czwartek, 9 października 2014

Rozdział I

    Dzisiejszy dzień należał do grupy tych melancholijnych. Od samego rana wszystko działo się na moją niekorzyść. Kiedy wstałam i odsłoniłam zasłony ujrzałam za oknem deszcz, którego po prostu nie cierpię. Z ociąganiem poszłam do łazienki, która nawiasem mówiąc znajduje się   w moim przesadnie wielkim pokoju, gdzie ściany były koloru kawy z mlekiem, w dużej mierze obklejone plakatami ulubionych zespołów muzycznych oraz z postaciami filmów fantasy. Łóżko stało przy ścianie prostopadłej do tej z oknem. Podłoga wyłożona była perskim dywanem w odcieniach czerwieni i pomarańczu. Na przeciw okna znajdowała się duża szafa z rozmaitymi ubraniami, torebkami i butami. Odkąd pamiętam, nic się w tym pomieszczeniu nie zmieniło. Urządziła je moja mama, jak i resztę pałacu. Kiedy weszłam do łazienki, dalej rozmyślając o mamie spojrzałam w lusterko i stwierdziłam, że jestem do niej uderzająco podobna. Takie same proste, długie brązowe włosy oraz zielone oczy. Lekko zaokrąglona buzia z małym nosem i dużymi ustami. Jednak nie byłyśmy takie same, mama była ode mnie wyższa, ja mam zaledwie 165 cm wzrostu, a ona prawie 175 cm, za to figurę posiadałyśmy tak samo szczupłą. Obraz mamy na nowo przywołał smutne wspomnienia. Od wypadku samochodowego, w którym zginęła minęło półtora roku, w  ciągu którego zmieniło się wszystko. Ojciec wydziedziczył mojego brata Kaspiusa, ponieważ ten zakochał się w zwykłej dziewczynie i wbrew jego woli ożenił się z nią. Do tej pory nie mogę zrozumieć jak tata, który jeszcze do niedawna oddał by za nas życie mógł tak postąpić. Jego zmianę zachowania zaczęłam  odczuwać również ja. Stał się wobec mnie oschły, oziębły i stanowczy. Od odejścia brata, cały czas każe mi się uczyć zasad i reguł, jakie powinna znać królowa. Rzecz w tym, że ja wcale nie chcę nią zostać !!! Z rozmyślań wyrwał mnie głos służącej i zarazem koleżanki :
- Syntio musisz się pospieszyć bo spóźnisz się do szkoły, a jeszcze twój ojciec prosi abyś przyszła do jego gabinetu.
- Dziękuje Caroline.
- Nie ma za co. - powiedziała i wyszła z pokoju. Szybko dokończyłam poranną toaletę, zrobiłam delikatny makijaż i wróciłam do sypialni, aby się ubrać. Wyjęłam z szafy czarne spodnie rurki, fioletową bluzkę na ramiączkach z lekkim dekoltem, a do tego białą marynarkę i czarne buty na obcasach. Dziś postanowiłam zostawić włosy rozpuszczone, wsunęłam w nie tylko fioletową opaskę z kokardką. Chwyciwszy jeszcze torebkę z książkami  zeszłam na dół do kuchni. Nie miałam czasu zjeść śniadania ponieważ dochodziło już wpół do ósmej, więc spakowałam kanapki do szkoły i poszłam spotkać się z ojcem. Kiedy weszłam do gabinetu, zobaczyłam że jak zawsze siedzi za dębowym biurkiem.
- Nie wiesz, że należy pukać ? - powiedział na przywitanie
- O ile pamiętam to przyszłam zobaczyć się z ojcem, a nie prezydentem. - odpowiedziałam sucho
- Usiądź, muszę z tobą porozmawiać. - zrobiłam, co kazał zastanawiając się o czym chce mi powiedzieć
- Jak wiesz jesteś jedyną następczynią tronu ...
- Nie dajesz mi o tym zapomnieć, zamęczając tymi wszystkimi lekcjami manier i innymi pierdołami.
- Stanowisko to wiąże się z pewnymi wymaganiami. Jako przyszła królowa powinnaś cechować się dojrzałością i nienagannym stylem życia.
- Co masz na myśli ? - zapytałam, coraz bardziej podejrzewając jaka padnie odpowiedź
-Twoja garderoba, pokój i zachowanie pozostawiają wiele do życzenia i chciał bym abyś w najbliższym czasie to poprawiła.
- To jakiś żart ? - coraz bardziej irytowała mnie ta rozmowa
- Mówię całkiem poważnie. 
- Więc teraz ja powiem całkiem poważnie,  że nie zamierzam nic zmieniać ! ... Dlaczego tak się zachowujesz tato ? Odkąd mama odeszła stałeś się wobec mnie oschły i surowy. Czemu nie kochasz mnie już tak jak kiedyś ? - zapytałam ze smutkiem
- Bo zbyt ją przypominasz. - po tych słowach nie wytrzymałam i wybiegłam z gabinetu. Łzy wylewały się ze mnie ze mnie jak wodospad spływając po policzkach. Nie zważając na wołanie Constansa opuściłam dom i poszłam w kierunku szkoły. Kiedy dotarłam na miejsce, zobaczyłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Przyjaźniłam się z Casandrom od przedszkola, a teraz widzę ją całującą się z moim chłopakiem ! A Marcus ? Myślałam, że mu na mnie zależy ... Wyszłam w ich stronę, wtedy dopiero zorientowali się, że wszystko widziałam.  Zatrzymałam się przed Marcusem i uderzyłam go w twarz. W tym momencie odezwała się Casandra :
- Syntio to nie miało tak wyjść,  zamierzaliśmy ci powiedzieć ale ... - nie zdąrzyła dokończyć, ponieważ weszłam jej w słowo :
- Nie chcę tego słuchać ! Jeśli nie chciałeś być ze mną Marcusie wystarczyło powiedzieć, zrozumiała bym w końcu na siłę cię nie trzymałam. Jednak po mojej najlepszej przyjaciółce, takiego świństwa się nie spodziewałam.
- Wiem, że cię zawiodłam ... - odpowiedziała wlepiając wzrok w ziemię
- Zawiodłaś ? To mało powiedziane, przekreśliłaś wszystkie lata naszej przyjaźni ! Nie chcę , z wami więcej rozmawiać, cześć.
- Syntio poczekaj, to nie tak, że mi na tobie nie zależy, tylko zrozumiałem, że traktuje cię jak przyjaciółkę, a nie dziewczynę. Ostatnio miałaś dużo na głowie, problemy z ojcem, odsunęłaś się od nas ... - po tych słowach Marcusa, odwróciłam się z powrotem w ich stronę i nie ukazując żadnych emocji powiedziałam :
- Myślisz, że to usprawiedliwia wasze postępowanie ?
- Nie ale chodziło mi o to, że chcieliśmy oszczędzić ci jeszcze jednej przykrości. Zamierzałem powiedzieć prawdę, dopiero kiedy uporządkujesz swoje sprawy. Cóż, los chciał żebyś dowiedziała się wcześniej. Mam tylko nadzieję, że kiedyś nam wybaczysz.
- Być może, ale teraz muszę iść i chciała bym abyście w najbliższym czasie dali mi spokój, chcę sobie wszystko przemyśleć.
- Jeśli tego właśnie chcesz, dobrze. - odpowiedziała ze smutkiem Casandra i odeszła razem z Marcusem. W tym samym momencie z nieba lunął deszcz. Wbiegłam do budynku szkolnego, na szczęście nie zmokłam zbytnio. Pierwsza lekcja za chwilę miała się zacząć, więc poszłam pod salę od historii. Lekcje mijały spokojnie do czasu ... aż nie zaczął się angielski, który był dzielony na grupy. W mojej niestety była dziewczyna, z którą nie miałam najlepszych stosunków. Już na wejściu musiała mi dopiec:  
- No kogo my tu mamy ... nasza miejscowa księżniczka. Depresja już minęła ? 
- To chyba nie twoja sprawa co?  - zapytałam obojętnym tonem
- A jak tam twój chłopak, Marcus ? Ach, zupełnie zapomniałam przecież on nie jest twój ! Haha, śmieszne prawda?  - zapytała, a reszta grupy wybuchła śmiechem. Miałam już dość, zabrałam swoje rzeczy i opuściłam salę, nauczyciel próbował zatrzymać mnie na korytarzu, lecz nie zwracałam na niego uwagi, tylko wybiegłam ze szkoły. Na dworze nadal lało, więc moje łzy zmieszały się z kroplami deszczu. Zatrzymałam się dopiero, kiedy zorientowałam się, że jestem w parku. Zobaczyłam swoje przemoczone ubrania, wyglądałam jak siedem nieszczęść, wściekłość i rozpacz rozdzierały moje serce.
- Mam dość już swojego głupiego życia ! Za co to wszystko ? Tak bardzo chciała bym inaczej żyć ! - krzyknęłam, nie zważając na to czy ktoś mnie słyszy
                                                                           ***
    Szedłem spokojnie przez park za kolejną ofiarą, kiedy nagle zobaczyłem biegnącą, nieziemsko piękną dziewczynę. Natychmiast zrezygnowałem z polowania i ruszyłem w kierunku miejsca, gdzie się zatrzymała. Będąc dostatecznie blisko mogłem zobaczyć ją w całej okazałości. Była średniego wzrostu, szczupłą szatynką o pięknych zielonych oczach, które, co mnie zaskoczyło przyćmiewały wylewające się z nich łzy. W pewnym momencie dziewczyna krzyknęła coś co normalnie wydawało się przykre, ale mnie w tym momencie ucieszyło :
 - Ma dość swojego życia ? Dam jej nowe ! - powiedziałem z entuzjazmem do siebie. Nie zastanawiając się w ogóle, momentalnie stanąłem przy dziewczynie i zatopiłem zęby w ciepłej szyi. Jej krew smakowała jak nektar, nawet nie zauważyłem kiedy przybył mój brat Kristopher jednocześnie odciągając od nieznajomej piękności. 
- William, ty kretynie ! Prawie ją zabiłeś ! - krzyknął
- Chciałem tą małą tylko zmienić, lecz krew którą ma w sobie smakowała jak nektar i nie mogłem się powstrzymać. - odpowiedziałem, uśmiechając się na myśl o tym smaku
  - Jesteś potworem. - odpowiedział z pogardą, podchodząc do nieprzytomnej dziewczyny.
 - A ty Kris, niby taki święty jesteś ? Gdyby tak było to nie został byś wygnany z nieba panie upadły aniele. - wypowiedziałem te słowa wkładając w nie tyle jadu ile tylko potrafiłem z siebie wydobyć.
 - Ja przynajmniej nie jestem mordercą. - odpowiedział beznamiętnym tonem, podnosząc dziewczynę z ziemi. Zareagowałem natychmiast :
 - Co robisz ? Ona jest moja !
 - Nie tym razem Will. - powiedział z triumfem malującym się na twarzy i zniknął.
 - Pożałujesz tego bracie, zobaczysz. - mówiąc te słowa ruszyłem w kierunku domu.
                                                                        ***
    Przed zniknięciem udało mi się jeszcze dojrzeć wściekły wyraz twarzy Willa. Kilka sekund później znajdowałem się w swojej willi. Zaniosłem nieznajomą do sypialni i ułożyłem delikatnie na łóżku.
 - Przemiana już się zaczęła, czuję to, ale nie mogę pozwolić abyś stała się takim potworem jak on. - powiedziałem do nieprzytomnej dziewczyny i mocą, którą posiadałem nakreśliłem znak upadłych w miejscu gdzie znajdowało się jej serce. Teraz przyszło mi już tylko czekać i mieć nadzieję.

2 komentarze:

  1. Wow, super! Jestem bardzo ciekawa dalszej akcji! Piszesz bardzo ciekawie i szybko się to czyta, gdy dotarłam do końca rozdziału żałowałam, że nie ma więcej :-/ dlatego mam nadzieję, że rozdziały będą pojawiały się szybko :-) pozdrowienia i weny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i cieszę się że rozdział ci się podobał. Następny będzie niedługo . :)

      Usuń