czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 9

Gdy się obudziłam słońce było już wysoko na horyzoncie. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie pokoju. Wskazywał 7,39. No świetnie,  jestem na wakacjach a i tak wcześnie się budzę. - pomyślałam kładąc się na poduszkę. Ale moment... czy śniadanie nie jest o 8,00? - przeszło mi przez myśl.
- Ej wstawajcie!  Za 20 minut śniadanie! - krzyknełam budząc wszystkich. Elif przetarła zaspane oczy.
- Co? - zapytała.
- Za 20 minut śniadanie. - powtórzyłam
- Aha. - powiedziała kładąc się spowrotem do łóżka. Obróciła się do mnie plecami. Pozostali zaczęli powoli wstawać. Gdy tylko chłopcy wyszli do łazienki zaczęłam się przebierać,  reszta dziewczyn oprócz Elif poszła w moje ślady. Ubrałam krótkie materiałowe spodenki w kolorze ciemnego brązu i jasno różową bokserke. Na nogi ubrałam sandały. Stanęłam przed lustrem, włosy zaczesałam w wysoką kitkę. Nie minęło 5 minut a Elif wystartowała z łóżka jak z procy. Prawdopodobnie dopiero teraz dotarła do niej informacja że trzeba wstać.
- Czekajcie na mnie! - krzyczała biorąc jakieś ubrania które prawdopodobnie wczoraj powiesiła na krześle. Szybko się przebrała w białe krótkie spodenki i zieloną bluzkę na noramkach. Na nogi założyła klapki japonki Po chwili całą grupą ruszyliśmy na śniadanie. W stołówce było mnóstwo ludzi,  każdy zajadał się regionalnymi potrawami. Ku naszemu zdziwieniu i wielkiej radości na jednym z blatów był szwedzki stół.
- O to jest to. - powiedział Mark biorąc tace. Każde z nas zabrało tosty, widać potrawy w innych krajach nie różnią się tak bardzo skoro lubimy jeść to samo. - uśmiechnełam się sama do siebie.  Widok ludzi z którymi mieszkam podczas wakacji wzbudzał we mnie dziwne uczucie szczęścia i nadzieje że mimo końca obozu będziemy w kontakcie.
- Znam to spojrzenie. - powiedziała Elif gdy po skończeniu śniadania szliśmy w stronę polany na której znajdowali się inni obozowicze.
- Nie wiem o co ci chodzi. - powiedziałam
- Nie umiesz kłamać. O czym wtedy myślałaś? - zapytała. Zwolniłyśmy tempo aby nasi nowi znajomi trochę nas wyprzedzili.
- O nas,  o Marku, Sonii,  Korze, Samie i o tobie. Głównie o tym że fajnie by było gdyby nasza znajomość nie urwała się wraz z końcem wakacji. - powiedziałam
- Też bym tego chciała. Mimo że znam ich tak krótko czuję że zaczyna łączyć nas przyjaźń. - brunetka spojrzała przed siebie na idących przed nami współlokatorów.
- Co z wami. Wolniej to można tylko do tyłu. - powiedziała Kora. Zaśmiałam się po czym razem z Elif przyśpieszyłam kroku.
- Musiałyśmy porozmawiać. - powiedziałam
- O czym?  - zapytał Sam
- A o niczym ważnym. Kiedyś wam powiemy. - powiedziała Elif
- Spoko. - uśmiechnoł się szatyn. Po kilku minutowym marszu dotarliśmy na polanę. Było na niej mnóstwo rozłożonych kocy. Większość była zajęta przez innych nastolatków. Wybraliśmy jeden z tych bliżej dżungli,  był na cieniu. Afrykańskie słońce dawało nam się we znaki.
- Chodźmy zapoznać kilku innych obozowiczów. - zaproponowała Kora
- Przecież my jeszcze dobrze się nie znamy a już Cię ciągnie do innych? - zapytała Sonia. Jej długie kasztanowe włosy delikatnie falowały przy każdym ruchu. Fryzurę dziewczyny można było określić jako burzę na głowie albo artystyczny nieład.
- A co w tym dziwnego?  Lubie mieć duże grono znajomych. - oburzyła się blondynka
- Chyba najbardziej lubisz być w centrum ich uwagi. - szatynka nie dawała za wygraną.
- Jak coś ci nie pasuje to weź zmień swój domek i przenieś się do tych zadufanych w sobie brytyjek. - powiedziała Kora. Jej słowa uraziły uczucia Sonii. Dziewczyna wstała z koca i ruszyła w stronę domków. Patrzyłyśmy chwilę za nią. Pierwszy odezwał się Mark:
- Przegiełaś. - chłopak wstał i poszedł za znikającą nam z pola widzenia koleżanką. Potem wstałam ja. Nie chciałam być w miejscu gdzie napięcie prawie dało się dotknąć. Sam po sekundzie ruszył biegiem za Sonią. Tylko Elif postanowiła zostać i pogadać z załamaną blondynką do której najwyraźniej dotarł sens jej słów.
- Nie gniewajcie się na mnie ale źle się czuję i wolałabym wrócić do siebie. - powiedziałam
- Może cię odprowadzimy?  - zapytała Elif
- Nie dziękuję,  dam sobie radę. - uśmiechnełam się do dziewczyn. Wzrok brunetki nie opuszczał mnie dopuki nie skręciłam w prostą ścieżkę do domków. Po otworzeniu drzwi wejściowych uderzyła we mnie fala chłodnego powietrza. Szybko weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
- Nie zwracajcie na mnie uwagi. - powiedziałam mijając Sonię i Sama siedzących na jednym z łóżek. Bardzo szybko zapanował mną spokój. Leżałam na plecach i wpatrywałam się deski podtrzymujące materac na górze łóżka piętrowego. Po chyba godzinie do pokoju weszły Kora i Elif. Blondynka podeszła do szatynki i po chwili rozmowy obie się uściskały. Dotarło do mnie że nic nie słyszę. Obraz przed oczami zaczoł mi się zamazywać. Dzieje się coś złego. - pomyślałam. Już kiedyś tak miałam, ale nie pamiętałam dlaczego i co się działo potem.
- Elif. - powiedziałam. Oczy wszystkich skierowały się na mnie. Mój głos był inny,  strasznie zachrypnięty. Ostatnie co ujrzałam to przerażenie w oczach mojej przyjaciółki i nowych znajomych.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz