piątek, 21 listopada 2014

Rozdział IV

Spacerowaliśmy po ogrodzie w ciszy. Było to trochę  niezręczne więc postanowiłam się odezwać :
- Masz najpiękniejsze kwiaty jakie w życiu widziałam, a widziałam sporo.
- Znasz się na tym ? - zapytała wyraźnie zaciekawiony. Chwilę się wahałam z odpowiedzią, ale w końcu powiedziałam :
- Moja mama uwielbiała wszelkiego rodzaju rośliny. Znała każdą odmianę drzew, krzewów, kwiatów a nawet tworzyła własne. Od dziecka uczyła mnie jak dbać o  wszystko co zielone. Nasz ogród był najpiękniejszy w okolicy. Często śmiałam się, że odzwierciedla duszę i uczucia mamy. Kiedy ona płakała, rośliny też pogrążały się w smutku. Po jej śmierci to ja zajęłam się ogrodem, czułam w nim jej obecność co sprawiał, że się do końca nie załamałam.
- Mam nadzieję, że kiedyś pokażesz mi swój ogród. - chłopak posłał mi ciepły uśmiech
- Jeżeli kiedykolwiek wrócę do domu ...
- Na pewno, jak nauczysz się chować skrzydła, latać to będziesz mogła bez problemu wrócić. Pokażę ci również jak walczyć.
- Rzecz w tym, że ja nie wiem, czy chcę tam znów przebywać. - odpowiedziałam ze smutkiem
- Na razie nie masz się czym przejmować, możesz u mnie zostać ile chcesz. A kiedy będziesz gotowa, podejmiesz odpowiednią decyzję. Choć osobiście bardzo bym się cieszył gdybyś została tu na dłużej. - pokiwałam głową delikatnie się uśmiechając
                                                                  ***
Nie spałem całą noc rozmyślając o brązowowłosej dziewczynie. Myślałem skąd zdobyć informacje na jej temat. W pewnym momencie olśniło mnie. Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer do dawnego znajomego. Jeden, drugi, trzeci sygnał, już myślałem że nie odbierze, ale w słuchawce rozbrzmiał lekko zachrypnięty głos chłopaka. Zapewne jeszcze spał ...
- Halo ? - zapytał ziewając
- Siemasz Jack, co u ciebie ?
- W tej chwili ? Źle ! Obudziłeś mnie ! Wiesz, która jest godzina do cholery ?! - krzyczał, a ja cicho się zaśmiałem
- Sory stary, ale mam do ciebie sprawę niecierpiącą zwłoki. - powiedziałem poważnie
- I ja niby mam ci pomóc ?
- Pamiętasz, co powiedziałeś pół roku temu, kiedy uratowałem twój tyłek przed bandą wampirów, z którą zadarłeś ? - zapytałem
- Tak, że jestem twoim dłużnikiem. - odparł posępnym głosem
- A więc teraz możesz mi się odwdzięczyć
- Co mam zrobić ? - uśmiech momentalnie pojawił się na mojej twarzy, wiedziałem że nie odmówi
- Potrzebuję i formacji na temat pewnej osoby.
- Kto ? - zadał krótkie pytanie
- Dziewczyna, brązowe, długie, proste włosy, zielone oczy, szczupła, ok. 165 cm wzrostu. Wyglądała na jakieś 17 lat. - zdałem raport z jej wyglądu
- Jak ma na imię ?
- No i tu zaczynają się schody. Rzecz w tym, że nie mam pojęcia. Spotkałem ją w parku. Podejrzewam, że urwała się z lekcji, musi chodzić do szkoły gdzieś niedaleko.
- Dziewczyn o takim wyglądzie jest mnóstwo. Bez imienia i nazwiska może być ciężko.
- O ile wiem, to jesteś najlepszy w zdobywaniu informacji.
- Owszem jestem. - powiedział dumnie, a ja przewróciłem tylko oczami. - Zobaczę co da się zrobić. Kiedy coś znajdę zadzwonię. Aty nigdy więcej nie bódź mnie o tej porze ! - dodał i rozłączył się zanim jeszcze cokolwiek powiedziałem. Pokręciłem lekko głową znów śmiejąc się z Jack'a. Nie miałem ochoty dłużej siedzieć w pokoju więc zszedłem po schodach na dół. W salonie na kanapie siedział Brayan. Grał na xboxie. Zająłem miejsce obok niego chwytając drugiego pada.
- Tak wcześnie na nogach Will ? Coś się stało ? - zapytał z nutką ironii w głosie. Znów się ze mnie nabija.
- Nie spałem całą noc. - odparłem beznamiętnym tonem
- Czyżby, przez nieznajomą z parku ? - cwaniacki uśmiech nie opuszczał jego twarzy
- Być może. - odparłem nie patrząc na blondyna tylko w ekran telewizora, gdzie nadal była włączona gra
- Czy ty się przypadkiem nie zakochałeś się ? - cholera, czy ten chłopak zawsze musi mnie tak świetnie rozgryźć ? Ale nie zamierzałem się tak łatwo przyznawać. Wszyscy mają mnie za zimnego drania o kamiennym sercu i niech tak zostanie.
- Co ty pieprzysz Brayan ? Ja się nie zakochuję. Owszem miewam dziewczyny, ale przeważnie na jedną noc. - odpowiedziałem stanowczo
- Nie znamy się od dziś William, mnie nie oszukasz. Widziałem wczoraj twój wyraz twarzy i iskierki  w oczach kiedy mi o niej opowiadałeś. Nigdy tak nie wyglądałeś wspominając o innych dziewczynach.
- Ja nie potrafię kochać, w końcu jestem potworem. - oschły ton nie opuszczał mojego głosu
- Dobrze wiesz, że to nie prawda. Kreujesz się na bezuczuciową osobę, której nic i nikt nie obchodzi, ale to tylko maska . Chcesz , aby inni cię takim postrzegali i bali się ciebie. Myślisz, że nie zorientowałem się iż tak naprawdę nie zabijasz ludzi ? Śledziłem cię wielokrotnie i widziałem jak po napiciu się krwi zostawiasz ich przy życiu. Ktoś inny zabija zwalając winę na ciebie, a ty nic z tym nie robisz. Chcesz być postrzegany jako bezlitosna bestia, bo dzięki temu wiesz, że nikt się do ciebie nie zbliży z obawy o własne życie. Przez taki wizerunek nie nawiązujesz przyjaźni z innymi, a co się
z tym wiąże nikt cię nie zdradzi, nie opuści. Robisz to wszystko bo boisz się ponownego odrzucenia. Nie chcesz aby powtórzyła się historia z przed pięciuset lat, kiedy to Bóg odwrócił się od ciebie i wygnał z Nieba.
-   Jesteś jakąś pieprzoną wróżką czy co ?
Nikt do tej pory nie rozszyfrował tak dobrze mojej duszy jak ty.
- Nie, jestem przyjacielem, który traktuje cię jak rodzonego brata i nie patrzy na ciebie oczami, a sercem.
- Wiesz Brayan z tymi swoimi przemowami był byś doskonałym prezydentem, ludzie poszli by za tobą w ogień, a ja z nimi. Nigdy wcześniej tego nie mówiłem, ale ja również traktuję cię jak brata. Jako jedyny cały czas trwasz przy mnie nawet kiedy ja tego nie chcę.
- I będę trwał zawsze. - powiedział z uśmiechem. - Dobra, dość już tych rozczulających gadek, lepiej mów jak to jest z tą dziewczyną. - dodał po chwili
- Podoba mi się, czuję że jest inna nie taka jak te wszystkie puste laski. Ma w sobie coś co powoduje, że moje serce szybciej bije jak tylko o niej pomyślę. Skontaktowałem się z Jack'em. Powiedział, że postara się znaleźć o niej jakieś informacje.
- To ten chłopak, którego uratowałeś przed banda Rogera ?
- Tak. A co ?
- Nic, myślę że dobrze mieć takiego sprzymierzeńca. Jack wie dużo o wszystkich, nigdy nie wiadomo kiedy taka wiedza może nam się przydać.
- Masz rację. A wracając do tego, że ktoś wrabia mnie w zabójstwa, pogadam o tym z Jack'em, ale najpierw odnajdę dziewczynę. - powiedziałem zdeterminowany
                                                                 ***
Spacerowaliśmy z Krisem po ogrodzie rozmawiając na różne tematy, aż nie zaczęło się ściemniać. Postanowiliśmy wrócić do domu i zjeść kolację, która miała wyeliminować głód jaki nas dopadł po całym dniu chodzenia. Po posiłku oznajmiłam chłopakowi, że idę spać. Uśmiechnął się i mówiąc ciche dobranoc zniknął zapewne w swojej sypialni. Po wejściu do pokoju i zapaleniu światła dostrzegłam na łóżku torbę taką samą jak te, w których znajdowały się ubrania zakupione dla mnie przez Krisa. Podeszłam bliżej i zajrzałam do niej. W środku znajdowała się jedwabna, turkusowa koszula nocna. Wyjęłam ją dokładnie się przyglądając. Miała cienkie ramiączka. Natychmiast zrzuciłam z siebie ubrania i włożyłam koszulę. Sięgała do połowy ud i była bardzo przyjemna w dotyku. Jeszcze chwilę przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze, ale zmęczenie coraz bardziej mnie dopadało więc weszłam do łóżka. Jeszcze jakiś czas rozmyślałam nad wydarzeniami ostatnich dwóch dni, aż w końcu odpłynęłam do krainy snu.
----------------------------------------------------
NASTĘPNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JEŚLI ZOBACZĘ, ŻE SĄ POZOSTAWIONE KOMENTARZE.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. :)        

2 komentarze:

  1. Kolejny cudowny roździał. Bomba! Nigdy bym się nie domyśliła, że Will mógłby coś czuć do tej dziewczyny. Spodziewam się krwawej bitwy. Ciekawe czy dobrze myślę. No cóż... Pozdrawiam i życzę miłej soboty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) Fajnie, że Ci się podoba i że komentujesz . Co do krwawej bitwy.... może będzie może nie .... wszystko w swoim czasie. :) Pozdrawiam i udanego weekendu życzę. :)

    OdpowiedzUsuń