiedziałam
- I właśnie dlatego tak dobrze się dogadujemy. - powiedziała Aylin biorąc koszyk na zakupy. Nawet nie zauważyłam kiedy doszłyśmy do sklepu. Moja przyjaciółka śmiesznie wyglądała kręcąc się po sklepie z zamyślonym wzrokiem i listą zakupów w ręce. Zauważyła że się na nią gapię.
- No co? - zapytała robiąc zdziwioną minę. Wybuchnęłam śmiechem.
- Dziwna jesteś. - powiedziała wzruszając ramionami. Gdy już się ogarnęłam poszłyśmy do kasy. Drogę powrotną spędziłyśmy w miłej atmosferze.
- Już jestem. - powiedziała Aylin wchodząc do swojego domu - Jest ze mną Elif. Spotkałam ją po drodze do sklepu. - dodała
- Elif?- zdziwiła się pani Sara. Właśnie zaczesywała swoje czarne sięgające ramion włosy w kitkę.
- Tak to ja. Dzień dobry. - powiedziałam
- Witam cię. - odpowiedziała - Usiądź sobie - wskazała na krzesło przysunięte do stołu. Z chęcią to zrobiłam.
- Jak tam ci dzień mija? - zapytała mama Aylin
- Eee... tak sobie.
- Dlaczego? - zapytała kobieta
- Mama mnie od rana wkurzyła tym że mam robić porządki domowe. - powiedziałam
- Ale to normalne że dzieci powinny pomagać rodzicom w obowiązkach domowych. - powiedziała
- Tak wiem. Tylko rzecz w tym że wczoraj wysprzątałam cały dom a ona dzisiaj kazała mi jeszcze coś zrobić tylko nie miała co mi dać i powiedziała że coś wymyśli. Wkurzyłam się i powiedziałam jej że ma sama,coś zrobić a nie cały dzień siedzi w domu i się obija. - krótko opowiedziałam zdarzenie z dzisiejszego dnia. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Była godzina 11,23.
-  Twoja mama trochę przesadziła. - powiedziała pani Sara
- Ano - westchnęłam - Ona ma tendencje do przesadzania.
- Widzisz tak czasami bywa. - powiedziała kobieta stając od stołu gdy woda już się gotowała. Zaparzyła dwa kubki herbaty.
- Ile słodzisz? - zapytała
- Trzy łyżeczki. - powiedziałam. Pani Sara przysunęła mi kubek a ten dla Aylin położyła na blacie.
- Gdzie jest Aylin? - zapytałam
- Chyba poszła do łazienki. - odpowiedziała
- Aha - mruknęłam.
- Najwyższy czas brać się za obiad. - powiedziała kobieta - Ile zjesz ziemniaków? - zapytała
- Dwa. - uśmiechnęłam się, choć zrobiło mi się przykro i byłam lekko zdenerwowana. Na to oczywiście weszła Aylin. Czemu nie?Nie chciałam ich obciążać moją osobą, tym bardziej że ich sytuacja finansowa pozostawiała wiele do życzenia. Aylin w wakacje jeździła na rowerze do jakiegoś gospodarza co ma farmę poza miastem, około 8 km od wyjazdu z miasta. W roku szkolnym po szkole szła do pracy na zmywak do jakieś restauracji. Zapieprzała jak głupia za jakieś psie pieniądze a wszystko po to aby odciążyć choć trochę matkę. Jej starszy brat zawinoł dupę i wyjechał, zapomniał że ma rodzinę,ojciec jest ostatnim, kompletnie nieodpowiedzialnym dupkiem i nawet nie chcę o nim myśleć. Ma jeszcze młodszego dziesięcioletniego brata. Co z tego że mają alimenty i rodzinne? Co to jest za życie jeżeli 600zł muszą wysyłać jej głupiemu braciszkowi? Odpowiedź: żadne. A mimo to nigdy nie narzekają. Westchnełam.
- Coś się stało? - zapytała Aylin
- Nie no co ty. - podrapałam się nerwowo po głowie - Zamyśliłam się tylko.
- Na pewno? - zapytała szatynka. Wydawało mi się jakby jej wzrok potrafił odkryć przed nią każdą tajemnicę, a mimo to nikomu by jej nie zdradziła. Przy niej człowiek nie musiał nikogo udawać. Biło od niej ciepło i zrozumienie dla innych. Z kimkolwiek by nie rozmawiała to zyskiwała u tej osoby szacunek. Ona potrafiła cenić ludzi. Jak ja się cieszę że mam taką przyjaciółkę jak ona.
-Na pewno. - odpowiedziałam pewnie. Aylin tylko spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem którego znaczenia nie umiałam rozszyfrować na co się do niej uśmiechnełam. Czy ona zawsze musi wiedzieć jaki mam humor? - zastanawiałam się - może potrafi to wyczuć... Wstałam od stołu i biorąc kubek z gorącą herbatą poszłam za dziewczyną do jej pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz